🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Mistrzowie rajdów terenowych

31.01.2022 21:31:22

Podziel się

Kamena Rally Team to grupa przyjaciół, których połączyła pasja do motoryzacji. Nieznane im dotąd trasy przemierzają spektakularnym pojazdem terenowym. Od pierwszego rajdu otrzymują najwyższe tytuły. Zdobyli kolejno: Mistrzostwa Polski, Czech, Węgier, a także Mistrzostwo Europy w rajdach terenowych. Z zawrotną prędkością pokonują kolejne trasy, zdobywają nagrody i zmierzają prosto po Puchar Świata.

ROZMAWIA: Dominika Job
ZDJĘCIA: materiały własne

Muszę o to zapytać na początku: skąd u Was ta pasja do niebezpiecznych sportów?
Tomasz Białkowski, kierowca: Motor sport to zabawa, która przekształciła się w naszą pasję i sposób na życie. Zaczęło się od tego, że zawsze uwielbiałem jeździć na quadach. Z czasem zapragnąłem wystartować w zawodach. I tak w 2013 roku braliśmy udział w amatorskich rajdach przeprawowych, gdzie pojawiła się rola pilota. Od tamtej pory jeździmy razem i wygrywamy coraz trudniejsze rajdy.

Już wtedy jeździliście na prędkość?
Dariusz Baśkiewicz, pilot: To nie były rajdy na czas, a na próbę. Dzięki nim mogliśmy trenować wspólne jeżdżenie i udoskonalać komunikację pilot – kierowca, co zaprocentowało po latach. Zapisaliśmy się do automobilklubu Inowrocławskiego i dołączyliśmy do Polskiego Związku Motorowego PZM. Pierwszy sezon, w którym wystartowaliśmy, był dla nas całkiem udany, bo zakończyliśmy go na drugim miejscu w Pucharze Polski. W rajdach profesjonalnych zadebiutowaliśmy w 2017 roku pojazdem, który posiada najlepsze cechy samochodu terenowego. To przystosowany do rajdów typu cross country Polaris RZR PRO XP. Ma tak kosmiczne zawieszenie, że czasami na trasie myśleliśmy, że już po nas, a auto tego nie czuło i swobodnie przejeżdżało dalej (śmiech).

Pierwsze rajdy profesjonalne i od razu odnieśliście sukces. Jak to możliwe?
Darek: Przepisem na nasz sukces jest połączenie pasji i przyjaźni, a także codzienne dbanie o relacje całego zespołu, do którego należy też wsparcie techniczne. Polegamy na sobie i wzajemnie dbamy o nasze bezpieczeństwo. Mamy ten sam cel i skupiamy się na jego osiągnięciu. Widywaliśmy na rajdach rzucanie w siebie kaskami (śmiech), ale u nas tego nie ma. Ciągle udoskonalamy naszą komunikację, dlatego nasz team to zgrana paczka, a wspólne wyjazdy to przygoda, która nas zbliża.

Dzięki tej przyjaźni osiągacie coraz wyższy poziom. Dołączyliście do grona czołowych rajdowców! Tomek: Rok 2021 był dla nas przełomowy. Dołączyliśmy do ORLEN Teamu – największego partnera sportowców w Polsce. Jest to dla nas wyjątkowe wyróżnienie, ponieważ znaleźliśmy się w grupie najlepszych kierowców, takich jak Miko Marczyk, Robert Kubica czy Bartosz Zmarzlik. W ubiegłym roku przejechaliśmy 17 rajdów w pięciu państwach. Łącznie w pojeździe rajdowym przemierzyliśmy ponad 8 tysięcy kilometrów, przy pełnej prędkości, w nieznanym terenie. Osiągnęliśmy zamierzone cele, zdobyliśmy Mistrzostwo Polski, Mistrzostwo Czech, Mistrzostwo Węgier, a także Mistrzostwo Europy.

Wasze sukcesy są imponujące! Nie boicie się jeździć z taką prędkością i to po nieznanych terenach?
Darek: Dzisiaj już nie. Po tylu latach w rajdówce czujemy adrenalinę, ale nie stres. Rok temu mieliśmy tzw. rolkę, czyli wypadliśmy z drogi na dużej prędkości i wyrzuciło nas w przestrzeń. Na szczęście nic nam się nie stało, chociaż taka sytuacja blokuje na jakiś czas myślenie. Ostatecznie skupiliśmy się na tym, że przy okazji przynajmniej przetestowaliśmy nasze systemy zabezpieczające.

