Organizator:

Dobra podróż

10.08.2020 15:46:54

Podziel się

Kasia Jadaluk i Jakub Rybicki to podróżnicy zawodowi. Docierają tam, gdzie wydaje się to niemożliwe, pokonują kolejne bariery. Ich pasja została wielokrotnie zauważona i nagrodzona. Podróżują niekonwencjonalnie, rowerem docierają do nieodkrytych rejonów, a każda wyprawa ma głębszą wartość. Ciekawi świata i drugiego człowieka, opowiadają czy w Iranie znana jest twórczość Kieślowskiego, a także wyjaśniają, dlaczego czasami 300 metrów to trasa nie do pokonania.

ROZMAWIA: Dominika Job
ZDJĘCIA: Jakub Rybicki

Podróże to Wasza praca?

Jakub Rybicki: Można tak powiedzieć. Całe może życie jest z nimi ściśle związane. Zajmuję się fotografią podróżniczą, jestem również dziennikarzem podróżniczym, współpracuję w zasadzie ze wszystkimi magazynami w Polsce związanymi z podróżami, prowadzę wycieczki jako pilot, organizuję turystykę, a także opowiadam o podróżach na wszelkiego rodzaju eventach.

Kasia Jadaluk: Ja prowadzę studio graficzne w Poznaniu i taka działalność daje mi możliwość dłuższych i częstych wyjazdów. Od zeszłego roku prowadzę z Kubą prezentacje podróżnicze, dzięki czemu nasze opowieści zyskały nową perspektywę kobiecym okiem. Prowadzę także podcast na stronie dobrapodroz.pl, w którym opowiadamy o różnych tematach okołopodróżniczych. Znajdują się tam opisy danego kraju, a także ogólne odcinki, jak np. o podejmowaniu wyzwań w podroży. Rozmawiamy z gośćmi, ekspertami w dziedzinie podróży. Są tam również artykuły Kuby ze zdjęciami.

Jakie to uczucie wygrać jeden z największych konkursów podróżniczych na świecie?

J: Nagroda Travel Photographer of the Year za zdjęcie z zimowej wyprawy rowerowej przez Bajkał to największe wyróżnienie, jakie do tej pory dostałem. Nie podróżujemy dla nagród, więc nie lubimy się tym chwalić.

K: Ostatnio wygraliśmy Festiwal Śladami Marzeń w Poznaniu za podróż rowerem po Stanach. Cieszymy się, że pokazaliśmy naszą wyprawę w sposób merytoryczny i ciekawy dla osób, które na co dzień zawodowo zajmują się podróżami. Zdobyliśmy również serce publiczności – to dla nas najwyższe osiągnięcie!

Jakie podróże lubicie najbardziej?

K: Jestem ogromną fanką podróży aktywnych, czy to pieszo, czy hikingowo w górach, a także – przede wszystkim – rowerowo. Od 2 lat na długie wyjazdy jeździmy bikepackingowo, czyli na lekko. To jest dla mnie totalna zmiana myślenia o wyjazdach rowerowych. Wcześniej były one bardzo męczące ze względu na ciężkie sakwy i ograniczające, gdyż było trzeba wybierać drogi, które dają możliwość przejechania z takim bagażem. Teraz udajemy się tam, gdzie teoretycznie się nie da i jest o wiele fajniej. Więcej przygód, lepsze widoki. Odkąd przenieśliśmy się na lekkie sakwy i bikepacking, mogę powiedzieć, że podróż rowerem jest najlepsza na świecie.

J: Moja pierwsza wycieczka rowerem odbyła się w 2006 roku. Jako student uczyłem się języka estońskiego i gdy opanowałem podstawy, ruszyłem do Estonii. Ze względu na brak funduszy, jako środek transportu wybrałem rower. Okazało się, że to jest bardzo fajny sposób poznawania świata, który ma w zasadzie same zalety, od finansowych po fizyczne. Człowiek czuje się dużo lepiej podczas takiego długotrwałego wysiłku, mimo że jest zmęczony fizycznie. Jest to rodzaj psychicznego odpoczynku, zwłaszcza gdy taka podróż trwa kilka tygodni. Później jest niesamowita satysfakcja, gdy zrobisz coś, co wydawało się niemożliwe. Mogę powiedzieć, że ta wycieczka istotnie wpłynęła na moje życie. Później jeździłem już coraz dalej, pojawiały się różne sposoby podróżowania.

Każdy może sobie wsiąść na rower i wyruszyć w drogę bez przygotowania?

J: To pewnie też kwestia wieku, ale generalnie tak! Mam kolegę, który pierwszy raz za miasto wyjechał sobie... do Aten. Kolejną zaletą takiej podróży jest to, że nabierasz większej świadomości organizmu. Jestem przekonany, że każdy, niezależnie od wieku, jest w stanie jeździć rowerem po Europie, po świecie. Są na to dziesiątki przykładów. Osobiście znam ludzi, nawet po osiemdziesiątce, którzy robią maratony. Ja miałem złamany kręgosłup i lekarze odradzali mi jazdę rowerem. Nie posłuchałem i nie żałuję, bo czuję się fantastycznie.

