Organizator:

O dwóch takich dużych, którzy razem podbiją świat

25.01.2021 12:25:46

Podziel się

Po zakończeniu kariery sportowej, podczas której zdobył naręcza medali, w tym ten najważniejszy – olimpijskie złoto, zdecydował się na politykę. Nie chciał już mieć nic wspólnego z treningami, poceniem się, siedzeniem na siłowni. Nawet jako trener. Chciał walczyć o polski sport, ale inaczej, swoim głosem w Sejmie. Jednak ciągnie wilka do lasu, a w zasadzie pociągnął Go Paweł Fajdek, mistrz, który potrzebuje wsparcia, by zdobyć medal na nadchodzących igrzyskach. Szymon Ziółkowski i Paweł Fajdek, czyli trener i zawodnik, mistrz i mistrz, stworzyli duet, który może przenosić góry. Jako kibice mamy nadzieję, że sprawi też złotą niespodziankę.

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Archiwum

Kiedy rozmawialiśmy p
ółtora roku temu, to powiedział Pan, że już nie chce wchodzić do koła, siłownie omija Pan z daleka, a jak sport, to tylko golf. Co się zmieniło, że zdecydował się Pan jednak powrócić?

Wróciłem, ale jednak w trochę innej roli. Nie jako ten męczący się na treningach, tylko ten stojący z bacikiem. Dlaczego? Dlatego, że jest to bardzo ciekawe wyzwanie i to akurat przed igrzyskami. Tak się złożyło, że nie odbyły się w zeszłym roku. Będą, miejmy nadzieję, w tym. Gdyby przyszła propozycja, że mam się zająć młodymi zawodnikami, to bym się nie podjął. Na razie nie widzę się jeszcze w roli trenera kształtującego zawodnika od podstaw. Po rozmowie z żoną podjęliśmy decyzję, że warto pochylić się nad tym wyzwaniem. Do igrzysk nie zostało tak wiele czasu, więc walczymy.

Czyli poza Wiejską i gmachem sejmowym jest życie? Nie ma pustki?

Oczywiście, że jest. Cały czas na walizkach. Wcześniej zamieniłem Spałę na obóz na Wiejskiej, a teraz obóz na Wiejskiej zamieniłem na obóz w Spale. Na razie między tymi dwoma światami krążę.

Paweł Fajdek uchodzi za sportowca o trudnym charakterze. Kiedy Pan startował, mówiło się tak o Panu. Jak takich dwóch twardych facetów o nie najłatwiejszych charakterach wytrzymuje ze sobą?

Konkurencja, którą ja uprawiałem, a Paweł uprawia, wymaga twardego charakteru. To jednak nie jest przyjemny sport. Treningi i zawody są trudne, męczące, często w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. To wymaga samozaparcia. Nie sądzę, żebyśmy mieli powód, żeby te charaktery musiały się ze sobą spierać, bo ja nie mam zamiaru w sposób siłowy niczego narzucać. Uważam, że z niewolnika nie ma pracownika. Sport jest dziedziną, w której narzucanie czegokolwiek przez trenera, nie przynosi odpowiednich rezultatów. Szczególnie zawodnikowi ukształtowanemu, jakim jest Paweł.

To jest już mistrz. Paweł Fajdek nie jest zawodnikiem bez dorobku.

Jego nie trzeba uczyć rzucania, tylko z Nim trzeba wygrać igrzyska olimpijskie. W tym momencie bardziej niż teoretyk potrzebny jest praktyk jako trener. Wydaje się, że to jest rola dla mnie.

Na olimpiadę, chodzi mi o tę, na której zdobył Pan medal, wróci Pan po 21 latach.

Ostatni raz na igrzyskach byłem w 2012 roku, ale rzeczywiście od zdobycia medalu minie 21 lat.

Celujecie Panowie w medal? Nie macie innego wyjścia! Dwaj Mistrzowie!

W przypadku Pawła celujemy w złoty medal. Uważam, że każde inne miejsce, przy tym poziomie rzutu młotem, który obecnie jest na świecie, byłoby dla Niego porażką. Aczkolwiek nie wiemy, co się w tym roku wydarzy. Ja chciałbym wrócić z igrzysk olimpijskich zadowolony z występu. Jeżeli zdarzyłoby się tak, że Paweł rzuci rekord Polski 84 metry i zajmie czwarte miejsce, to też będziemy z siebie zadowoleni, bo będziemy wiedzieć, że dał z siebie wszystko. Nie spodziewam się takiej sytuacji. Najważniejsze jest to, żeby wystartować na miarę swoich możliwości. Przygotowujemy najlepszy start w sezonie i będziemy się starali zrobić wszystko, żeby tak było.

A w jakiej formie jest teraz Paweł Fajdek? Jak Go Pan ocenia? Jakie ma mocne strony?

Jak na razie rozpoczynamy ze sobą współpracę. Jesteśmy dopiero po pierwszym zgrupowaniu, gdzie byliśmy przez 11 dni w Karpaczu.

No właśnie czytałam, że biegaliście po górach.

Bieganie to jest za dużo powiedziane. Raczej spacerujemy po górach. Dla takich dużych misiów jak my, to w zupełności wystarczy. To był taki bardzo wprowadzający obóz. Teraz jesteśmy na pierwszym zgrupowaniu związanym z treningami. Dzisiaj po raz pierwszy Paweł rzucał młotem. Jak na razie zawodnik żyje. Zobaczmy, co będzie jutro, bo to zazwyczaj następnego dnia wychodzi i jest wesoło. Jeszcze dzisiaj była siłownia. Jutro rano spodziewam się wykrzywionej twarzy, ale zawodnik z takim doświadczeniem i po tylu latach treningów zdaje sobie sprawę z tego, że tak musi być. Te kilka dni trzeba będzie przecierpieć. Mam nadzieję, że będzie zdrowy. Na razie wygląda to dobrze. I oby w zdrowiu dotrzymać do startu w igrzyskach.

Rozumiem, że trener nie będzie miał takiej wykrzywionej grymasem twarzy, bo trener się nie męczy?

Część treningów wykonuję z Pawłem. W szczególności treningi sprawnościowe: piłki lekarskie, płotki, przebieżki. Jeśli chodzi o siłownię, trzymam się swojego stwierdzenia, że obchodzę ją z daleka. Wchodzę tylko, by asystować. Na razie niczego nie tykam.

Do koła Pan też nie wchodzi?

Nie ciągnie mnie specjalnie. Może bliżej sezonu rozpocznę jakieś siłowe przygotowania do golfa, żeby poprawić swoją grę, ale do tego jeszcze daleko.

W sporcie przydaje się zarówno rozum, umiejętności, ale też i szczęście.

Łut szczęścia jest bardzo ważnym elementem.

Czyli na olimpiadzie w rzucie młotem mamy złoty medal. Proszę nie potwierdzać ani nie zaprzeczać. Wierzę, że tak będzie, bo takich dwóch misiów, jak Wy, da radę.

Skoro Pani tak mówi. Ja też wierzę, bo inaczej bym się tego zadania nie podjął.