🍂 Listopadowe wydanie dostępne na naszej stronie 🍁 zapraszamy do lektury 🍂 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🍁 POLECAMY  

Organizator:

Jesteśmy dumni z bycia numerem jeden

31.10.2022 11:50:56

Podziel się

Magdalena Kwiatkowska (CEO) i Bartosz Uchman (CFO), zarządzający polskim oddziałem grupy SIGVARIS S.A., uśmiechają się do siebie. Z niezwykłym szacunkiem i zrozumieniem opowiadają o swoich pracownikach, którzy stanowią filar spółki. Do niedawna, lokalne przedsiębiorstwo rodzinne, słynące z produkcji szerokiej gamy produktów uciskowych i ortopedycznych pod nazwą Pani Teresa Medica, dziś część światowego koncernu, który ma ponad 150 lat tradycji. Sigvaris to lider na polskim rynku, jeżeli chodzi o wyroby uciskowe i numer dwa w segmencie wyrobów ortopedycznych. Produkty firmy dostępne są w 2500 sklepów medycznych, 3000 aptek, większości klinik flebologicznych i szpitali.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Jaką firmą jesteście?
Magdalena Kwiatkowska: Jesteśmy szwajcarską firmą rodzinną Sigvaris GROUP z polskimi korzeniami. Wszystko zaczęło się 30 lat temu, tutaj, w Gutowie Małym, od marki Pani Teresa Medica, którą założyła Maria Teresa Jaśniak. Stało się to nieprzypadkowo, ponieważ brat pani Marii trafił do szpitala przy ulicy Długiej w Poznaniu, gdzie przeszedł operację brzucha. Rana po operacji nie goiła się i wtedy zrodził się pomysł uszycia specjalnego pasa, który pomoże skórze zregenerować się po zabiegu. Całość powstawała pod czujnym okiem lekarza, trzeba było dobrać wiele elementów, takich jak odpowiedni materiał, szerokość pasa itp. W ten sposób na rynku pojawił się pas numer 101, który jest naszym bestsellerem do dziś. Produkt jest szyty z unikatowego surowca, który produkujemy w kooperacji z naszym partnerem w Łodzi, gdzie mamy swoje maszyny tkackie. Zresztą pani Maria Siwek, nasza główna technolog, była pierwszą szwaczką, która ten pas uszyła do produkcji i wciąż z nami współpracuje.

Bartosz Uchman: Obecnie wytwarzamy wyroby medyczne w trzech segmentach.
Część naszej załogi to osoby, które pracowały, produkując markę Pani Teresa Medica. Jesteśmy dumni, że pomimo wielu zmian mamy stały zespół, który poza produktami Pani Teresa Medica obecnie wytwarza również markę ortopedyczną klasy premium Mobilis. Jest to produkt, który oferujemy na polskim rynku i dystrybuujemy do kilku spółek w Grupie.

Poza tym mamy w portfolio szwajcarską markę Sigvaris, której jesteśmy dystrybutorem na rynku polskim.

Czy oprócz wspomnianego już pasa macie jakieś flagowe produkty?
MK: Oczywiście. Są to pasy brzuszne, lędźwiowe, opaski na wszystkie cztery stawy: skokowy, kolanowy, łokciowy i nadgarstek, cała gama produktów do stosowania pooperacyjnego, temblaki, kamizelki do zaopatrzenia obojczyka, barku i wiele innych. Do tego mamy wyroby uciskowe do stosowania we wszystkich schorzeniach układu naczyniowego kończyn dolnych i górnych, np. produkty do stosowania przez kobiety po mastektomii piersi. Muszę dodać, że jestem dumna, mogąc zarządzać nie tylko tak dużą spółką, ale firmą, która przez wiele lat była w rękach kobiet, wizjonerek, które rozwinęły świat produktów ortopedycznych i uciskowych. Dziś pod szyldem Sigvaris jesteśmy liderem na polskim rynku, jeśli chodzi o wyroby uciskowe. W ortopedii zajmujemy drugie miejsce. Jeśli spojrzymy na polski rynek, to nasze produkty dostępne są w 2500 sklepów medycznych, trzech tysiącach aptek, w większości, bo ok. 70 procent klinik, szpitali. Pani Teresa Medica obecna jest w 16 krajach i ciągle dochodzą kolejne.