Gdyby nie takie podejście, nie pojechalibyście w podróż rowerem przez Stany.

K: To dla mnie było duże wyzwanie. To jest bardzo trudna trasa i spory wyczyn psychiczny. Jechaliśmy po Great Divide Mountain Bike Route. Jest to Wielki Szlak Wododziałowy, jeden z najdłuższych, najpiękniejszych, ale i najbardziej wymagających szlaków rowerowych na świecie, pokonany jak dotąd zaledwie przez paru Polaków. Ogrom trasy przytłacza, od początku wiesz, że przejedziesz rowerem 4500 km przez góry.

J: To była nasza pierwsza wycieczka do Stanów i wszystko było jak klisza w filmie. Tylko nie takim kręconym z hollywoodzkim gwiazdorem w Nowym Jorku, a prawdziwym, małomiasteczkowym westernem. Poznawaliśmy więc Stany z zupełnie innej perspektywy. Pierwszego Walmarta widzieliśmy dopiero po przejechaniu połowy kraju, a one są tam przecież na każdym kroku.

Jechaliście przez dwa miesiące w otoczeniu niezwykłej przyrody i… niedźwiedzi.

K: Już w pierwszej dobie jazdy mieliśmy bliskie spotkanie z grizzly. Na szczęście nic nam się nie stało. Wolimy jednak w podróży poznawać ludzi. (śmiech) Zawsze mają niesamowitą historię życia, którą się dzielą. Z trasy GDMBR pamiętamy np. weterana ze Stanów czy emerytowanego ratownika z Miami Beach. Z niektórymi osobami poznanymi w podróży mamy później kontakt, z reguły internetowy, a z niektórymi się zaprzyjaźniliśmy.

J: Najlepszym sposobem na poznanie danego kraju jest posłuchanie tego, co mówią o nim jego miejscowi, a także obserwowanie tego, jak żyją. Ładne krajobrazy są fajne, jednak do pełnego doświadczenia zawsze musi być ten drugi człowiek. Bez tego ciężko wyobrazić sobie podróż.

Czy Polska jest rozpoznawanym krajem w świecie?

J: Tak, zdecydowanie. Gdy pytamy ludzi o znanych Polaków, zwykle standardowo każdy odpowiada: Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Robert Lewandowski. W Iranie natomiast usłyszeliśmy o Kieślowskim i Szymborskiej. Zaniemówiliśmy!

Którą podróż wspominacie najczęściej?

K: Ja bardziej wspominam miejsca niż konkretne momenty podróży. Takim miejscem dla mnie jest Słowenia, która cały czas zaskakuje, mimo że jeździmy tam co roku. Tam poznałam się z Kubą i jeszcze sporo chcemy tam razem zobaczyć i doświadczyć.

Jest też Rosja, która jest mocnym przeżyciem, za każdym razem innym.

Na pewno ważnym dla mnie był również miesięczny wyjazd rowerowy na Kubę. Bardzo mocno na mnie wpłynął. Przez większość czasu jechaliśmy przez środek wyspy. To zetknięcie z ogromnym kontrastem tego, co jest w folderach turystycznych, z tym, co przeżyliśmy jadąc przez te tereny wiejskie, totalnie zmienił moją optykę i pokazał, jak prezentowane są destynacje przez biznes turystyczny, a jak skrajnie inna potrafi być rzeczywistość.

Już wtedy uważałam, że podróże powinny być świadome i w pewien sposób, chociaż trochę, zmieniać świat. Zawsze mamy wybór, pojechać do dużego hotelu sieciowego w ofercie all inclusive lub zamieszkać u osoby prywatnej, w pokoju wynajmowanym dla turystów. Pieniądze, które mamy do rozdysponowania, rozdzielą się zupełnie inaczej w obu wypadkach, a będziemy cały czas w tym samym kraju.

J: Każda podróż ma coś wyjątkowego, z każdej coś zapada szczególnie w pamięć. Mogę powiedzieć, że również Słowenia jest wyjątkowym dla mnie krajem, a jezioro Bajkał to miejsce, do którego wracam bardzo często. Nie ma raczej takich miejsc, do których nie chciałbym wrócić.

Czy któraś podróż była nieudana?

K: Bardziej mowa o niespełnionym marzeniu. W 2016 roku Kuba wraz ze swoim przyjacielem Krzyśkiem Mularskim, podjęli się wejścia na drugi najwyższy niezdobyty szczyt na świecie Labuche Kang III (7250 m. n.p.m.).

J: Na wysokości 6900 m podjęliśmy trudną decyzję o wycofaniu się z ataku szczytowego. Niewchodzenie na górę jest nieodłącznym elementem doświadczenia górskiego. Osiągnęliśmy rekord wysokości, aczkolwiek plan „zdobycia niezdobytego” powraca co roku. Teraz jednak wszystko rozbija się o fundusze.

Macie sponsorów podróży?

J: Gdyby ktoś chciał wspomóc polski himalaizm, to jesteśmy bardziej niż otwarci.

