⭐️ SUKCES PO POZNAŃSKU ⭐️ Pierwsza lifestylowa strona o Poznaniu ⭐️  

Organizator:

Mierzymy wysoko i precyzyjnie

01.12.2021 00:10:00

Podziel się

Są niekwestionowanym liderem w Polsce i jednym z czołowych producentów w Europie. Przez 96 lat firma Apator Powogaz S.A. (dawniej Fabryka Wodomierzy PoWoGaz SA) zbudowała markę nie do podważenia. W przyszłym roku przeniosą się z poznańskich Jeżyc do Jaryszek, by podwoić produkcję do poziomu 4 milionów wodomierzy rocznie. W portfolio są też te nowatorskie, jak wodomierz ultradźwiękowy. Ich produkty znajdziemy nie tylko w większości polskich domów, ale i w krajach Europy Zachodniej i Wschodniej, Bliskiego i Dalekiego Wschodu, Afryki, obu Ameryk oraz Australii. Dwa lata temu na czele 400-osobowej załogi stanął Andrzej Połojko, wybitny menadżer z Piły, który wcześniej z sukcesami zarządzał wielkimi, amerykańskimi korporacjami. To jeden z niewielu szefów, który schodząc na produkcję, ściska wszystkim dłoń, pyta co słychać i ma ludzką twarz. I to jedyny, którego pracownicy nie chcieli wypuścić z poprzedniej firmy organizując strajk… Dlaczego tak jest? Dlatego, że oprócz bycia szefem, jest też człowiekiem, a to dzisiaj rzadkość. A ja chylę czoła!

ROZMAWIA: Joanna  Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Apator Powogaz, to nie tylko poznański adres.

Andrzej Połojko: W całej grupie Poznań jest oczywiście liderem. Jednak w naszych szeregach mamy spółkę Miitors w Danii, skupioną wokół technologii ultradźwiękowej, Metrę w Czechach specjalizującą się w produkcji podzielników ciepła i w Rosji spółkę handlową z niewielką ilością produkcji. Apator Powogaz to też Słupsk i Gdańsk, gdzie poza produkcją elektroniki rozwijamy kompetencje w obszarze telemetrii.

Nowa siedziba to wielka zmiana…

Pracują u nas całe rodziny. Zatrudniamy pokolenia i tym się szczycimy. Obecna lokalizacja to dla nich tradycja i korzenie. Ale chociaż każdy boi się zmian – nowa siedziba daje nam szanse na poprawę warunków pracy. To jest dla mnie niezwykle ważne, by odpowiednio zadbać o ludzi. Chociaż fakt, że przeprowadzamy się za miasto, nie dla wszystkich jest łatwy do zaakceptowania.

Po co tak naprawdę ta przeprowadzka?

Tutaj już nie możemy nic zrobić, plan zagospodarowania nie pozwala nam na rozbudowę firmy, a na tym mi zależy. Poza tym potrzebujemy lepszych warunków do pracy. Chcę, żeby każdy miał dostęp do w pełni wyposażonej, nowoczesnej stołówki, żeby mógł gdzieś odpocząć, spędzić miło przerwę. Nowy budynek jest praktycznie na ukończeniu i już nie mogę doczekać przeprowadzki.

Jak pracownicy zareagowali na informację o zmianie adresu?

Przeprowadziliśmy anonimową ankietę, z której wynika, że 94 procent osób jest skłonnych do przeprowadzki. Mamy świadomość tego, że niektórzy nie będą mieli jak dojechać do Jaryszek. Specjalnie dla nich uruchomimy transporty. Osoby, które będą dojeżdżały własnym samochodem, otrzymają dopłatę do pensji. Kilka miesięcy temu zorganizowaliśmy nawet wyjazd do nowej siedziby, żeby pokazać ludziom, gdzie i jak będą pracować.

Podziwiali?

Niektórzy nie chcieli wyjeżdżać (śmiech). Było super, naprawdę. Myślę, że każde obawy można oswoić. Będziemy pracować w komfortowych warunkach, z klimatyzacją, z miejscem do wypoczynku i wierzę w to, że ludzie będą przychodzić do pracy z przyjemnością.

To takie nietypowe zabrać pracowników w nowe miejsce pracy, jeszcze nieukończone. To zupełnie niepolski model zarządzania.

