🍂 Listopadowe wydanie dostępne na naszej stronie 🍁 zapraszamy do lektury 🍂 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🍁 POLECAMY  

Organizator:

Czerwonak mam w sercu, a samorząd to moja pasja

06.04.2022 15:28:51

Podziel się

Czerwonak jest jego miejscem na ziemi. Samorządowiec z krwi, kości i wielkiej pasji. Już na studiach wiedział, że chce pracować dla ludzi. Przez wiele lat spełniał się jako radny, a potem przewodniczący Rady Gminy Czerwonak, by wreszcie zostać wójtem. Lubi ludzi, z wzajemnością. Dziś z dumą spogląda na to, co udało się zrobić, ale wie, że jeszcze dużo przed nim. Marcin Wojtkowiak – zawsze z pozytywnym nastawieniem, otwarty na ludzi, w ciągłym biegu. Wójt z prawdziwego zdarzenia, który codziennie idzie po więcej

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Jak się Panu pracuje w Czerwonaku?
Marcin Wojtkowiak: Bardzo dobrze. To jest to, co zawsze chciałem robić. Lubię działać społecznie. Odkąd pamiętam, angażowałem się w różne inicjatywy. Z drugiej strony, starannie przygotowałem się do tej pracy nie tylko działając społecznie, ale także dzięki studiom socjologicznym, które bardzo mocno poszerzają horyzonty. Nie tylko teoretycznie, ale przede wszystkim praktycznie zgłębiałem tajniki pracy samorządu, by dowiedzieć się jak najwięcej.

Ale nie od razu trafił Pan do samorządu.
W 2006 roku napisałem pracę magisterską o Gminie Czerwonak na podstawie samodzielnie przeprowadzonych badań. Dzięki temu wiedziałem o potrzebach mieszkańców bardzo dużo. Zdecydowałem się wystartować w wyborach samorządowych. Wraz z grupą znajomych stworzyliśmy komitet wyborczy, udało nam się wprowadzić 6 osób do Rady Gminy i tak rozpoczęła się moja prawdziwa przygoda z samorządem, która trwa do dziś.
Jeszcze na studiach i potem przez kilkanaście lat pracowałem w branży badawczej, realizując różne projekty, głównie dla administracji publicznej. Ta praca pozwoliła mi jeszcze lepiej poznać funkcjonowanie samorządu. Uczyłem się, jak projektować usługi publiczne, jak reagować na problemy, dbać i dobrze zarządzać takimi obszarami, jak edukacja czy sprawy społeczne. Ta wiedza dzisiaj bardzo dobrze procentuje.

Wiem, że zanim został Pan wójtem, długo był Pan radnym.
Byłem radnym przez 12 lat. Pierwszą kadencję zasiadałem w Radzie Gminy, dwie kolejne wybrano mnie na jej przewodniczącego. Chyba byłem pierwszym tak młodym przewodniczącym w historii wielkopolskiego samorządu (śmiech). Ale wie Pani, ja się realizowałem, wciąż chciałem działać więcej i więcej. Angażowałem się w samorząd na 200 procent, tak jak to robię do dziś. Gmina mocno się rozwija, dużo się tutaj dzieje. Tematów, problemów i zagadnień, z którymi trzeba się mierzyć, jest naprawdę sporo. To jednocześnie wyzwanie, ale też praca dająca dużą satysfakcję.

Co się stało, że zdecydował się Pan kandydować na wójta gminy Czerwonak?
W pewnym momencie uznałem, że mam jeszcze dużo do zrobienia, ale jako radny miałem już ograniczone możliwości. Kompetencje wójta są o wiele większe. Wystartowanie w wyborach na wójta nie było jednak łatwą decyzją.

Dlaczego?
Miałem świadomość, że praca na tym stanowisku jest trudna i wymagająca. Wszyscy kierują oczekiwania w stronę wójta, to na wójcie spoczywa odpowiedzialność za niemal każdą sprawę w gminie. Czasami słyszę, że nawet jeśli coś nie zależy od samorządu, to „przecież jesteś wójtem i powinieneś to załatwić”. Odpowiadam za 200 milionowy budżet, za 250 osób pracujących w gminie i jakość usług, które muszą być realizowane na najwyższym możliwym poziomie. I jeśli ktoś nie ma sprecyzowanej wizji, jak gmina powinna funkcjonować, cierpliwości i determinacji, to może sobie nie poradzić z bardzo dużą presją i oczekiwaniami. Ale satysfakcja z pracy dla mieszkańców i miejsca, w którym mieszka się od urodzenia, jest zdecydowanie większa. To nakręca mnie pozytywnie każdego dnia.

Ludzie muszą Pana lubić, bo poprzedniego kandydata pokonał Pan w pierwszej turze.
Wie Pani, z tą sympatią ludzi jest różnie. Nie da się dogodzić wszystkim. Trudno powiedzieć, czy lubią (śmiech), ale na pewno mi zaufali udzielając tak wysokiego poparcia. I na pewno jest to duże zobowiązanie i odpowiedzialność.