K: Kuba jest ambasadorem marek Olympus i Aura. Jako partnerzy zaopatrują nasze wyjazdy w sprzęt świetnej jakości, często robiony pod nas, który jeszcze nie wyszedł na rynek. Po każdym pokazie, po spotkaniach z ludźmi podczas prezentacji, zawsze padają pytania o sprzęt, jaki ze sobą mieliśmy. Możemy im wtedy polecić to, co wypróbowaliśmy. Także takie długofalowe współprace są wartością dla obu stron.

Jak długo przygotowujecie się do podróży?

K: To jest dobre pytanie! I bardziej do mnie niż do Kuby. (śmiech) Zazwyczaj ja planuję nasze wyjazdy. My żyjemy podróżami na co dzień, więc interesujemy się tym, co dzieje się dookoła na świecie. Mamy już podstawy, które łatwo rozbudować w momencie, gdy zdecydujemy się na jakiś wyjazd.

Nie trzymamy się kurczowo zrobionych planów. Mieliśmy taką sytuację w Rosji, gdy jechaliśmy na Ałtaj. Miałam wtedy konkretny plan trasy Traktem Czujskim, wymienianym przez National Geographic jako jedna z najpiękniejszych tras samochodowych. Poznaliśmy ludzi, którzy podpowiedzieli nam, jak najlepiej pokonać tę trasę rowerem i na dobę przed wyruszeniem zmieniliśmy całkowicie nasz plan. Okazało się, że wygraliśmy tą decyzją, bo odkryliśmy naprawdę przepiękne tereny, działo się. Z ogromnego planu początkowego, skupiliśmy się na jednym rejonie, w jednym Państwie, i robiliśmy to wolno, niespiesznie, skupiając się na doświadczaniu.

To był przykład slow travel, czyli Waszej filozofii podróżowania?

J: Slow travel to filozofia zakładająca bycie uważnym wobec tego, co cię otacza i czerpania z tego jak najwięcej doświadczenia, cieszenie się tym. Ja podróżowałem w duchu slow travel jeszcze zanim to było modne. (śmiech)

K: Oprócz tej uważności, bardzo kładę nacisk na próbę poznania miejsca, do którego jedziemy. Przed wyjazdem dużo czytam, słucham ludzi, którzy tam byli, którzy mają coś więcej do powiedzenia na temat danej kultury, społeczeństwa. Ważne, żeby mieć jakieś punkty styczne z osobami, które będziemy poznawać na miejscu, czyli np. żeby wiedzieć, że były u nich niedawno wybory, co się działo, jakie są zależności społeczne, czy mają pracę itp. To są takie małe rzeczy, które później w rozmowie z tymi ludźmi dają wiele i pozwalają lepiej poznać kraj.

Ja też uwielbiam zwiedzanie poprzez jedzenie, dlatego zwracamy uwagę na kuchnię danego kraju i oczywiście stawiamy tylko na lokalne produkty.

Jesteście też wrażliwi na postępującą zmianę klimatu.

J: To kwestia, którą dostrzegamy podczas podróży, szczególnie w rejonach subpolarnych, arktycznych. W Grenlandii widziałem jak wygląda zmiana klimatu w praktyce, w dodatku spotęgowana. Tam ocieplenie sięga już dwóch stopni.

K: Unikamy typowych form podróżniczych. Robiąc formy wideo chcemy, żeby miały wyższy cel. To dlatego na kanale YouTube zaczęliśmy nagrywać Podróże z klimatem, czyli serię podróży do miejsc, w których widoczne są zmiany klimatu. Dzisiaj np. jedziemy na Pojezierze Gnieźnieńskie.

W planach mamy też temat zanieczyszczeń świetlnych, chcemy podjąć inicjatywę ochrony ciemnego nieba. Są jeszcze miejsca, gdzie można cieszyć się niesamowitym widokiem nieba, który nie jest dostępny z innych miejsc w Polsce.

Ze względu na pandemię, sporo osób planuje wakacje w kraju. Co im polecacie?

K: Jeśli ktoś szuka większej „egzotyki”, to polecamy Podlasie, które stawia na naturę. Wydaliśmy podcast i przewodnik w formie ebooka, w którym zaznaczamy punkty warte zobaczenia. Jest też cała lista polecanego jedzenia. Trzeba trochę pojeździć, żeby odkryć wszystkie regionalne smaki, ale Podlasie jest miejscem, w którym się pyta ludzi, co tylko dodaje uroku całej podróży.

J: Ja polecam też Wolsztyn, który był dla mnie zaskoczeniem. Super klimat, trochę takiego nadmorskiego kurortu. Chociaż myśleliśmy, że dobrze znamy rejony Wielkopolski, ostatnio odkryliśmy całkiem nowe tereny. Na aktywny weekend polecamy różnorodny, widokowy Szlak Stu Jezior.

 

WWW: dobrapodroz.pl

IG: www.instagram.com/dobra_podroz

FB: www.facebook.com/tudobrapodroz

www.facebook.com/StoriesToldWithVision