BU: Wciąż najważniejsi są dla nas nasi pacjenci, klienci, pracownicy i wartości. I chociaż wyniki są ważne, nie są jedynym parametrem, w oparciu o który podejmowane są decyzje. Właścicieli interesuje przede wszystkim dłuższa perspektywa, a nie krótkookresowy zysk. Dzięki temu firma liczy już sobie 150 lat i jest w świetnej finansowej kondycji. To pomaga planować, zarządzać, wiązać ludzi na dłużej z firmą. To też powoduje, że spokojnie można planować długofalowe działania, ponieważ mamy czas na ich udoskonalenie.

Ostatnie lata nie należą do najlepszych, jeśli chodzi o planowanie. Najpierw pandemia, teraz wysoka inflacja, ceny prądu i gazu powalają.
MK: Ostatnie trzy lata były dla nas trudne. Jednym z naszych klientów eksportowych jest Ukraina, więc mocno odczuliśmy zmiany po 24 lutego tego roku. Sytuacja jest dynamiczna. Musisz działać tu i teraz, szukać rozwiązań w danym momencie. Pomimo bycia w międzynarodowej grupie wciąż mamy szansę zachować autonomię, z poszanowaniem dziedzictwa dla marki Pani Teresa Medica, od której wszystko się zaczęło. Widzimy szacunek dla tej marki wśród pacjentów i klientów. Mimo ogólnie panujących nastrojów stawiamy na rozwój naszych pracowników, na rozwój marek, biznesu. Każdy, kto do nas dołącza ma szansę piąć się w górę. Mamy osoby, które rozpoczynały pracę od produkcji, a teraz pełnią rolę osób zarządzających. Patrzymy długoterminowo, mamy wiele planów, które częściowo są już zrealizowane. Myślę, że jest to duża wartość na rynku pracy.

BU: Cieszę się, że zespół, który przeszedł z nami ten ostatni okres zmian, jest niezwykle otwarty na nowe idee, tak bardzo potrzebne w burzliwych czasach. To jest niesamowite. Baliśmy się, że spotkamy się z negatywną reakcją na nasze pomysły, że ludzie nie będą chcieli z nami współpracować, otworzyć się na zmianę.

A stało się zupełnie odwrotnie.
MK: Tak. I bardzo się z tego cieszymy, bo ludzie to największy kapitał tej firmy. Może brzmi to jak banał, ale zapraszamy do zweryfikowania (śmiech). Nasi pracownicy są wspaniali. Bardzo ich cenimy, szanujemy i często im o tym mówimy. Oczywiście jest rotacja na różnych stanowiskach, ale to normalna kolej rzeczy.

BU: Poprzedni właściciele zbudowali w ludziach lojalność i więź do firmy, która okazała się na tyle trwała, że sprostała zmianom właścicielskim oraz burzy, jaką przyniosły ostanie lata. Podobne przywiązanie jest coraz rzadszym zjawiskiem, stąd tak bardzo staramy się je pielęgnować.

Jesteście z pracownikami po imieniu?
MK: Bartek jest, ja nie ze wszystkimi. Muszę przyznać, co może jest dość zabawne, że osoby pracujące na produkcji mówią do mnie „szefowa” (śmiech). Tak mówili „od zawsze”. Mam do tego ogromny dystans i jest to bardzo miłe.

BU: Wie Pani, ja lubię słuchać ludzi, cieszę się, że przychodzą do mnie, dzielą się swoimi przemyśleniami i pomysłami, a potem wspólnie decydujemy, które z nich wdrożyć i w jaki sposób.

MK: Mamy specjalny program, za pomocą którego pracownicy zgłaszają swoje pomysły, optymalizacje i usprawnienia. Wiele z nich jest wdrażanych, a te wdrażane potem są nagradzane. Wszyscy czujemy się odpowiedzialni za nasze wspólne miejsce pracy.

