⭐️ SUKCES PO POZNAŃSKU ⭐️ Pierwsza lifestylowa strona o Poznaniu ⭐️  

Organizator:

Filozofia w praktyce

05.01.2022 14:32:27

Podziel się

Prof. Bolesław Andrzejewski jest nagradzanym wykładowcą nauk humanistycznych, filozofem i filologiem. Już jako sześciolatka fascynowały go języki obce i z nimi wiązał swoją przyszłość. Rozważania na temat komunikacji i łączności ludzi z przyrodą zaprowadziły go do opracowania własnej koncepcji człowieka zjednoczonego z otoczeniem – homo universus. Z pasją, zaangażowaniem i wyjątkowym powołaniem do nauczania, pokazuje swoim studentom, dlaczego filozofia jest najbardziej praktyczną dziedziną wiedzy.

ROZMAWIA: Dominika Job
ZDJĘCIE: Sławomir Brandt

Klika lat temu miałam przyjemność uczestniczyć w jubileuszu z okazji 50-lecia Pana pracy. Jakie to uczucie podsumowywać swój dorobek w otoczeniu tylu wieloletnich współpracowników, absolwentów i studentów?
To wydarzenie było dla mnie dodatkowo znaczące, gdyż zbiegło się z przejściem na emeryturę. Podczas uroczystości wysłuchałem wielu pochlebnych komentarzy na temat mojej pracy i dorobku. Cieszę się, że w spotkaniu tak licznie uczestniczyli moi studenci, ponieważ ostatecznie to właśnie do nich kieruję efekty długich lat mojej działalności naukowej i dydaktycznej.

Filozoficznie powiem, że wszystko zaczęło się w momencie, kiedy przyszedł Pan na świat… Urodziłem się w miejscowości oddalonej o 50 km od Poznania. Mieszkałem w chacie za wsią, co nie zapowiadało raczej drogi akademickiej, a już profesorskiej to w ogóle. Do liceum, z którym do dzisiaj mam zażyłe kontakty, uczęszczałem w Środzie Wielkopolskiej. Od ponad dwudziestu lat jestem fundatorem corocznej nagrody dla tamtejszego Najlepszego Humanisty, a na ścianie szkoły wisi moja karykatura z wieńcem laurowym na głowie, autorstwa Macieja Przystalskiego, którą w podzięce sprezentowali mi obecni uczniowie. Właściwie to tam wszystko się zaczyna.

Z tej chaty za wsią, biegając pomiędzy zbożami, nagle zapragnął Pan wyjechać na studia?
Już jako sześciolatek, kiedy nauczyłem się pisać, upodobałem sobie języki obce. Podpytywałem mamę o słówka i tak powstał mój pierwszy słownik polsko-niemiecki. To było moją pasją odkąd pamiętam. Chciałem zostać filologiem i językoznawcą, dlatego wybór germanistyki był dla mnie oczywisty. Ku zdziwieniu, ale też przy życzliwej aprobacie mojej rodziny, spakowałem walizeczkę i wyjechałem studiować do Poznania. Z mojej okolicy koledzy i znajome dzieciaki nie kierowały się do liceum. Nie było tam atmosfery do uczenia się, a tym bardziej do studiów wyższych. Dlaczego to było we mnie? Tego nie wiem. Po studiach zapragnąłem zostać na uniwersytecie, nie chciałem robić nic innego. Języki okazały się moją pasją oraz losem życiowym.

Jako dziecko czuł Pan, że jest inny niż rówieśnicy?
Odpowiem filozoficznie i dialektycznie: byłem tym samym, a zarazem nie tym samym. Z przyjemnością wracałem na weekendy do domu, spotykałem się ze znajomymi, byłem jednym z nich, i do dzisiaj tak czuję. Jednak zawsze byłem trochę inny. Kiedy miałem 12 lat, zamiast pomagać przy pracy w polu, siadałem chyłkiem na miedzy i pisałem wiersze. Była to poezja o jedności z przyrodą, skojarzeniu człowieka z otoczeniem.

To wtedy został Pan filozofem!
Dzisiaj głoszę studentom, że filozofia jest najbardziej praktyczną dziedziną wiedzy. Oczywiście że trzeba umieć uprawiać rolę czy budować domy, ale wpierw trzeba wiedzieć kim jest człowiek, jakie jest jego miejsce w społeczeństwie, dokąd zmierza. To są pytania, które stawia sobie każdy, jednak często oddala je od siebie, nie umiejąc na nie odpowiedzieć. Ludzie od zawsze chcieli wiedzieć skąd to wszystko się wzięło. Wielcy filozofowie szukali odpowiedzi na pytanie „z czego powstał świat?”. Ja również chciałem to wiedzieć. Zastanawiałem się też, które metody poznawcze są odpowiednie: czy lepiej doświadczać świata, czy usiąść przy kominku i rozmyślać.