Lubię dbać o ludzi i ci, którzy mnie znają, wiedzą, że szybciej ja zginę niż komuś pozwolę zginąć. U mnie nie ma podziału na lepszych i gorszych – wszystkich traktuję tak samo, każdy jest równy. Nie widzę różnicy między pracownikami stałymi a tymczasowymi, bo czym niby się różnią? Ludzi trzeba szanować i doceniać na każdym szczeblu firmy. To podstawa.

Trochę o Panu poczytałam i muszę przyznać, że rzadko zdarza się, żeby pracownicy protestowali pod firmą, z której odchodzi szef. Pan tego doświadczył.

Faktycznie tak było. Wiele rzeczy można odebrać człowiekowi, ale nikt nie odbierze mi tego, że na moje pożegnanie przyszło kilkaset osób. Byłem wzruszony i poruszony. Nie szczycę się zdobywaniem nagród czy tytułów, ale spotkanie z pracownikami jest dla mnie największym wyróżnieniem.

Chyba musi Pan być dobrym szefem.

Nie mnie to oceniać. Mam nadzieję, że ludziom dobrze się ze mną pracuje.

Jak to się stało, że z wielkich amerykańskich korporacji trafił Pan do poznańskiej firmy?

Przede wszystkim przyciągnęła mnie tutaj ambicja firmy. Jej cele i plany. Firma Apator Powogaz chce zawojować świat. Przy stosunkowo niewielkiej liczbie pracowników – Apator rywalizuje na rynku z największymi i to z sukcesem. Ja to szanuję. Poza tym, większość mojej kariery faktycznie spędziłem w firmach zagranicznych i cieszę się, że wiedzę i doświadczenie mogę przelać na polski grunt. Uważam, że wielokrotnie my Polacy nie byliśmy doceniani na rynku międzynarodowym, chociaż uważam, że nasza kadra jest na światowym poziomie. Tym bardziej motywuje mnie to do działania. Chcę, żebyśmy byli w światowej czołówce. Przyszłość firmy i tworzenie pięcioletnich planów rozwoju to jest niesamowita motywacja do działania. A jeśli na końcu tego łańcucha spotka mnie uśmiech ze strony pracownika, to uznam to za pełen sukces.

Co zakłada plan pięcioletni?

Plan, który przygotowaliśmy na następne pięć lat zakłada, że będziemy robili 100 procent większy obrót niż dziś. W obecnych warunkach lokalowych byłoby to niemożliwe. W 2020 roku wyprodukowaliśmy 2 400 000 sztuk wodomierzy mieszkaniowych, a już w 2025 chcemy produkować ponad 4 000 000. Do tego dochodzi nasze najnowsze dziecko, czyli wodomierz ultradźwiękowy, który notuje rekordy sprzedaży. Jest nowatorski, bardzo dobrze przyjmowany przez rynki zachodnie, super dokładny. Jest to bezapelacyjnie przyszłość, co oczywiście potwierdzają nasi klienci.

Nie da się go oszukać?

Mimo wszelkich starań – nie da się. Nasz główny technolog, który zastosował go w domu, powiedział: Andrzej, ja go nie chcę, teraz muszę dopłacać. To taka śmieszna historia. Poważnie robi się, kiedy zobaczymy, że mamy coraz mniejsze zasoby wody pitnej w Polsce. Myślę, że wielu z nas nie rozumie tego problemu i wylewa hektolitry wody choćby myjąc zęby. Wody jest coraz mniej i prędzej czy później sytuacja wymusi na rządzących drastyczne zmiany w ustawodawstwie. Dokładny pomiar będzie tutaj najbardziej opłacalny dla wszystkich. I tu nasze wodomierze odegrają ogromną rolę, pomagając w mądrym gospodarowaniu tym dobrem. Niedługo zresztą zaczniemy akcję edukacyjną w szkołach, aby na ten problem uwrażliwić młodych i nauczyć ich szacunku do wody. Ludzie powinni zrozumieć, że gospodarowanie wodą musi odbywać się w sposób rozsądny. A tego, póki co, nie robimy. Społeczność Powogazu czuje się odpowiedzialna za tę edukację.

Jak Pan się czuł, kiedy tu przyszedł pierwszy raz?