Czy można czuć się bezpiecznie w aucie, które nie jest zabudowane?
Tomek: Międzynarodowa Federacja Samochodów FIA narzuca rajdom rygorystyczne wymagania. Mamy atestowane fotele, pasy, systemy awaryjne, gaśnicze, niepalną odzież, kask połączony z gorsetem itd. Mimo tego rajdy są niebezpieczne, tym się charakteryzują. Jeździmy przy dużych prędkościach w terenach cross country, których nie znamy. Tak naprawdę w trasie może wydarzyć się wszystko.

Kluczowa wydaje się tu dobra komunikacja i Wasza relacja, o której wspominaliście. Czytacie sobie w myślach?
Darek: Po latach wspólnych doświadczeń uzupełniamy się wzajemnie podczas jazdy. Tomek jako kierowca ma odruchy i czas reakcji bardzo szybki, widzi to, czego ja bym nie zauważył. Mnie cechuje umiejętność zachowania spokoju, pomimo wszystkiego, co się wokół dzieje. Nie daję się wybić z rytmu, panuję nad tym. Podbijam tempo, utrzymuję koncentrację i świadomość tego, gdzie jesteśmy w danym momencie na trasie, wiem, czy jedziemy poprawnie po nieoznaczonych drogach. Muszę też przewidywać rożne rzeczy, informować wcześniej i intonować odpowiednio, bo Tomek reaguje na to, co mówię już po pierwszej głosce, którą słyszy.

Stresującą macie pracę! A skąd wiecie jak jechać?
Darek: Moją rolą jest pilotowanie na podstawie road booka, czyli takiej książki z mapą i trasą. Mam tam trzy podstawowe elementy: widzę odległości w metrach, rozrysowaną sytuację z informacją, na którym odcinku będzie miała miejsce oraz opis dodatkowy, np. nie ścinaj zakrętu, bo będzie tam dziura. Jeśli na trasie występuje wielki głaz, to na mapie jest informacja, żeby zachować ostrożność, np. za 250 metrów. Przed sobą mam wyświetlacz, na którym widzę kolejne metry liczone za pomocą GPS. Oznaczone są też skale bezpieczeństwa. Moim zadaniem jest przekazywanie tych informacji w trakcie jazdy. Na tej podstawie Tomek decyduje, jak szybko i gdzie pojedzie. Tu liczy się relacja, skróty myślowe, dlatego bardzo procentuje to, że jeździmy razem od 2013 roku.

Zdarzają się naprawdę niebezpieczne sytuacje?
Darek: Jeździmy w przeróżnych warunkach. Czasami się zdarza, że wpadamy w ostry zakręt ze zbyt dużą prędkością i znosi nas tak, że prawie lądujemy w drzewie, które zamyka mi lusterko pojazdu, bo jest tak blisko... W tym momencie uświadamiamy sobie, że to sytuacja kryzysowa, zagrożenie życia. Wtedy u Tomka spada tempo i moją rolą jest podbicie go i ponowne skupienie się na celu. Tak samo działa to w drugą stronę, kiedy ja się pomylę i tracę pewność siebie, swoich decyzji. Wtedy rolą Tomka jest, by mnie podnosić. Tu nie ma miejsca na fochy, musi być dobry synchron, jeden drugiego musi wprowadzać do takiego stanu. Musimy się uzupełniać.

Wyobrażam sobie, że musicie być bardzo skupieni w trakcie jazdy. Tu nie ma miejsca na choćby małe pomyłki czy niejasności.
Tomek: Trzeba być cały czas skoncentrowanym. Pojazd rozpędza się do 155 km na godzinę i z tą prędkością może jechać po każdym rodzaju terenu. Najdłuższy odcinek, jaki przejechaliśmy, to 400 km non stop. Mieliśmy tylko 10-minutowe zjazdy na tankowanie, bez wysiadania. Zazwyczaj cały rajd to ponad 600 km.