Czyli zdanie pracowników jest dla Was ważne?
MK: Bardzo ważne. Jeśli pracownik sygnalizuje problem czy rozwiązanie i nikt go nie słucha, traci motywację do pracy i nie chce wdrażać żadnych usprawnień. Dzięki temu, że u nas ludzie chętnie zgłaszają zmiany, wdrożyliśmy rozwiązania, które pozwoliły nam zaoszczędzić dziesiątki tysięcy złotych. Zmieniamy kulturę organizacji, nad którą pracujemy w sposób bardzo świadomy. Zaczynając od wartości grupy Sigvaris i stawiania na zespół, po kulturę współdecydowania, która jest dla nas bardzo ważna. Staramy się budować partnerstwo. Nieważne jest to, kto implementuje zmiany. Jeśli jest autentyczny i sam tę zmianę wdraża, dając przykład innym. Przyszliśmy do firmy w momencie, w którymi zespół miał za sobą wiele zmian. Przejście z firmy lokalnej na międzynarodową i idące z nią różne przemiany mogły zmęczyć ludzi. Myślę, że kluczem do sukcesu było wniesienie do firmy normalności, a reszta ułożyła się sama. Mało kto wie, że w Gutowie Małym, zaledwie 56 km od Poznania, znajduje się atrakcyjne, moim zdaniem, miejsce pracy, bardzo dobrze skomunikowane z niemal wszystkich kierunków.

BU: Może normalność, rozumiana jako dobre standardy/praktyki, być wyświechtanym frazesem, ale w naszym przypadku to zaowocowało. Musieliśmy przepracować planowanie produkcji, planowanie zakupów, sprzedaży. Magda wniosła tutaj wiele doświadczenia w zakresie planowania sprzedaży. Próbujemy, uczymy się, rozwijamy i mamy pierwsze sukcesy na swoim koncie. Dużą zmianą jest zmiana sposobu myślenia na produkcji i systematyczne wdrażanie zarządzania opartego na procesach, standardach oraz miernikach.

Po co Wam te zmiany?
MK: Po to, żeby się rozwijać. Tej firmie otworzyły się horyzonty, których jako lokalne przedsiębiorstwo w takiej skali nigdy by nie dostała. Dzięki temu, że stajemy się też dostawcą dla naszych innych spółek, w ramach grupy produktów ortopedycznych, to rozwijamy się bardzo w zakresie R&D, produkcji, automatyzacji, zakupów, jakości czy logistyki.

BU: Bo nie lubimy nudy. Nie można wprowadzać zmian od razu i na siłę, poza tym nie zmienimy wszystkiego, bo część działała i działa prawidłowo. Zmiana ma dotyczyć obszarów, które trochę zostały w tyle i wzmacniać te, które się wyróżniają.

Ryzykujecie?
MK: Można tak powiedzieć. Po raz drugi wchodzimy na rynek niemiecki. Pierwsza próba, znacznie przed naszym dołączeniem do firmy, była nieudana z wielu przyczyn. Wpadliśmy na pomysł, żeby sprzedawać markę Pani Teresa Medica poprzez Amazon. Jest to dla nas nowa sytuacja i jesteśmy dobrej myśli.

MK: Podjęliśmy też decyzję, że uruchomimy Instytut Obrzęków Sigvaris we Wrocławiu. To będzie pierwsza placówka w Polsce oferująca pacjentom tak kompleksową opiekę: od diagnostyki, poprzez leczenie, zabiegi fizjoterapeutyczne, po zaopatrzenie kompresyjne, pod medycznym kierownictwem profesora Andrzeja Szuby.

BU: Dzięki zmianom uciekniemy trochę do przodu i o to nam chodzi. Zobaczymy, na ile nasze pomysły pozwolą nam się rozwinąć. Dlatego staramy się od tej strony minimalizować koszty. Duży nacisk grupa kładzie na digitalizację, rozwój IT i wydaje się to być sensowną drogą. Wdrażamy systemy usprawniające funkcjonowanie firmy, poprawiamy bezpieczeństwo naszej sieci i zasobów, przeglądamy procesy biznesowe, które ujednolicamy.

