🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Neony Heinze, słucham!

01.03.2022 09:23:41

Podziel się

Tę frazę usłyszałam kilkanaście razy przez cały czas trwania wywiadu. Gdy rozbrzmiewał sygnał dzwonka telefonu, Pan Piotr przerywał wywiad. Doskonale wie, że ja chwilę poczekam, a klient nie. I chociaż w przypadku naszego rozmówcy, którego firma od 55 lat nieprzerwanie rozświetla kolorami Poznań, o konkurencji nie może być mowy, to i tak lepiej dmuchać na zimne. Poznajcie Piotra Heinze z firmy „Reklama – Neony”.

ROZMAWIA: Karolina Michalak
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

To ile neonów było w Pana życiu?
Piotr Heinze: Ponad 2500. Mogę z pamięci wymienić Pani wszystkie neony, które wykonaliśmy, wskazać miejsca, w których wisiały i opowiedzieć anegdoty z nimi związane, bo z każdym z nich wiąże się ciekawa historia. A pamiętam, ponieważ nadzorowałem każde zlecenie i każdy etap pracy.

A może dlatego, że neony to nie tylko praca?
To nie praca. To pasja, która daje energię do działania, motywuje do rozwoju, inspiruje do kreowania ciekawych projektów i powoduje ciągłe zainteresowanie. Nie wyobrażam sobie zajmować się czymś, czego nie kocham i co nie pochłania wszystkich moich myśli. Ten, kto pracuje z pasji, jest wysokiej klasy fachowcem. Jeśli nie – jest zwykłym papudrakiem. Wie Pani, co to znaczy? Nie? Taki, który spier… swoją robotę!

Kiedy poczuł Pan, że neon to jest to?
Już jako mały chłopak biegałem po domu z kablami i podłączałem wszystko, byle się świeciło. Wszystkim mówię, że jestem urodzonym elektrykiem i Pani też to powiem, choć lekarz był innego zdania. Stwierdził, że moje serce jest zbyt słabe, abym zajmował się elektryką. Ale ja jestem przekorny. Jak mówią, że nie mogę, to udowadniam, że mogę. Dlatego nauki pobierałem w Technikum Energetycznym w Poznaniu, a później poszedłem na Politechnikę Poznańską i tak do dziś moje serce daje radę. Uśmiech.

A jak trafił Pan do Przedsiębiorstwa Państwowego Reklama?
Na Politechnice coś poszło nie tak i po drugim roku zrezygnowałem. Z perspektywy czasu myślę, że ten kierat i papier nie był mi do niczego potrzebny, bo przez całe zawodowe życie robiłem, to co chciałem. Zajęcia długo nie szukałem. 8 maja 1967 roku poszedłem do Przedsiębiorstwa Państwowego Reklama i powiedziałem, że chcę tam pracować. Szef zakładu nie miał wolnych etatów, ale urzekła go moja odwaga i determinacja. Dał mi szansę i zatrudnił. Co prawda w zaopatrzeniu, ale dzięki temu mogłem poznać specyfikę pracy zakładu. Po kilku miesiącach zostałem zwolniony, by mogli zatrudnić mnie ponownie, ale tym razem na wymarzonym stanowisku w dziale neonów.

Początek pracy w firmie zbiegł się z okresem rozkwitu reklamy świetlnej i polityką tzw. neonizacji Poznania.
Na wzór miast zachodnich polskie ulice miały mienić się kolorowym blaskiem. Odgórnym zarządzeniem neony wieszano w przestrzeni miejskiej przy głównych i najbardziej reprezentacyjnych ulicach: Święty Marcin, Plac Wolności, Gwarna i Głogowska. Ta ostatnia miała za zadanie dodatkowo rozświetlać kolorowo drogę gościom z zagranicy zmierzającym na tereny Międzynarodowych Targów Poznańskich. Właściciele sklepów nie mieli nic do powiedzenia, bo narzucano im neonową reklamę i na nich przerzucano comiesięczne koszty utrzymania. O całościowym, odgórnym projekcie rozświetlenia ulic, na przykład Gwarnej, może świadczyć fakt, że wszystkie 12 neonów, które dla różnych podmiotów gospodarczych wykonała nasza pracownia (patrząc od strony Okrąglaka po prawej stronie), były zapalane w jednym czasie przy pomocy zegara sterującego.