Tak rozpoczęło się Pana rozmyślanie nad światem?
Po propozycjach pierwszych filozofów, że świat powstał z wody, ognia, powietrza czy też z idei, nastąpiła nowożytna refleksja metodologiczno-logiczna: jak to jest z tą wiedzą? Czy ważne są przedmioty, czy nasza ich interpretacja? Filozofowie angielscy postawili na doświadczenie: „nie ma nic w umyśle, czego wcześniej nie było w zmyśle”. Niemieccy z kolei na rozum i myślenie. Analizowałem te spory metodologiczne i mentalnościowe, kiedy do moich studiów językoznawczych dodałem naukę filozofii. Chciałem zrozumieć człowieka, siebie, dlatego postawiłem pytanie „kto to jest Polak?”. I tak zacząłem badać filozofię polską, mimo że byłem germanistą.

Polska myśl filozoficzna okazała się być jedynie wstępem do poszukiwań odpowiedzi na Pana pytania.
Polacy nie zagłębiali się w problemy teoriopoznawcze, w logikę. Interesowały ich sprawy praktyczne: wojny, pokoju, etyki, moralności, religii. Tę filozofię w syntezie z wątkiem teoretycznym nazywam „humanizmem polskim”. Idealistyczno-praktyczne podejście, irracjonalność, emocjonalność, gościnność aż „do granic rozrzutności”, jak pisał Herder, zagrzewanie do walki wyzwoleńczej, wiara w Boga aż po mesjanizm. W końcu jednak nawoływania do czynu zaczęły przeplatać się nutą teorii. Ale też pojawili się filozofowie, którzy zainteresowali się amerykańskim pragmatyzmem, zwłaszcza w wersji Williama Jamesa: „prawdą jest to, co ma mi służyć”.

Na tym etapie pracy akademickiej pojawiła się u Pana myśl, żeby służyć innym, przekazując im wiedzę?
Chciałem zacząć od siebie, skoro miałem uczyć innych. Poznać siebie jako Polaka. Analizowałem niemieckie i amerykańskie wpływy na naszą polskość. Chciałam zrozumieć Polaka, ale przecież nie on jedyny istnieje na świecie. Postanowiłem zatem zrozumieć człowieka w ogóle. Wróciłem wówczas do studyjnych korzeni i zabrałem się za analizę filozofów niemieckich, jak oni na to patrzą. Ernst Cassirer mówił o człowieku symbolicznym. Głosił, że nasze widzenie świata wcale nie jest takie, jak przedmioty wyglądają, istnieje jedynie nasza wizja. Czyli dokładnie nie wiemy, czym jest świat. Każdy ma inne wyobrażenie, i ma też do tego prawo. Człowiek rożni się od zwierząt właśnie tym, że tworzy sobie symbole – homo symbolicus. Jednak ten pogląd zbytnio przeciwstawia ludzi przyrodzie. I wracam znowu do czasu, kiedy miałem 12 lat i pisałem „jakaś ty łąko piękna, jak wspaniale cię widzieć, ptaków słuchać i kwiaty oglądać”. Dlatego zająłem się niemieckimi romantykami, bo oni inaczej widzieli świat i człowieka. Friedrich Schelling mawiał, że jeśli chcesz poznać przedmioty zewnętrzne, to musisz potraktować je jako identyczne z samym sobą. Jest to hermeneutyka przyrody, czyli próba jej zrozumienia, na której zbudowałem własną koncepcję człowieka: homo universus – to ten, który czuje łączność ze wszystkim, wpleciony w otoczenie dzięki umiejętności komunikacji.

Pamiętam ze studiów nauczanie o homo communicativus i z zaciekawieniem obserwuję, jak ta myśl ewoluuje. A co jest dla Pana lepsze: bycie filozofem czy wykładanie tej nauki młodym, świeżym umysłom?
To niezwykle ważne pytanie! Kiedy teraz spoglądam na moją działalność naukową, pisarską, organizacyjną i dydaktyczną, to stwierdzam, że jednak zawsze robiłem wszystko z myślą, żeby przekazać wiedzę młodym ludziom. By żyła w ich głowach. Dlatego też tak poważnie traktuję swoich słuchaczy i jestem bardzo zaangażowany w dydaktykę.

