Organizator:

Alfabet morsa

19.01.2021 13:04:02

Podziel się

„Wchodzisz do wody. Najpierw podenerwowanie. Potem pojawia się takie „iglaste” uczucie, wiesz, jakby ktoś tarł cię papierem ściernym. Nagle robi ci się ciepło, błogo, a potem uwolnienie endorfin. Euforia. Czasem głupawka. Fantastyczna atmosfera, radość. Ale przychodzą drgawki, chłód. Musisz wyjść”. Relacji o morsowaniu jest tyle, ilu praktykujących. Jedno je łączy: ekscytacja.

TEKST: Daria Miedziejko, Wielkopolska Organizacja Turystyczna 
ZDJĘCIA: WOT

Co takiego pociągającego jest w morsowaniu, że bardzo młodzi, młodzi i nie tak młodzi decydują się świadomie wyjść poza swoją sferę komfortu? Powszechnie wiadomo, że zimne kąpiele mają dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Przede wszystkim uodparniają. Katar, kaszel, ból gardła to odległe wspomnienie dla regularnie ćwiczących morsów. Panie, nazywane pieszczotliwie foczkami, są dumne z jędrnej skóry, bez oznak cellulitu. Ale czy na pewno o to w tym wszystkim chodzi? Czyż nie łatwiej i przyjemniej byłoby łyknąć tran i iść na relaksujący masaż, by osiągnąć ten sam efekt? No tak, ale w morsowaniu kluczowe jest to, jak wspaniale człowiek czuje się w trakcie lub po zimnej kąpieli. Wyrzut hormonów szczęścia zapewnia dobre samopoczucie jeszcze wiele godzin po wyjściu z wody. A regularne morsowanie przemienia ponuraków w ludzi promiennych i pogodnych.

Zimno na topie

Oszacowanie liczby amatorów zimnych kąpieli w Polsce jest trudne, bo chociaż mamy dane z około 100 klubów morsów, to nieznaną pozostanie liczba osób niezrzeszonych. A że ich przybywa z roku na rok, łatwo się przekonać, spacerując jesienią i zimą nad jeziorem.

Do wzrostu popularności morsowania w Polsce z pewnością przyczynił się też Wim Hof, nazywany Icemanem – Człowiekiem Lodu. Świat od lat ze zdumieniem przygląda się jego spektakularnym wyczynom, jak przebycie półmaratonu za kołem podbiegunowym czy wejście na Kilimandżaro w samych szortach. Ten 60-letni holenderski rekordzista opracował własną metodę łączącą medytację z kontrolą oddechu w sytuacji ekspozycji na zimno. Z pewnością szkoła w Przesiece w Karkonoszach, którą Wim prowadzi razem z synem, oraz książki przetłumaczone na polski, potęgują zainteresowanie jego receptą na życie w zdrowiu, szczęściu i sile.

Razem czy osobno?

Wielu zaczynających przygodę z morsowaniem w ostatnich latach, a podążających za wskazówkami Wima Hofa, z rezerwą odnosi się do spotkań w większych grupach. Atmosfera w kilkudziesięcioosobowym klubie jest bardzo sympatyczna i przyjacielska, ale nie stwarza idealnych warunków do koncentracji i medytacji.

Niektórzy zaś stronią od klubów zgoła z innych powodów, chodzi o radość z kąpieli nago. Jeszcze inni, najmłodsi stażem tegoroczniacy, wprost mówią o niechęci do skupisk ze względu na pandemię, choć zdają sobie oczywiście sprawę, że spotkania w ramach zorganizowanych zajęć sportowych są zgodne z obowiązującymi przepisami.

Nawet najbardziej introwertyczne morsy podkreślają jednak, jak ważne były dla nich konsultacje z doświadczonymi osobami z klubów i to właśnie na ich stronach szukali niezbędnych informacji przed swoją inicjacją.

A dokąd, a dokąd?

Wiele osób morsujących od niedawna i w małym gronie szuka odpowiednich miejsc do kąpieli na własną rękę. W Poznaniu i okolicy do najchętniej odwiedzanych należą oczywiście Rusałka, Jezioro Strzeszyńskie i Jezioro Kierskie. W Wielkopolskim Parku Narodowym Jezioro Jarosławieckie zdobywa sobie serca morsów outsiderów. W Puszczy Zielonce i okolicach morsy cenią kąpielisko Tropicana w Owińskach, jezioro Tuczno i nieodległe od niego Jezioro Kowalskie, latem uwielbiane przez naturystów. Ulubionym przez klub Alaska jest małe leśne Jezioro Prawe w Jankowie w gminie Pobiedziska. Trochę dalej od stolicy Wielkopolski miłośnicy zimnych kąpieli spotykają się nad Jeziorem Niepruszewskim obok Buku, Jeziorem Lusowskim w gminie Tarnowo Podgórne i Jeziorem Pamiątkowskim niedaleko Szamotuł.

Unikające tłumu morsy cenią miejsca odwiedzane przez kluby, bo są to kąpieliska sprawdzone. Chodzi o bezpieczeństwo. Wybierają po prostu inne dni czy pory dnia na swoją kąpiel. Wiadomo, że niedziela jest dniem morsów zrzeszonych.

O innych sposobach na zdrowy zimowy wypoczynek w Wielkopolsce opowiem w lutowym numerze, a teraz żegnam się stosownym pozdrowieniem: trzymajcie się zimno! Za rozmowę dziękuję Ewie i Piotrowi, Carinie i Bartkowi, Renacie i Karolowi.

A może by tak spróbować?

  1. Zapytaj lekarza, czy nie ma przeciwskazań do twojego morsowania.
  2. Zahartuj się, biorąc zimne prysznice przez przynajmniej 10 dni.
  3. Na wspólną kąpiel umów się z doświadczonym morsem.
  4. Wybierz sprawdzone jezioro.
  5. Zrób 15-minutową rozgrzewkę.
  6. Załóż buty neoprenowe, czapkę i rękawiczki.
  7. Słuchaj swojego ciała. Nie chojrakuj i nie idź na rekord.
  8. Po wyjściu zrób rozgrzewkę.
  9. Wypij gorącą herbatę.
  10. Ciesz się i zarażaj radością innych.