A co się stanie, jeśli np. kichniesz w trakcie prowadzenia rozpędzonego pojazdu?
Tomek: To się zdarza, podobnie jak inne niekomfortowe sytuacje. To są rajdy cross country, czyli przecinające każdą możliwość terenu. Kiedy pada, cała woda i błoto wpada na nas, ponieważ nie mamy szyb. Zdarza się, że owad dostanie się pod kask i trzeba sobie z tym poradzić. Na trasach spotykamy przeróżną zwierzynę, od żubrów po żółwie. Dodatkowo, pogoda nas nie rozpieszcza. Trudne są starty w upale, gdzie można się ugotować stojąc na słońcu w naszym uposażeniu, jeszcze zanim wyruszymy. Osłabia to koncentrację i jest po prostu męczące.

Którą sytuację wspominacie jako najtrudniejszą?
Darek: Najtrudniejszy rajd, który przejechaliśmy, odbył się pod koniec zeszłego roku w Turcji. Ścigaliśmy się wysokich górach, jechaliśmy szczytem, gdzie była mgła, wszędzie wąsko i skarpy, za którymi nic nie widać. Zjeżdżaliśmy na pohybel, gdzie czasami, gdy auto podskoczyło na małej górce, to nie mogło upaść, bo spad i prędkość były tak duże, że po prostu lecieliśmy w dół. To był pierwszy raz, kiedy nie rozglądałem się na boki (śmiech), tylko maksymalnie skupiałem na czytaniu road booka. Nie spanikowałem, ale ciarki miałem… To był najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny, a także dla nas najstraszniejszy rajd, jaki przejechaliśmy. Wygraliśmy go, ale jednogłośnie stwierdziliśmy, że tego nigdy nie powtórzymy.

Aż mam ciarki od słuchania! A Wy, mimo ekstremalnych warunków, wygraliście… Jesteście prawdziwymi Mistrzami! A czy wśród konkurencji są takie zespoły jak Wasz, które od samego początku wygrywają prawie każdy rajd?
Tomek: To się zdarza rzadko. Nie każdy jest od razu dobry. W mistrzostwach Europy jest ponad 30 konkurentów, sama czołówka, także konkurencja jest ogromna. Polacy mają mocne zespoły rajdowe, w Europie osiągamy wysokie tytuły, dlatego mamy też z kim konkurować na własnym podwórku i bardzo sobie to cenimy.

A czy przytrafiła się Wam kiedyś porażka?
Darek: Półtora roku temu przegraliśmy tytuł mistrza zaledwie o dwie sekundy. Przebiliśmy wtedy oponę i straciliśmy sporo czasu. Taki to sport, że czasami małe drobiazgi potrafią wykluczyć, odebrać punkty. Najbardziej zabolała nas jednak ta minimalna różnica w czasie, która odebrała nam tytuł.

Tomek: Poprzedni rok był intensywny. Zaplanowaliśmy, że zakończymy sezon 4 rajdami, w 4 państwach, w 4 tygodnie. Rumunia, Turcja, Węgry – wygraliśmy. W Polsce niestety nie poszło, ponieważ mieliśmy mały defekt techniczny, co nas wykluczyło, mimo że prowadziliśmy w rajdzie. Nie traktujemy tego jednak w kategorii porażki.

Można jakoś uniknąć takich sytuacji?
Darek: Dzięki sponsorom mamy więcej możliwości i możemy się rozwijać. Ich wsparcie jest nieocenione! Od firmy POLARIS mamy pojazd oraz całe zaplecze techniczne i merytoryczne. Firma Autos wyposażyła nam warsztat, czyli cały support, narzędzia. Jesteśmy też bardzo zadowoleni ze współpracy z lokalną Mleczarnią SMU ze Strzałkowa, która dodatkowo organizuje akcje promocyjne podczas rajdów, zapraszają blogerów kulinarnych, którzy robią posiłki dla naszej ekipy.

Co jeszcze przed Wami? Które tytuły chcecie teraz zdobyć?
Darek: Jesteśmy na etapie mistrzostw Europy. W 2022 roku chcemy startować w Pucharze Świata, a także myślimy już też o Rajdzie Dakar!