Jako była studentka potwierdzam, że wystąpienia pana Profesora nigdy nie były zwykłym wykładem. To wręcz widowiskowa prezentacja!
Świetnie, że Pani tak to odbiera, bo o to mi właśnie chodziło. Bardzo mnie cieszą takie reakcje. Jestem z tego dumny i to jest moja relacja ze studentami, można powiedzieć, że jest to jedno z moich największych osiągnięć. Gdy wchodzę na salę, gdzie czeka ponad sto osób, to jestem w swoim żywiole!

Szerokie audytorium przyciąga Pan nie tylko w Polsce. Wielki świat również Pana docenia.
Moim ogromnym sukcesem było stypendium Fundacji im. Aleksandra von Humboldta. Spędziłem w Niemczech 2 lata, gdzie m.in. napisałem swoją habilitację o homo symbolicus. Później byłem profesorem wizytującym na dwóch uniwersytetach w Buenos Aires – musiałem nauczyć się hiszpańskiego, żeby wykładać filozofię. Gościłem także w Instytucie Szwedzkim w Sztokholmie. Tam również uczyłem się języka, aby móc wykładać i chłonąć skandynawską filozofię. To były te dłuższe pobyty zagraniczne, krótsze trudno jest mi zliczyć. Uczestniczyłem w szeregu konferencji, zjazdów filozoficznych i sympozjów naukowych na świecie. Jestem m.in. prezydentem Międzynarodowej Unii Języka Niemieckiego (Internationale Sprachunion Deutsch), członkiem honorowym Humboldt-Gesellschaft w Mannheim, a także członkiem kilku innych Towarzystw naukowych w kraju i za granicą.

Jako dziecko marzył Pan o odkrywaniu świata, języka, człowieka. Dzisiaj nie sposób wymienić wszystkich osiągnięć, za które był Pan wielokrotnie wyróżniany i nagradzany!
Obecność na światowych arenach naukowych ma dla mnie duże znaczenie. Również w kraju doświadczam wielu zaszczytów, jak np. współpraca z Narodowym Centrum Nauki w roli eksperta. Byłem współorganizatorem i pierwszym rektorem Wyższej Szkoły Pedagogiki i Administracji w Poznaniu. Uczestniczyłem w powstawaniu Instytutu Neofilologii przy Politechnice Koszalińskiej – pełniłem przez kilka lat funkcję jego dyrektora. Otrzymałem wyróżnienia, nagrody Ministra, Rektora czy medal Komisji Edukacji Narodowej. Zostałem również Honorowym Ambasadorem Powiatu Średzkiego, co cieszy mnie ogromnie, ponieważ zawsze mam w pamięci swoje pochodzenie i chętnie wracam do moich korzeni.

Jest Pan autorem lub redaktorem ponad 30 książek oraz prawie 200 artykułów naukowych. Pana publikacje dostępne są nie tylko dla polskiego, ale również zagranicznego odbiorcy.
Publikuję w języku polskim, niemieckim, angielskim, hiszpańskim, rosyjskim, chorwackim oraz chińskim. Jestem także założycielem oraz redaktorem naczelnym międzynarodowych czasopism naukowych: Lingua ac Communitas, Symbolae Europaeae oraz Homines Hominibus, które również ukazują się w kilku językach.

Jest Pan twórcą studiów magisterskich w zakresie komunikacji społecznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Skąd pomysł na niespotykany wcześniej sposób połączenia filozofii i języka?
Stworzyłem ten kierunek jako filozoficzne podejście do komunikacji, aby filozofię zaprząc do pracy, upraktycznić ją. Byłem wicedyrektorem Instytutu Filozofii, kierowałem Zakładem Historii Filozofii Współczesnej oraz Zakładem Teorii i Filozofii Komunikacji. Dzisiaj patrzę na efekt swojej wieloletniej pracy i widzę go na uśmiechniętych twarzach kolejnych roczników absolwentów „moich” studiów, i z dumą stwierdzam, że to niewątpliwy sukces. Cały mój dorobek naukowy, osiągnięcia organizacyjne i praca dydaktyczna tworzą akademickie zjawisko, jakim jest Poznańska Szkoła Komunikacji Społecznej – i już niczego lepszego nie mógłbym sobie życzyć.