Jest Pan zadowolony z tego, co udało się zrobić dla gminy?
Jestem zadowolony z tego, co zrobiliśmy wspólnie z radnymi i pracownikami gminy, ale wiele jeszcze przed nami. Są jednak sprawy niezależne ode mnie lub takie, które po prostu wymagają czasu, cierpliwości i konsekwencji w realizacji. Po drodze cały czas pojawiają też nowe wyzwania i problemy do rozwiązania. Jestem natomiast dumny z tego, że konsekwentnie realizujemy zamierzenia inwestycyjne, a są one bardzo ambitne. I pomimo tego, że rząd obcina nam środki finansowe, rosną ceny, mamy ograniczenia prawne, to idziemy do przodu. Mam bardzo dobrych współpracowników, którzy aktywnie zabiegają o finansowanie zewnętrzne, co pozwala na realizację inwestycji. Mamy w gminie rozwiązania, które mało który samorząd wiejski realizuje, na przykład wspieramy dorosłe osoby z niepełnosprawnościami i ich rodziny. Stworzyliśmy program dla rodzin osób z niepełnosprawnościami powyżej 24 roku życia, które do tej pory w systemie gminnym w ogóle nie funkcjonowały. Dzięki pozyskanym środkom finansowym oferujemy bezpłatny transport dla tych osób. Powołaliśmy też Gminne Przedsiębiorstwo Społeczne. Myślę, że jest to ewenement na skalę całego kraju. Spółka działa na zasadach rynkowych, ale ma stabilne wsparcie gminy w procesie zatrudniania osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. Realizuje zadania, które zawsze były bolączką samorządów, a mianowicie: czynności porządkowe, pielęgnacyjne, dbanie o estetykę przestrzeni publicznych. Firma zatrudnia kilkanaście osób, które miały problem ze znalezieniem pracy lub też w jakimś momencie swojego życia znalazły się w trudnej sytuacji, a w spółce doskonale wykorzystały swoją szansę. Te osoby się realizują, co jest dla mnie niezwykle ważne, a gmina może liczyć na wysoką jakość usług.

Wygląda na to, że robi Pan to, co chciał od samego początku – pomaga ludziom.
Nawet Pani nie wie, jak cieszę się, kiedy widzę, jak ludzie z chęcią idą do pracy i mogą się rozwijać. I właśnie tak widzę rolę samorządu – stwarzanie warunków do rozwoju i godnej pracy mieszkańcom, dbanie o wysoką jakość edukacji i jak najwyższą jakość życia.

Dzisiaj samorząd mierzy się z kolejnym zadaniem, czyli pomocą uchodźcom.
Od samego początku założyliśmy, że będzie to musiała być pomoc długofalowa. Mówiąc w kategoriach sportowych, nie będzie to sprint, a raczej maraton z przeszkodami. Do tego nie wiemy, gdzie te przeszkody wystąpią. Nasze zadanie polega na tym, żeby skoordynować pracę, która dziś opiera się na ogromnym zaangażowaniu mieszkańców. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ten entuzjazm kiedyś osłabnie i my będziemy kontynuować proces pomagania. To my musimy sprawić, by ludzie poczuli się u nas bezpiecznie, mieli szansę stanąć na nogi i poczuć się jak członkowie naszej społeczności. Musimy zrobić wszystko, by te osoby wiedziały, że mają u nas drugi dom, chociaż mamy świadomość tego, że najbardziej chcieliby wrócić do swojego domu w Ukrainie.

Czy przez te wszystkie lata miał Pan moment zawahania?
Nie, nie miałem takiego momentu, chociaż zdarzały się słabsze dni.

Co jest największą bolączką w tej pracy?
Niestabilność przepisów i ich niedoskonałość. To mocno ogranicza swobodę działania. Najtrudniej powiedzieć ludziom, że czegoś nie da się zrobić, bo krępują nas przepisy. Ludzie nie chcą słyszeć, że czegoś się nie da. A tak niestety bywa.

Jaka dzisiaj jest Gmina Czerwonak?
Jest bardzo interesująca i atrakcyjna z punktu widzenia mieszkańca i przedsiębiorcy, ale też coraz bardziej atrakcyjna dla osób, które do nas przyjeżdżają – w sensie gospodarczym, jakości życia, możliwości spędzania wolnego czasu. Bez wątpienia nadrabiamy zaległości infrastrukturalne, rozwijamy się społecznie. Zależy mi na tym, żeby mieszkańcy identyfikowali się z gminą i chcieli traktować ją nie tylko jako sypialnię Poznania, ale też miejsce pracy, edukacji, rekreacji. Budujemy tożsamość lokalną, staramy się integrować ludzi, poprzez różne działania. Gmina ma ogromny potencjał, który wciąż nie jest do końca odkryty. Stąd hasło, które wymyśliliśmy jakiś czas temu: Czerwonak, zobacz więcej! A do odkrywania i oglądania zapraszam Państwa.

Pan chyba lubi tę gminę.
Jestem związany z tym miejscem emocjonalnie. To stąd pochodzą moi pradziadkowie, dziadkowie, mój tata. Uważam, że jest to gmina w pewnym sensie kompletna: ktoś, kto chce związać się z Czerwonakiem na stałe, znajdzie tu świetne miejsce do mieszkania, do pracy i spędzania wolnego czasu. Chciałbym, żeby ludzie, którzy tutaj mieszkają wiedzieli, że dobrze wybrali i czuli się tutaj dobrze. Tak jak ja, bo gmina jest moim domem.

Co Pan robi, jak nie jest wójtem?
A to jest w ogóle możliwe (śmiech)?! Czynnie, choć amatorsko, uprawiam sport. Bardzo dużo biegam, ćwiczę na siłowni, jeżdżę rowerem. Co bardzo ważne, dzięki tym aktywnościom mam cały czas kontakt z mieszkańcami i jestem niemal codziennie obecny w różnych miejscach gminy. Dużo czytam, a przynajmniej staram się to robić jak najczęściej. Mam też pasję, o którą chyba niewielu mnie posądza. Uwielbiam muzykę metalową, której jestem oddanym fanem od ponad 30 lat.