Organizator:

Mateusz buduje

22.03.2021 15:15:48

Podziel się

Miał 3 lata, kiedy dostał od rodziców swoje pierwsze klocki Lego. I choć było to blisko ćwierć wieku temu – doskonale pamięta tamten dzień. To była miłość od pierwszego wejrzenia i dotyku. Dzisiaj nie umie powiedzieć, ile ma zestawów klocków w swojej kolekcji. Najbardziej cierpi, kiedy klocki muszą być posklejane, żeby nie uszkodzić zbudowanej konstrukcji. Dla Niego to prawdziwa profanacja. Uwielbia projektować i tworzyć własne budowle. Mateusz Wawrowski z klocków zbudował tramwaje, autobusy, znane budynki Poznania i… sprzęt medyczny. Jak sam przyznaje, nie ma projektu, którego by się nie podjął.

ROZMAWIA: KLAUDYNA BOGURSKA-MATYS  
ZDJĘCIA: ARCHIWUM PRYWATNE

Pamięta Pan swoje pierwsze klocki?

Oczywiście! Chociaż miałem tylko 3 lata, to doskonale pamiętam swój pierwszy zestaw. To był prezent od moich rodziców. Pewnie nie wiedzieli wtedy, jak bardzo przypadną mi do gustu (śmiech). Od tego dnia się wszystko zaczęło.

Ma Pan te klocki do dzisiaj?

Trudno mi powiedzieć, ponieważ wszystkie klocki mam zmieszane. Możliwe, że jeszcze w tym wszystkim są tamte pierwsze. Zawsze tak działałem, że budowałem konstrukcję zgodnie z załączoną instrukcją, a później burzyłem to, łączyłem z innymi zestawami i tworzyłem coś swojego. Powstawały wtedy pojazdy miejskie i budynki.

Czyli tworzenie z klocków swoich projektów to Pana największe hobby?

Zdecydowanie tak. Muszę się przyznać, że mnie to relaksuje. Najbardziej cierpię, kiedy słyszę, że ktoś skleił klocki, by dzieci nie zepsuły danego zestawu. Dla mnie to po prostu straszny ból. Każde dziecko powinno mieć możliwość zbudowania czegoś idąc za swoją wyobraźnią.

Ma Pan całkiem sporo fanów na swoim profilu Facebook’owym. Kilka tysięcy osób Pana śledzi i podgląda Pana projekty.

Osiem lat temu założyłem ten profil, żeby móc się dzielić swoją pasją i zachęcać innych do budowania i tworzenia z klocków. Wcześniej moje projekty również trafiały do sieci dzięki lokalnym mediom. Okazało się, że ludziom się to podoba i tak właśnie powstał profil „Mateusz buduje”.

Tramwaje i autobusy ostatnio na nim królują. Nie lada gratka dla fanów tych pojazdów.

Sam jestem ich fanem (śmiech). W końcu przez kilka lat pracowałem w Poznaniu jako motorniczy. Mogłem połączyć swoją pracę z hobby. I tak właśnie powstały pierwsze pojazdy, a później kolejne i kolejne.

Co najdziwniejszego Pan zbudował z klocków?

Urządzenia medyczne! To było najbardziej oryginalne zamówienie.

Zamówienie?

Tak. Zdarza się, że firmy proszą o wykonanie jakiegoś projektu i później zbudowanie konstrukcji. I właśnie te urządzenia medyczne były zlecone przez warszawską firmę. Tak powstał klockowy mammograf i ultrasonograf.

Ile konstrukcji z klocków ma Pan w swoim mieszkaniu?

Nie mam dokładnie wszystkiego policzonego (śmiech). Żona pomaga mi nad tym zapanować. Ale jeśli bym miał tak oszacować z głowy, to myślę, że będzie tego około pięćdziesięciu sztuk. Najwięcej zajmują w tej kolekcji budynki z mojej wystawy „Poznań w miniaturze z klocków LEGO” oraz tramwaje i autobusy.

Jak długo buduje Pan Ikarusa?

Sam projekt tworzę 8 godzin. Mam do tego specjalny program komputerowy „Stud.io”, który jest darmowy. Kolejnym etapem jest zamówienie potrzebnych klocków w specjalistycznych sklepach. Po ich otrzymaniu zaczynam budować, zajmuje mi to około 4 godzin.

Wiem, że przeprowadza Pan warsztaty dla dzieci i młodzieży, czyli zachęca Pan kolejne pokolenia do tworzenia.

Przed pandemią nawet założyłem firmę i spotykałem się z dziećmi w przedszkolach i szkołach. Niestety, wszystko popsuł wirus. Wierzę, że jak wszystko wróci do normy, uda mi się do tego wrócić. Lubię dzielić się z innymi swoją pasją. Poza tym budowanie z klocków fantastycznie pobudza wyobraźnię. Widziałem, jak dzieci chętnie tworzyły własne projekty. To na pewno jest dobrze spędzony czas.

Dzieci kochają klocki?

Oj tak! Podczas ferii udało mi się spotkać z kilkoma grupami dzieci i młodzieży na zorganizowanych półkoloniach. Przez chwilę poczułem się jak za starych, dobrych czasów. Podczas zajęć, oprócz dobrej zabawy, zauważyłem radość dzieci z tego, że mogą spędzać czas ze swoimi rówieśnikami. To niesamowite, jak one chcą się spotykać i spędzać czas z innymi dziećmi. Bardzo im tego brakuje. A jeśli do tego dołożymy kolorowe klocki i ciekawe projekty, to radości jest bez liku. Cieszę się, że mogłem w tym projekcie uczestniczyć.

Z której swojej budowli jest Pan najbardziej dumny?

Tramwaje. Jednak to one są moimi faworytami. Z tego co zauważyłem, to mój dwuletni syn też je najbardziej lubi. Tak samo entuzjastycznie reaguje na tramwaj na ulicy, jak ten u nas w domu na półce. Myślę, że może pójść w moje ślady (śmiech). Nie ukrywam, że budowanie poznańskiego „Bałtyku” też było dla mnie prawdziwą przyjemnością. To był ciekawy projekt – podobnie jak oryginalny budynek.

Codziennie Pan coś buduje?

Czasami nie mam już sił (śmiech). Ale przyznam szczerze, że nie ma tygodnia bez budowania i projektowania.

Przeprowadził Pan aukcję na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ile udało się zebrać?

W tym roku dzięki moim aukcjom na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy trafiło 5831,52 złotych! Przyznam się, że jestem bardzo zadowolony. Tym bardziej, że mocno wierzę, że dobro powraca i warto się dzielić z innymi. Przez sześć lat mojego grania z WOŚP na konto trafiło prawie 9 tysięcy złotych. Oczywiście muszę powiedzieć, że wiele firm mi w tym pomogło i przekazało sporo gadżetów na aukcję. Oczywiście wszystko było związane z klockami i komunikacją miejską.

Ma już Pan pomysł na kolejny finał?

Oczywiście! I już zapowiedziałem, że chcę pobić tegoroczny wynik.

I tego Panu życzę!

Dziękuję!