MK: Warte podkreślenia jest to, że ostatnie lata pozwoliły zrealizować nam wszystkie cele, nie tylko jakościowe, ale sprzedażowe, finansowe i pracownicze również. Jesteśmy z tego dumni. Ten rok, trudny ze względu na inflację, presję płac, zamknięty rynek ukraiński, również pokazał nam, że jeżeli się chce, jeżeli ma się świetny zespół i Bartka (śmiech), to wszystko jest możliwe.

Widzę, że bardzo Wam zależy i jesteście mocno zaangażowani w rozwój firmy.
MK: Tak, to klucz do sukcesu.

Ale widzę też, że się lubicie.
MK: Bardzo, chociaż początki mieliśmy trudne (śmiech).

Skąd się znacie?

MK: Żartuję czasami, że Bartek mnie zrekrutował. W jednym z etapów brał rzeczywiście udział w mojej rekrutacji. Znamy się stąd właśnie.

BU: Mnie zrekrutował menedżer, którego zadaniem było zbudowanie nowego zarządu. A ja dalej rzeczywiście postawiłem na Magdę.

Dlaczego?
BU: W kontrze do drugiego kandydata Magda była zdecydowanie bardziej kreatywna, dynamiczna, miała większy zapał i entuzjazm.

Co Pan robił zanim trafił do Sigvaris?
BU: Pracowałem w czołowej firmie audytorskiej Grant Thornton. Jestem biegłym rewidentem, audytorem. Pracowałem także dla grupy Atlas i tam wspierałem rozwój controllingu, nadzoru właścicielskiego. Przez jakiś czas byłem członkiem zarządu spółki córki w Rumunii.

A Pani?
MK: Ja całe życie pracuję w farmacji i wyrobach medycznych, zaczynałam jako przedstawiciel farmaceutyczny, potem byłam przedstawicielem medycznym, pracowałam ok. 13 lat w marketingu, który do dziś jest moją największą pasją. Ostania firma to spółka Paul Hartmann, producent wyrobów medycznych, gdzie byłam odpowiedzialna za Business Unit Private Pay.

Jak Wam się razem pracuje?
MK: Dzisiaj absolutnie się uzupełniamy, dogadujemy. Lubimy się, śmiejemy się wspólnie, jest między nami chemia. Ja jestem jak ta dziewczyna z balonikiem, która ciągle się unosi i chciałaby coraz to nowych rzeczy, a Bartek jest tym, co trzyma sznurek i mówi: jeszcze nie teraz, za chwilę. Absolutnie uzupełnia moje kompetencje. Bartek ma ogromną cierpliwość do detalu i konsekwencję pracy. Ja jestem bardziej wizjonerska niż systematyczna. Bardzo dużo się od niego nauczyłam.

BU: Magda nauczyła mnie pokory, tego, jak komunikować kwestie finansowe w sposób zrozumiały. Początki mieliśmy trudne, oboje mamy mocne charaktery i szukaliśmy swojej roli w tej organizacji. Na szczęście ją znaleźliśmy. Każde z nas nie tylko chce zmieniać organizację, ale jest skłonne do zmiany siebie, do samorozwoju. To są cenne doświadczenia, które procentują też w życiu prywatnym.

MK: Ale wciąż nie odpowiedziałeś na pani pytanie, czyli jak Ci się ze mną pracuje.

BU: No tak, zrobiłem wstęp typowego finansisty (śmiech). Pracuje mi się bardzo dobrze. Mamy swobodę komunikacji, fajną atmosferę, ufamy sobie i doceniamy swoje kompetencje. Zaczynają pojawiać się efekty naszej pracy.

MK: Powiem Pani, że gdyby Bartka zabrakło, to ja strasznie tęskniłabym za naszym poczuciem humoru, cynizmem, czasami jednym spojrzeniem, które mówi więcej niż słowa. To jest dla mnie wymiar bycia drużyną. Najlepszą drużyną.