🍂 Listopadowe wydanie dostępne na naszej stronie 🍁 zapraszamy do lektury 🍂 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🍁 POLECAMY  

Organizator:

Nie pamiętam życia bez szermierki

09.03.2022 10:47:37

Podziel się

Zaczęła trenować w wieku ośmiu lat i miała tylko sześciotygodniową przerwę na urodzenie syna Ignacego. Nie wyobraża sobie życia bez szermierki i w innym miejscu niż Poznań. Wraz synkiem są nierozerwalnym duetem w domu, na treningach, a nawet na imprezach sportowych. Na Puchar Świata w Szanghaju pojechali razem, gdy miał 5 miesięcy. W styczniu wraz z koleżankami z drużyny sięgnęła po medal, odnosząc największy sukces polskiego kobiecego floretu od 12 lat. O sporcie i macierzyństwie rozmawiamy z Mariką Chrzanowską.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIA: Łukasz Woźny, archiwum prywatne

Zacznijmy od ostatniego sukcesu. O tyle jest on ciekawy, że zawodniczka poznańskiego klubu, związana z Poznaniem, w Poznaniu sięgnęła w drużynie po brązowy medal w Pucharze Świata. To największy sukces floretowego teamu od 12 lat.
Jestem bardzo dumna z moich koleżanek i siebie, że osiągnęłyśmy ten sukces u siebie w domu. Będzie on nas mocno motywował do pracy w najbliższym czasie, a w perspektywie – do igrzysk olimpijskich w Paryżu, które będą już za dwa lata.

Skąd pomysł na szermierkę? To dyscyplina rozgrywana przy ograniczonym udziale kibiców, a nawet jeśli kibice są, to mają problem z oglądaniem zawodów, ponieważ pojedynki rozgrywane są na wielu planszach jednocześnie.
Jeśli chodzi o kibiców, to potrzebne są sukcesy, żeby kibice się tą dyscypliną zainteresowali. Tak, jak to było ze skoczkami. Dopóki nie pojawił się Adam Małysz, była to dyscyplina niszowa, a dzisiaj jest to sport narodowy. Myślę, że poznański sukces i te, które nadejdą, spowodują, że o szermierce stanie się głośniej. To był cel mojego trenera Mateusza Witkowskiego, który od nas odszedł (wypadek samochodowy – przypis JP) jesienią ubiegłego roku. Bardzo zależało Mu na propagowaniu szermierki.

Dlaczego zatem wybrała Pani wciąż mało medialny sport, który jest dość trudny do zrozumienia? Tutaj nie tylko samo trafienie ma znaczenie, ale także interpretacja sędziowska często decyduje o punkcie.
Zaczęłam uprawiać szermierkę, kiedy miałam osiem lat. To rodzice wprowadzili mnie na salę sportową. Mama pracowała w Toruniu z jednym z trenerów tamtejszego klubu. Spodobało mi się to, co zobaczyłam, pierwsze treningi. Szybko też zaczęłam osiągać pierwsze sukcesy i tak zostałam w tym świecie. Dzisiaj mam 27 lat, więc można powiedzieć o pełnoletności w szermierce. Nie pamiętam, jak wyglądało moje życie bez szermierki.

Czyli bez szermierki ani rusz?
Nie. Nawet będąc w ciąży, dopiero dwa tygodnie przed porodem skończyłam treningi, by powrócić na planszę po miesiącu od urodzenia Ignacego. Od pierwszego wejścia na salę do teraz, nie trenowałam tylko tych 6 tygodni!

To znaczy, że syn skazany jest na uprawianie szermierki…
Pozostawię Mu wybór. Ma dopiero trzy lata, a już biega z floretem.

Szermierkę uprawia także Pani siostra Julia.
Jest młodszą siostrą i zaraziła się ode mnie. Po roku mojego treningu, dołączyła. Spodobało Jej się to, co robię. Dzisiaj mocno się wspieramy i sobie kibicujemy, niektórzy mówią, że jak bliźniaczki. Spędzamy ze sobą tak dużo czasu na treningach, zawodach, że są to więzi silniejsze niż mają inne rodzeństwa. Wiele sukcesów na planszach krajowych i zagranicznych, to wspólne osiągnięcia. Startowałyśmy w jednej floretowej drużynie, w różnych kategoriach wiekowych, nawet w seniorskiej. Podobnie jak siostry Łyczbińskie.

Co Panią fascynuje w tym sporcie?
Sportowo fascynuje mnie przede wszystkim połączenie fizyczności i strategii. To są szachy na planszy. Dużo elementów składowych trzeba ze sobą zgrać, by osiągnąć sukces. Szermierka z boku wydaje się bardzo łatwa, ale jeżeli ktoś pojawi się na treningu (we wtorki o 20.00 w Warcie Poznań są treningi otwarte) to zobaczy, że nie jest prosto zgrać nogi z ręką, odpowiednio poruszać się i dorzucić do tego jeszcze taktykę.

We florecie musi Pani trafić rywalkę w korpus i kołnierz maski, w szabli i szpadzie miejsca trafień są inne. Czy będąc florecistką, można bez problemu zawalczyć z inną bronią?
W młodszych kategoriach wiekowych startowałam w różnej broni, ale podam przykład z najwyższej półki. Włoszka Arianna Erigo, wielokrotna medalistka igrzysk olimpijskich we florecie, wystartowała w szabli i stanęła na podium Pucharu świata w tej broni. To ewenement, ale potwierdzający, że da się odnosić sukces i we florecie, i w szabli. W obu dyscyplinach przyjmuje się właściwie tę samą pozycję szermierczą, trochę inaczej poruszamy się na nogach, ale nie wymaga to wiele zachodu, by się przestawić, szczególnie florecistom.