Starość budynku mnie nie przeraziła, bo wiem że o to Pani pyta (śmiech). Pracowałem kilka lat w Łodzi, gdzie znajdowały się jeszcze starsze budynki. Ja patrzę na firmę zadając pytania: ile tu można jeszcze zrobić, jak można zmienić mentalność ludzi i rozwinąć samą firmę zarabiając większe pieniądze. Kiedy przyszedłem tu w kwietniu dwa lata temu, kolega powiedział mi: lepiej trafić nie mogłeś – 1 kwietnia, a więc Prima Aprilis i do tego środek pandemii. Dla mnie ta firma to mnóstwo wyzwań i mam zamiar wynieść ją na dużo wyższy poziom. W tym roku już idziemy na rekord. W ciągu ostatnich dwóch lat skupiliśmy się mocno na jakości naszych produktów wzmacniając dział kontroli. Finalnie to jakość naszych wyrobów jest wizytówką firmy, więc jest u mnie na podium.

Czy jest coś jeszcze do poprawienia?

Całe mnóstwo (śmiech). Dopiero zaczynamy ten proces. Powoli wchodzimy w automatyzację, którą będziemy rozwijali już w nowej fabryce. Chodzi o to, by powtarzalność produkcji była jak najbardziej stabilna.

Można powiedzieć, że zaczynając tutaj pracę, wrócił Pan do siebie, bo przecież pochodzi Pan z Piły.

Tak, jestem z Piły, jestem synem marnotrawnym (śmiech). I będę się trzymał rękami i nogami, bo tak blisko domu jeszcze nigdy nie byłem. Jestem faktycznie przeszczęśliwy z takiego rozwoju wydarzeń. Wielkopolska krew płynie w moich żyłach, a żeby było śmieszniej – w Pile też był Powogaz, który był oddziałem poznańskiej firmy.

W życiu nie ma przypadków.

Nie ma i tym bardziej się cieszę, że mogę zarządzać w końcu polską firmą.

Jak Pana przyjęli ludzie?

Myślę, że na początku zawsze jest zaniepokojenie. Wiem, że niektórzy szukali informacji na mój temat. Kiedy spotkałem się z załogą, usłyszałem: słyszeliśmy na Pana temat sporo dobrego. To było szalenie miłe. Staramy się motywować ludzi nie tylko aspektem finansowym, który jest oczywiście bardzo ważny, ale organizujemy wiele imprez, jak rowerowe lato, pomagamy hospicjum, wspieramy niedźwiedzicę Gienię z poznańskiego zoo. Mamy drużynę biegaczy, drużynę piłkarzy. To jest dopiero początek i jeśli nam sytuacja pozwoli, będziemy kreować kolejne akcje angażujące pracowników. Okazuje się, że nie tylko można razem pracować, ale też się dobrze bawić. I o to nam chodzi. Chcę, żeby przychodzenie do pracy nie było przymusem, czymś strasznym, obciążającym. Marzę, żeby ludzie przychodzili do nas z uśmiechem i dobrze się tutaj czuli.

Co jest dla Pana najważniejsze w pracy?

Dla mnie na pierwszym miejscu zawsze są ludzie i nie jest to frazes – stanowi o tym moja historia. Na pewno staram się, żeby człowiek był zauważany i stał w naszej firmie na pierwszym miejscu. Mam bezpośredni wpływ na przyszłość tej firmy, tworzę plany na kolejne lata i strategię zmian, a to jest niezwykłe. Mamy obszary, w których chcemy wygrać z konkurencją. Pracuje u nas 400 osób i konkurujemy z firmami, które zatrudniają dziesiątki tysięcy ludzi. Widzimy, że w Polsce jesteśmy liderem w obszarze wodomierzy, na świecie dostarczamy nasze rozwiązania do ponad 70 krajów i za tym osiągnięciem stoją ludzie. Mocno pracujemy, żeby być postrzegani jako zespół, bo to, co uda się osiągnąć, to jest efekt pracy wszystkich. Inaczej nie byłoby to możliwe.

Myśli Pan, że w dzisiejszych czasach można zarządzać firmą kierując się wartościami?

Oczywiście, że tak. Dla mnie uczciwość i lojalność to kluczowe cechy. Tego samego oczekuję od pracowników. Nie umiem kombinować. Kiedyś jeden z naszych dostawców zapytał, dlaczego jestem czarno-biały.

Dlaczego?

Bo znam wiele odcieni szarości, które oznaczają kombinowanie. Odpowiadając na pytanie: do tej pory kierowałem się zasadami i wartościami, i nie zamierzam tego zmieniać, bo jestem już na to za stary (śmiech).

Macie nie tylko fabrykę, ale też laboratorium, magazyn.

