🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Czas przestać się bać

08.03.2022 15:04:22

Podziel się

Pierwsze zamknięcie w domach uruchomiło w ludziach niesamowitą kreatywność. Dzielili się pomysłami na wykorzystanie czasu, wymyślali zabawy, cieszyli się z czasu spędzanego z dziećmi. Po dwóch latach niewiele już z tego zostało. Siedzenie na małej przestrzeni z rodziną zaczęło być męczące, a życie w strachu przed chorobą i ograniczanie kontaktu z innymi ludźmi rodzi coraz więcej zaburzeń depresyjnych i lękowych. – Najgorzej radzą sobie dzieci – mówi psychoterapeutka Violetta Nowacka.

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIA: www.self-psychologia.pl

Czy do Twoich gabinetów podczas pandemii zaczęło trafiać więcej dzieci?
I to o wiele. Głównie mamy do czynienia z zaburzeniami depresyjnymi i lękowymi. Psychika dzieci i ich układ nerwowy są obciążone wieloma nieprawidłowościami. Brakiem bezpośredniej łączności z innymi, stresem. Przez zdalną szkołę dzieci pozbawione są ogromnej i przede wszystkim fajnej części swojego dzieciństwa, beztroski. Najgorszy jest jednak brak kontaktów rówieśniczych, które niosą ze sobą życie. Nagle pozbawiono dzieci interakcji, dotyku, a to wszystko jest im potrzebne do rozwoju. Dzieci potrzebują stymulacji, bodźców, a żyją w świecie pełnym ograniczeń. To dla wielu z nich oznacza rozwojową katastrofę.

Czyli lekcje zdalne to nie jest najlepszy sposób nauki dla młodego człowieka?
Pod każdym względem jest to najgorszy sposób. Z mojej perspektywy to wręcz nieludzkie, żeby dziecku, które się rozwija, ograniczać wolność percepcyjną. Dzieci nie mają ukształtowanego mózgu w taki sposób, żeby skoncentrować swoją uwagę przez dłuższy czas na jednej rzeczy. I to jeszcze rzeczy, która nie do końca jest dla nich interesująca – w tym przypadku jest to monitor, na którym odbywają się lekcje.

Ale często lekcje w tradycyjnej szkole też nie są dla dzieci interesujące.
Podczas zwykłej lekcji nauczyciel może chodzić po klasie, pokazywać pomoce naukowe, włączać nagrania, rozmawiać z uczniami, zadawać im pytania. To wszystko jest dość dynamiczne. Patrzenie w monitor takiej dynamiki na pewno nie ma, więc dzieci szybko się dekoncentrują albo zaczynają się nudzić. Nie wynoszą wiedzy z takich lekcji i dodatkowo się za to obwiniają. Często mówią, że to ich wina, że czegoś nie zrozumiały. To wszystko jest dla nich bardzo obciążające.

Dzieci na początku cieszyły się ze zdalnych lekcji. Sama widziałam, jak wychodząc ze szkoły, mówiły radośnie, że nie będą musiały do niej chodzić.
Oczywiście. To był jednak efekt hurra. Pierwsze zamknięcie kojarzyło się dzieciom z wakacjami, a siedzenie przed komputerem wiązali z grami. Tym bardziej, jeśli wcześniej rodzicie ograniczali im ten czas. Wizja siedzenia w domu w pewnym momencie mogła być dla dzieci bardzo atrakcyjna, bo unikały czegoś, co wydawało im się złe, czyli szkoły. Minęło już jednak trochę czasu i dzieci wyraźnie przestały lubić zdalne lekcje. Zdalna szkoła to też brak przerw. Dzieci dziś nie mają gdzie odparować swoich emocji. Nie mogą z rówieśnikami wybiec na dużej przerwie na boisko szkolne, nie krzyczą, nie śmieją się głośno z rówieśnikami.

Nie nawiązują z nimi normalnych przyjaźni?
Niestety, rośnie teraz całe pokolenie młodych ludzi, którzy uważają, że wirtualnie, przez telefon czy komunikator, można stworzyć pełnowartościową relację. A tak nie jest. W ten sposób tworzymy tylko swoje wyobrażenia o relacjach. W wielu sytuacjach są to iluzje, tym bardziej, że dzieci mają bogatą wyobraźnię. Kiedy po długim czasie spotykają się ze swoimi rówieśnikami, przeżywają ogromne rozczarowanie. Rośnie nam pokolenie ludzi, którzy niechętnie dążą do bliskości. Wzrastają w obsesji strachu, obawy o swoje zdrowie, dezynfekowania dłoni. Ci ludzie będą mieli większy dystans emocjonalny i fizyczny do innych, nie będą mieli do nich zaufania, albo nie będzie im łatwo go zbudować. Nic dziwnego, że po niemal dwóch latach życia z ograniczeniami i w strachu, dzieci zaczęły się też gorzej czuć – psychicznie i fizycznie.

I nie do końca pewnie wiedzą, dlaczego tak się czują.
Oczywiście, że nie wiedzą, ponieważ nie mają rozwiniętej samoświadomości. Nie mają wglądu w siebie. One po prostu wyraźnie podupadają i nie mają zielonego pojęcia, co się dzieje. Są albo smutne, albo osowiałe, tracą ochotę na kontakty z innymi. Chcą siedzieć w domu.

Czy rośnie nowe pokolenie, które będzie zmagać się z problemami psychicznymi?
Tak. Wśród tych młodych ludzi będzie sporo zaburzeń osobowości. Oczywiście jest ogromna grupa rodziców, która wzięła odpowiedzialność za zdrowie swoich dzieci i zaprowadziła je do psychologa, czy nawet w niektórych przypadkach do psychiatry. Niestety, musimy zdawać sobie z tego sprawę, że nie mówimy o większości. Dla sporej grupy ograniczeniem w wizytach u specjalisty są pieniądze, ale jest też część rodziców, którzy nawet nie zauważają problemów swojego dziecka.

Ale na początku wielu rodziców cieszyło się z tego, że spędzi z dziećmi więcej czasu.
Niestety w pewnym momencie przestał to być wartościowy czas. Jeśli rodzice spędzają ze swoimi dziećmi 24 godziny na dobę, to przestają to doceniać. Kryzysy dotykają dziś całych rodzin. Mnóstwo par przeżywa trudne chwile przez wszystkie ograniczenia związane z pandemią i przez ciągłe przebywanie ze sobą. A jeśli między rodzicami panuje napięta atmosfera, to jej skutki odczuwa również dziecko. Napięcie czy kłótnie między rodzicami to dla dzieci dodatkowy stresor. Oprócz tego rodzice powinni sami uporać się z gigantyczną dozą swojego strachu, żeby później nie serwować go swoim dzieciom.