Jaka jest różnica w emocjach między indywidualną walką na planszy a drużynową?
Walcząc indywidualnie – odpowiedzialność spoczywa na jednej osobie. W teamie pojawia się dodatkowy stres – odpowiedzialność za wynik zespołu, świadomość, że słabszy wynik może pogrążyć to, co zrobiły koleżanki.

W walkach często zdarza się, że nawet w kilka sekund można odrobić dużą punktową stratę. Jak to jest możliwe, że zdobywa się 6–7 punktów w 40 sekund?
W pojedynku na igrzyskach olimpijskich w Londynie włoska multimedalistka Valentina Vezzali zadała w 9 sekund 3 trafienia. Kiedy prowadzisz, nie jest to tak naprawdę komfortowa sytuacja. W głowie rozgrywa się walka obok tej na planszy. Pojawiają się myśli, czy utrzymać wynik, czy zadać kolejne trafienia, by pogrążyć rywalkę. Wtedy zdeterminowany przeciwnik ma szansę, by odmienić losy pojedynku.

Sport w czasie pandemii to chyba inna rzeczywistość. To, co się dzieje z badaniami podczas igrzysk zimowych w Pekinie, budzi wątpliwości, czy o wyniku decydować będzie dyspozycja chwili, czy inne elementy.
W pandemii wiele zawodów odwołano, a to nie jest bez znaczenia. Ich brak w szermierce powoduje spory problem finansowy. Nie mamy zbyt wiele szans na zdobywanie licencji mistrzowskich, które decydują o przyznawaniu stypendiów sportowych. Nie wyjeżdżamy na zgrupowania międzynarodowe. Uciążliwe są też stałe badania, kiedy wychodzą niespodzianki, jak u naszej łyżwiarki Natalii Maliszewskiej. Nie wyobrażam sobie, co ona czuła, bo czteroletni okres przygotowań to czas poświęceń i wyrzeczeń podporządkowany zbudowaniu życiowej formy. Moim zdaniem takie sytuacje psują ideę szlachetnej rywalizacji i wpływają demotywująco.

Dlaczego wybrała Pani Poznań na kontynuację swojej kariery?
Tradycje poznańskiego floretu były nie bez znaczenia, ale tu jest też trener kadry Paweł Kantorski. Na przyjazd namawiał mnie także Mateusz Witkowski. To był najlepszy wybór, jakiego mogłam dokonać.

Jak Pani się czuje w Poznaniu?
Mieszkam tu od ośmiu lat. Czuje się poznanianką. Żartobliwie powiem, że jestem bardziej pyra niż piernik, chociaż pyry uwielbiałam też w Toruniu. Dla mnie i mojej siostry Poznań stał się domem. Chcemy tu zostać i tu dalej pleść swoje życie. Mieszkam koło parku Wilsona, to miejsce dobrych wspomnień. Kojarzę je z pierwszymi spacerami, spacerami z dzieckiem, tam też biegam – natura w samym sercu miasta.

Łączenie sportu z wychowywaniem dziecka wymaga dobrej organizacji.
Bycie mamą i sportowcem nie jest łatwe. Mój synek jest bardzo wyrozumiały. Towarzyszy mi we wszystkich zgrupowaniach. Kiedy miał 5 miesięcy zabrałam go do Szanghaju na Puchar Świata. Jesteśmy zgranym duetem szermierczym, bo żyjemy sami z Ignacym. Razem chodzimy na treningi, gdzie jest w stanie zająć się sam sobą, wie że nie może przeszkadzać, kiedy trenuję. Bierze też często floret i potrafi trafiać w tabliczkę. Obecnie jestem jedyną mamą, ale sądzę że po Paryżu drużyna małych zawodników może się powiększyć. Generalnie nie ma odpowiednich warunków, czy programu dla mam sportsmenek. To nie wpływa dobrze na treningi, ani na opiekę nad dziećmi. Poważnym problemem było przesunięcie igrzysk o rok. Wiele kobiet planuje ciąże po najważniejszych zawodach, by po urodzeniu móc przygotować się do kolejnej kluczowej imprezy. Brak wsparcia powoduje, że kobiety boją się macierzyństwa, odkładają je często na zbyt daleką przyszłość, co rodzi kolejny problem. Ciało sportowca jest wyeksploatowane, narażone na wiele urazów, co może doprowadzić do tego, że jest za późno na dziecko. Mam duże szczęście, że trenerzy i koleżanki mnie wspierają. Ignacy czasami mówi mi, że chce do mojej siostry i do koleżanek z drużyny. Wszystkie Go bardzo kochają, są Jego ciociami.

W wolnym czasie...
Kończę studia magisterskie na wydziale dziennikarskim i nauk społecznych na kierunku reklama i promocja. Studiuję razem z siostrą, licencjat też kończyłyśmy razem na tym samym kierunku. W wolnym czasie zajmuję się marketingiem dla Warty, prowadzeniem social mediów.

Cel najbliższy?
Najbliższy to marcowy Puchar Świata w Meksyku, docelowy – igrzyska w Paryżu. A po zakończeniu kariery, chcę uruchomić sekcję szermierki dla dzieci na wózkach i zająć się nią na poważnie.