Organizator:

Informacja dobrze podana

20.10.2021 16:13:43

Podziel się

Mówi o sobie „wizualne zwierzę”. Lubi ładne rzeczy. Ładne plakaty, ilustracje, szatę graficzną wydawnictw. Jego spojrzeniu nie umknie żadna tablica informacyjna, gazeta, baner reklamowy czy napis na murze. Patrzy, analizuje i zastanawia się, co autor miał na myśli i co z tego zrozumieli jego odbiorcy. O dizajnie treści, szumie informacyjnym i projektowaniu graficznym rozmawiamy z dr Mateuszem Leszkowiczem, adiunktem na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

ROZMAWIA : KAROLINA MICHALAK
ZDJĘCIA : Albin Stern

Dlaczego zajął się Pan tym tematem?


Dr Mateusz Leszkowicz: Bo lubię dobry dizajn – projekt graficzny. Projektanci wkładają mnóstwo energii w to, aby utkać przejrzystą szatę graficzną z dostarczanych im obrazków, zdjęć, paragrafów tekstu, podpisów, leadów itp. Zadałem więc sobie pytanie, jak ten dizajn wpływa na emocje i sferę poznawczą, czyli to, jak myślimy i rozumiemy przedstawiane dane. Bo dobrze zaprojektowana informacja, to sposób podania treści. Jak się okazało, niewiele mamy badań, ale też i teorii mówiących o tym, jak prezentować informacje, szczególnie dla młodego pokolenia. I znalazłem infografiki. Zdałem sobie sprawę, że są one kwintesencją ergonomicznego dizajnu, który wpływa na to, co nazywamy efektem wow. Czyli tym, że nagle ktoś rozumie zagmatwane i niejasne dotychczas np. zjawisko astronomiczne, opis nowej usługi czy instrukcję działania aplikacji.
Dostrzegłem piękno i zakochałem się po uszy w wizualizacji danych. Tych misternie utkanych osiach czasowych, strzałkach, polach tekstowych czy metaforach wizualnych. Na marginesie – polecam przejrzeć w Internecie dzieła takich praojców grafik informacyjnych jak Otto Neurath czy Fritz Kahn. Ten drugi był ginekologiem (!) ale i utalentowanym popularyzatorem nauki. W przystępny sposób tłumaczył skomplikowane zjawiska.
Zrobienie slajdów w Power Point to zazwyczaj prosta sprawa. Połączyć dwa, trzy zdjęcia, nagłówek i kilka zdań, to bułka z masłem. Wyzwaniem jest jednak zebranie w całość kilkudziesięciu, może nawet kilkuset małych elementów. Mamy z tym do czynienia w projektowaniu ekspozycji centrów nauki, nowoczesnym muzealnictwie, multimediach czy zaawansowanych serwisach WWW. Wyzwaniem staje się poprowadzenie ścieżki wzrokowej użytkownika w odpowiedni sposób. Ja zbadałem grupę młodych ludzi i zarejestrowałem ich ścieżki wzrokowe w trakcie czytania wielomodalnych przekazów.

Na czym polegało badanie?

Dizajn redukuje niepotrzebne i chaotyczne spojrzenia. Podczas eksperymentu pokazywałem pewne zjawisko ekologiczne w dwóch wersjach infografik. Pierwszej, dobrze przemyślanej z zastosowaniem punktów wejściowych, zapraszających do przeszukiwania treści, wstępnie organizującej procesy percepcyjne. I drugiej – nazwijmy „saute” – bez wyraźnej hierarchii wizualnej.
Kolejno sadzałem każdego ze 120 delikwentów przed urządzeniem rejestrującym ich spojrzenia. Okazało się, że młodzi ludzie w wieku 18–19 lat, przez ponad półtorej minuty chaotycznie biegali wzrokiem próbując „ogarnąć” wadliwą infografikę. Spoglądali nie na te elementy, które były kluczowe w zrozumieniu zagadnienia, co zresztą, po odejściu od eyetrackera, zmierzyłem za pomocą testu wiadomości.

I co Pan zaobserwował?


Okazało się, że licealiści z nieco gorszym potencjałem intelektualnym zapamiętywali nawet o 50% mniej informacji, gdy prezentowałem im infografi kę mniej przyjazną poznawczo. Większość czasu z trzech minut, jakie mieli na zrozumienie treści, tracili na próbę poukładania sobie wiadomości. Psychologicznie nazywamy to zjawiskiem obciążenia poznawczego. Dobrzy projektanci grafi czni wysiłek ten powinni zredukować.

Jakie znaczenie mają Pańskie badania?


Walczę o pewną ergonomię wizualną, rozumianą jako czytelne instrukcje, przejrzyste strony podręczników, użyteczne serwisy informacyjne czy ciekawe, dające do myślenia ekspozycje w muzeach. Dizajn tworzy emocje i postawy. Uważam, że największą porażką jest to, że Tomek czy Angelika spoglądając np. na grafi kę ilustrującą zjawisko wielkiej oceanicznej plamy śmieci powiedzą, że to nudne. I dalej – stwierdzą, że nigdy nie zajęliby się podjęciem tak ważnego tematu ekologicznego.
Spójrzmy na to tak, że pewne przedmioty kochamy, a pewne nienawidzimy. Ten sam emocjonalny stosunek mamy do wizualizacji danych, grafi k informacyjnych, stron broszur, schematów czy systemu informacyjnego w budynkach użyteczności publicznej.

Jak możemy rozwijać te umiejętności?

Na poziomie małego dziecka zadanie może wyglądać tak: powiedz dziecku: zaprojektuj czytelny plakat pt. „zginął mój kot”. To pierwsza ważna lekcja dizajnu – czytelności przekazu. Jeżeli zmrużysz oczy i spojrzysz trochę niewyraźnie na takie ogłoszenie, to powinieneś od razu wyłapać jedną, najważniejszą informację. Niestety, takich rzeczy nie uczy się jeszcze w szkołach i dlatego sporo naszych ulic, szyldów, billboardów wygląda jak wygląda. Czyli chaos, natłok informacji, brzydota.

A skąd pomysł na powstanie książki?


Zajmuję się kompetencjami wizualnymi. Anglosasi nazywają to visual literacy – umiejętność kodowania i dekodowania przekazów wizualnych. I tak dotarłem do czegoś, co nazwałem czytaniem informacyjnym. Odróżniłem je od czytania dla przyjemności, które uprawiamy w fotelu, pod kocem, przy kominku. Owo czytanie informacyjne praktykujemy na co dzień: przeszukujemy strony internetowe w celu zdobycia informacji, przeglądamy broszury, próbując nauczyć się czegoś, patrzymy na tablice w przykładowym ZUSie, by trafi ć do odpowiedniego pokoju. To takie czytanie typu uczenie się. To coś innego niż obcowanie z tekstem ulubionego pisarza. Wokół nas czytania informacyjnego jest dużo, a będzie jeszcze więcej. Hydrant informacyjny rozkręca się na pełną moc. Problem w tym, że chcielibyśmy skorzystać z niego i napić się wody jedynie z małego kubeczka. Owym kubeczkiem może być jeszcze lepszy graphic design.