Organizator:

Nie tylko od święta

01.12.2020 12:29:39

Podziel się

To było kilka lat temu. Pielgrzymując w kierunku Asyżu, dotarłem z grupą studentów do Greccio, małej miejscowość niedaleko Rieti. Do historii świata przeszła jako miejsce, w którym św. Franciszek w 1223 roku wybudował pierwszą szopkę bożonarodzeniową. Tak, tak, to co dziś uważamy za nieodłączny element naszych świąt, pojawiło się dopiero tysiąc dwieście lat po nadrodzinach Jezusa. Pamiętam jaki żar lał się z włoskiego nieba i nas szukających odrobiny cienia. Korzystając z uprzejmości kustoszów sanktuarium, odprawialiśmy mszę śpiewając w lipcu „Bóg się rodzi, moc truchleje”.

Roman Bielecki – dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, do zakonu dominikanów wstąpił w 2002 roku. Od 2010 r. jest redaktorem naczelnym miesięcznika „W drodze”. Mieszka w poznańskim klasztorze przy ul Kościuszki. W niedzielę celebruje msze o godz. 21.00. Ostatnio wydał książkę Dwa grosze. O Bogu bliskim.

Zmęczeni miesiącami pandemii, docieramy do świąt, które – jak każdy dobrze wie – mówią o tym, że Bóg stał się człowiekiem. Dodajmy – stał się nim nie na chwilę, ale na zawsze. A to znaczy, że ci, którzy potrafią przyjąć i uszanować człowieczeństwo swoje i innych, już przez to się z Nim spotykają. Ta prawda jest szokująca, bo od tamtego betlejemskiego momentu dwa tysiące lat temu, nic co ludzkie nie jest Bogu obce. Pomyślmy o ile łatwiej przychodzi nam mówić o Jego wielkości, cudach i nauczaniu tłumu, a jak trudno przyjąć, że najpierw sikał w pieluchy, ząbkował i uczył się chodzić, tak jak każde dziecko. Że płakał, bolały go nogi, brakowało Mu pieniędzy, musiał spać i jeść.

Święta Bożego narodzenia streszczają się w haśle, które kiedyś podpatrzyłem na transparencie wiszącym nad drzwiami pewnego kościoła – bądź jak Bóg i stań się człowiekiem. Muszą to sobie dziś przypominać wszyscy bez wyjątku, a w szczególności ludzie Kościoła. Zarówno ci stojący u jego sterów, jak i szeregowi chrześcijanie. Bo choć to prawda znana od wieków, że nauczanie Jezusa kładzie silny akcent na świadectwo, bycia solą i światłem dla świata, to w tym roku się okazało, że niebezpiecznie zawęziliśmy to przesłanie do bieżących politycznych rozgrywek, zwierania szeregów, palenia mostów i budowania murów. Zapominając, że bycie uczniem, to nie tylko zmaganie o wejście do nieba, ale także troska o to, by ziemski los bliźnich w jak najmniejszym stopniu przypominał piekło. Zapamiętajmy to dobrze. Jedyny znany opis sądu ostatecznego, który znajdziemy w Ewangelii, mówi o rozliczeniu nie na podstawie znajomości przepisów katechizmu czy wyuczenia na pamięć wersetów Pisma Świętego. Jedyne punkty do ankiety, którą każdy z nas będzie musiał kiedyś wypełnić, brzmią: czy gdy byłem głodny, spragniony, nagi i chory, pomogliście Mi? Nic więcej.

I o tym właśnie są te święta. O tym, by z uporem i bez wytchnienia, bez względu na okoliczności, wcielać w życie troskę o drugiego człowieka: w politykę, w Kościół, w ekonomię, w nasze spory i wspólne życie. Czy chcemy, czy nie, żyjemy obok siebie w tych samych domach, mijając siebie na tych samych ulicach.

Najlepszym ku temu narzędziem jest wigilijny opłatek, który za chwilę weźmiemy do ręki stając przed sobą i niezdarnie kalecząc słowa życzeń. Dla chrześcijan to oczywisty symbol eucharystii – największej Miłości, której mają być świadkami. Dla wszystkich innych znak nadziei, że dopóki się nim przełamujemy, dajemy sobie dowód, że można przekroczyć zapiekłe podziały i mówić do siebie ludzkim głosem, nie tylko od święta.