Mamy kompletną fabrykę – najpierw zbieramy informacje od klienta, dalej projektujemy, tworzymy oprogramowanie, aplikację, produkujemy i organizujemy finalną wysyłkę do klienta. Mamy wszystko pod jednym dachem, dzięki czemu nasza decyzyjność jest szybka i możemy działać tu i teraz. To jest niezwykle ważne w tej branży i to daje nam przewagę na rynku. Mamy setki rozwiązań dla wyrobów gotowych, precyzyjnie dopasowanych do klienta czy dany rynek.

Ile czasu trwa wyprodukowanie wodomierza?

Kilkanaście minut. W przypadku wodomierza przemysłowego potrzebujemy więcej czasu – produkujemy kilkadziesiąt sztuk w tygodniu.

Jak Pan chce rozwijać Apator Powogaz?

Na pewno pójdziemy w kierunku produkowanych już przez nas wodomierzy ultradźwiękowych, które stopniowo wyprą wodomierze standardowe, mając m.in. długi cykl życia. Mamy też specjalne aplikacje, które pozwalają odczytać wynik nawet na smartphonie. Te wodomierze pokazują, czy gdzieś nie ma wycieku, co sprawdza się w każdym przypadku, niezależnie czy klientem są wodociągi, czy prywatne mieszkania. Chcemy mocno pójść w rozwiązania internetowe, które ułatwią życie mieszkańcom i funkcjonowanie firm. Do tego wejdziemy w biling, a więc robienie odczytu i wystawianie za niego faktur dla firm czy spółdzielni. Znamy się na tym, potrafimy to robić i chcemy w ten sposób pomagać naszym odbiorcom. Chcemy wejść w wodomierze ultradźwiękowe o większych średnicach, do użytku w przemyśle. Nasz dział R&D w Danii pracuje również nad rozwiązaniami do odczytu wody ciepłej. Chcemy utrzymywać jak najlepszą jakość przy jak najniższych cenach dla klientów, a to dziś jest bardzo trudne. Zatrudniliśmy nowe osoby w działach serwisów, by móc jeszcze szybciej reagować na sprawy klientów. Nasza strategia została opracowana przez całą grupę Apator, co daje nam na jeszcze większe możliwości zaatakowania czołówki światowej, a nawet pójścia dalej.

Czy Wasze wodomierze są w każdym domu w Polsce?

Na pewno w większości.

Czy wchodząc do kogoś do domu, sprawdza Pan wodomierze?

Wstyd się przyznać, ale faktycznie tak (śmiech). Kiedy pracowałem w branży oświetleniowej – zaglądałem ludziom w lampy i mówiłem, jaką żarówkę mają zamontowaną i jakie ma parametry (śmiech).

Strach Pana do domu zaprosić (śmiech).

Nie jest tak źle (śmiech).

Macie szansę znaleźć się na światowym podium?

Ależ oczywiście. Patrząc na rankingi, już jesteśmy w pierwszej dziesiątce na świecie. Dla mnie to wciąż za mało.

Firma, którą Pan kieruje, ma 96 lat. Czy czuje Pan odpowiedzialność za tradycję, historię i ludzi?

Prowadzenie firmy, która ma 96 lat to ogromna odpowiedzialność. W rozwoju takiej fabryki należy pamiętać o jej tradycji i historii. Podoba mi się koncepcja niezapominania, skąd się pochodzi. Pamiętania, co i kto zbudował tę firmę. Oczywiście idziemy w nowoczesność, innowacyjność, ale zawsze należy pamiętać o korzeniach. Jak w życiu, tak i w biznesie. Zbudowanie mostu między bogatą historią, tradycją, a przyszłością, to ekscytujące zadanie i olbrzymia siła marki Apator. Szczególnie, że niewiele jest już polskich firm, które mają taki staż jak my i wciąż doskonale funkcjonują. To jest wielki sukces.

Czyli zostanie Pan tutaj na dłużej.

Chciałbym. Za cztery lata firma kończy sto lat. Liczę, że do tego czasu uporamy się z pandemią i zaszalejemy (śmiech).

Czy jest słowo, które Pana definiuje?

Jestem bardzo konsekwentny i jak się na coś uprę, to nie ma zmiłuj. Jeśli stawiam sobie cel, to uporczywie do niego zmierzam. Dlatego wiem, że będziemy światowym liderem.

Czyli widzimy się na stuleciu?

Czujcie się zaproszeni.

Dziękujemy.