Które realizacje utkwiły Panu najbardziej w pamięci?
Neon Adrii – jednego z najpopularniejszych w latach 70. lokali w Poznaniu. Aby móc go zawiesić, trzeba było dobudować dwupiętrową ścianę. Neon składał się ze 154 programów. Napis zapalał się stopniowo, rozpoczynając od litery A, która sama w sobie posiadała 100 programów. Dodatkową komplikację stanowiła przestrzenność liter. Każda z nich posiadała front, tył i dwa boki. Najpierw, od dołu ku górze, zapalał się front, następnie jeden bok i kolejno drugi. Później zapalały się napisy, jeden po drugim, a dzięki takiemu zabiegowi uzyskaliśmy tak trudną do wykonania głębię. Na zdjęciach tego nie widać, ale neon świecił się wszystkimi odmianami czerwieni.
Ciekawa historia wiąże się również z odtworzeniem neonu Poznańskich Słowików, który powstał w 1974 roku. Po kilku latach ekspozycji postanowiono jednak neon rozebrać. Zwrócono się wówczas do mnie z prośbą o wycenę demontażu konstrukcji. Przygotowałem kalkulację, która przekraczała budżet przedsięwzięcia. Bardziej opłacało się pozostawić go na miejscu i pozwolić niszczeć. Dopiero w 2007 roku znalazł się sponsor, który podjął się sfinalizowania renowacji neonu. Ponowne uruchomienie odbyło się w 2007 roku podczas obchodów 80 urodzin Stefana Stuligrosza. Pamiętam to jak dziś. Staliśmy razem na balkonie po drugiej stronie ulicy. Stefan trzymał w ręku duży włącznik, po wciśnięciu którego miał się załączyć neon. Nie wiedział tylko, że to była imitacja. Na mój znak, w tym samym momencie, w którym Stefan Stuligrosz cisnął włącznik, pracownik, z którym byłem na łączach telefonicznych, rozświetlił neon.

Najdziwniejszy neon, jaki przyszło Panu wykonać?
Proszę za mną, do pokoju obok, to Pani pokażę. Pani spojrzy i powie, co widzi? Nic nie widzi, bo to nie neon! To tylko niebieskie tło i białe neonowe rurki w kształcie cyferek 997. Tu nigdzie nie ma podłączenia elektrycznego. To jest imitacja neonu wykonana na potrzeby filmu. Klient przywiózł wycięte w styropianie cyfry, a naszym zadaniem było tylko uformowanie szklanych rurek na ich wzór.

A jak powstawały miejskie neony?
Otrzymywaliśmy zlecenie realizacji neonu z Urzędu Miasta. Jako wykonawca, kierowaliśmy prośbę o przygotowanie projektu graficznego do Pracowni Sztuk Plastycznych, która mieściła się przy ulicy Wodnej 12. Po otrzymaniu projektu plastycznego przekazywaliśmy go do działu konstrukcyjnego i elektrycznego, które znajdowały się w naszej firmie i dopiero na tym etapie byliśmy w stanie oszacować kosztorys prac. W przeszłości na etacie zatrudnialiśmy dwóch rysowników. Proszę zwrócić uwagę, że plastyk i rysownik, to dwie różne osoby. Plastyk projektował w skali 1:10, a rysownik rysował w skali 1:1 to, co plastyk wymyślił. Na przykład litery neonu Hipolit Cegielski – Fabryka Pojazdów Szynowych miały wysokość 2 metrów, a koło zębate średnicę 7 metrów. Kolejno taki rysunek otrzymywał szklarz i na tej podstawie wykonywał neon. Rurki służące do tego celu wypełniało się luminoforem, czyli białym proszkiem odpowiedzialnym za zmianę kolorów. Natomiast, by neon świecił, należy zastosować gazy szlachetne: neon – czerwony i argon – niebieski. Rzadko ale jednak, korzysta się ze szkła kolorowego i wtedy luminofor powoduje, że kolory stają się bardziej wyraziste.

No a gdzie rysowaliście takie duże litery?
Wynajmowaliśmy sale gimnastyczne w szkołach i przenosiliśmy tam nasz warsztat pracy. Rozwijaliśmy rulony kalki, rysowaliśmy kratownice o wielkości 10 cm x 10 cm, aby odzwierciedlić mały projekt w odpowiednich proporcjach. Z kalki kolejno kopiowaliśmy na zwykły papier i przekazywaliśmy go na ślusarnię i na szklarnię.

Gdyby nie neony, to co?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Nawet gdy przyszedł kryzys, wierzyłem, że neony przetrwają i wróci na nie moda. Pierwsze tąpnięcie nastąpiło pod koniec lat 70., kiedy wskutek kryzysu gospodarczego nastąpił wzrost cen prądu i wiele neonów zgasło. Kolejna zapaść miała miejsce w 1989 roku. Wówczas, po znacznej redukcji zatrudnienia i nie chcąc wypaść z rynku, podejmowaliśmy się głównie prac wysokościowych, takich jak czyszczenie rynien czy obcinanie gałęzi.

Jakie były początki firmy?
Firma powstała w 1957 roku w Warszawie i wraz ze wzrostem zapotrzebowania i zainteresowania neonami, stworzono osiem oddziałów w większych miastach Polski, w tym i w Poznaniu. W kolejnych latach przeszliśmy pod skrzydła miasta Poznań, stając się przedsiębiorstwem miejskim. W 1993 roku wraz z 17 pracownikami założyliśmy spółkę, stając się w ten sposób firmą prywatną. 10 lat później zostało nas już tylko dwóch wspólników. A od 2008 roku jestem jej jedynym właścicielem, choć tak naprawdę, od stycznia 2022 roku to już syn zarządza Neonami.

Jest Pan człowiekiem sukcesu?
Całe życie robiłem to, co chciałem, ponieważ moja pasja była moją pracą. I to jest mój sukces!