Organizator:

Bo my lubimy robić rzeczy

22.03.2021 15:10:11

Podziel się

Nie kupuj tyle! Zastanów się czy tego potrzebujesz! Napraw, jeśli się popsuło! To główne postulaty poznańskiej marki odzieżowej, która – wbrew logice biznesowej – przekonuje, żeby kupować mniej. Mimo przewrotnej strategii, osiągają zamierzony cel. Edukują i skłaniają do refleksji. Poznajcie Vvidoki.

ROZMAWIA: KAROLINA MICHALAK

ZDJĘCIA: ARCHIWUM VVIDOKI

Skąd pomysł na założenie marki modowej i w dodatku w duchu slow fashion?

Remigiusz Dziechciarow: Do powstania marki i zajęcia się zawodowo modą przywiodło nas rzemiosło i chęć robienia rzeczy. Kilka lat temu zacząłem szyć akcesoria kaletnicze. Nerki i plecaki. Dwa lata temu razem z Michałem stwierdziliśmy, że warto rozszerzyć naszą działalność i zacząć robić coś, z czego ludzie stale korzystają, coś co nie jest chwilowe i podyktowane sezonową modą. Wychodząc z założenia, że ludzie zawsze będą się ubierać, będą potrzebować spodni, koszulek, bluz… to padło na ubrania. A myśląc o firmie, nawet przy idei slow fashion, musimy być odpowiedzialni i myśleć biznesowo, aby utrzymać siebie i naszych pracowników.

Mieliśmy świadomość, że marek odzieżowych jest wiele, a ubrań na świecie o miliony za dużo, dlatego ważne było dla nas przygotowanie odpowiedniej strategii. Przystępując do tworzenia marki, zaczęliśmy czytać o świecie mody zrównoważonej i zagłębiać się w temat. Bo co do tego, że idea slow fashion jest nam bliska, nie mieliśmy żadnych wątpliwości i to był nasz punkt wyjścia. Chcieliśmy jednak sięgnąć do podstaw, by nie powielać schematów i nie produkować więcej niż potrzeba.

Vvidoki to wynik czego?

Burzy mózgów i miesiąca analiz. Ściany w pracowni wyglądały jak jeden wielki mood board. Przypinaliśmy wszystkie nasze pomysły. Analizowaliśmy je i modyfikowaliśmy. Ważna była rozpoznawalność, uniwersalność, a patrząc w przyszłość – nie chcieliśmy nazwą ograniczać międzynarodowej ekspansji. Miała być swojska i czytelna dla Polaków. Wychodziliśmy od założeń mody zrównoważonej, myśleliśmy o ekologii, edukacji, o przyszłości, co wyróżnia nasze czasy i dokąd zmierzamy. No i fuzją tego wszystkiego są właśnie vvidoki, czyli nadzieja na coś, perspektywa czegoś nowego, lepszego i piękniejszego jutra.

Skąd czerpiecie inspiracje do Waszych kolekcji?

Punktem wyjścia jest powtarzalność i spójność kolekcji. Ich uniwersalność i ponadczasowość. Więc inspirujemy się tym, co jest i co już zaprojektowaliśmy. Chcemy, aby za kilka lat to było w dalszym ciągu świeże. Nasze ubrania mają być prawdziwe, czyli użyteczne. Nie mają tworzyć jakiegoś wyimaginowanego świata. Dlatego też kolekcje prezentujemy często na nas samych i naszych przyjaciołach, którzy są jednocześnie naszą grupą docelową. Jednym z celów, jaki nam przyświeca, jest zbudowanie społeczności wokół marki. Staramy się przywiązać klientów do vvidoków, być z nimi blisko, w stałym kontakcie, i chcąc czy nie – stać się przyjaciółmi.

Jak wygląda u Was proces twórczy?

O szyciu odzieży nie mieliśmy kiedyś żadnego pojęcia. Wcześniej szyłem nerki i plecaki, więc wiedziałem, jak działa maszyna do szycia. Nożyczki także w rękach trzymałem i umiałem ich użyć, ale krojenie i szycie spodni, koszulek czy bluz to jest coś zupełnie innego. Gdy mieliśmy już gotowe mood boardy i projekty, to dopiero przystąpiliśmy do nauki szycia. W zasadzie jesteśmy samoukami. Metodą prób i błędów zgłębialiśmy tajniki krawieckiego kunsztu.

Co was wyróżnia spośród innych marek slow fashion?

Dla nas ważna jest społeczność, którą budujemy wokół vvidoków. Postawiliśmy sobie trudne zadanie, ponieważ z jednej strony jesteśmy marką, która musi zarabiać, a z drugiej strony pokazujemy, jak nie kupować. Cały czas edukujemy naszych klientów. Chcemy, aby ich zakupy były świadome. Kup raz a porządnie, zastanów się, czy tego potrzebujesz, czy będzie pasowało do innych elementów twojej garderoby – to głównie słyszą od nas klienci. Jeśli już klient przemyśli dokładnie swoje zakupy i stwierdza, że faktycznie tego potrzebuje, to wtedy namawiamy go, aby to zaopatrzył się u nas. Bo będzie miał pewność, że produkt jest dobrej jakości, został wyprodukowany w bliskim sąsiedztwie, dał pracę lokalnej społeczności, a co również ważne – zaopiekujemy się nim po dokonaniu zakupu. Jeśli coś się zepsuje, to my to naprawimy. A jeśli chce się już pozbyć ubrania, to również się tym zajmiemy, ponieważ bierzemy na siebie odpowiedzialność za zarządzanie odpadami.

Naprawiacie co zepsute?

Paradoks polega na tym, że działamy antykonsumpcyjnie, ale produkujemy rzeczy. Z drugiej strony chcemy być jak najbardziej transparentni i uczciwi wobec samych siebie i naszych klientów. Dlatego naprawimy to, co wymaga naprawy, a z ciucha, którego ktoś nie chce już nosić, uszyjemy coś innego.

Jak wyobrażacie sobie swoją markę za kilka lat? Gdzie będziecie w 2031 roku?

Docelowo chcemy tworzyć kompletne kolekcje i ubrać naszego klienta od stóp do głów. Od bielizny, po ubrania wierzchnie. Chcemy zrewidować naszą drogę i do kolekcji podstawowych dodać elementy polskiej historii nawiązujące do wpływów bloku wschodniego. Ponadto chcemy postawić mocny męski segment mody odpowiedzialnej, ponieważ on w Polsce nie istnieje. Chcemy także kiedyś uniezależnić się od dostawców tkanin i produkować materiały pod swoim brandem – cały cykl produkcyjny miałby odbywać się u nas.