Organizator:

Olimpia, która boksem stała

13.05.2021 16:17:12

Podziel się

Wchodząc do środka ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. Nieomal słychać jeszcze uderzenia pięści, krzyki widzów, podpowiedzi trenerów, charakterystyczne skrzypienie rękawic. Dookoła roznosi się ten zapach… Dla jednych piękny, bo kojarzący się ze sportem, dla innych raczej nieprzyjemny. Zapach potu i starych trampek. Tak było jeszcze kilka tygodni temu. Dziś słychać walenie młotów, wysypywania gruzu do kontenera, pokrzykiwania ekipy. Po kilkudziesięciu latach rozpoczął się remont generalny, który zmieni wnętrze legendarnej hali Olimpia.

TEKST: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt, archiwum

Poznaniacy doskonale znają to miejsce. Wielu z nich w latach 70., 80., a nawet jeszcze 90. ubiegłego wieku przyjeżdżało tutaj na mecze bokserskie. I chociaż oficjalny adres hali Olimpia to ulica Promienista, to tak naprawdę wejście do niej znajduje się na uliczce Obozowej.

Pierwsze rękawice, pierwsze randki

Pamiętacie? Zdzisław Nowak i wielu, wielu innych wspaniałych pięściarzy. Mecze między klubami, treningi, stary ring i te wnętrza pamiętające historie sprzed wielu lat. Potem jeszcze było judo i mecze koszykówki.

– To pod tą halą umawiałem się na pierwsze randki – wspomina Kazimierz Kałkowski. – Jako młody chłopak zapisałem się na treningi pięściarskie, żeby zaimponować koleżankom. Nic z tego nie wyszło, bo byłem słaby, ale mogłem opowiadać i umawiać się pod halą na spotkania. Pierwsze rękawice, które miałem, pamiętały bardzo wielu takich jak ja. Zużyte, popękane, przepocone, ale trener mi powiedział, że na lepsze trzeba sobie zasłużyć. I tak przez wiele godzin biłem w nich worki. Na ringu walczyłem pewnie ze dwa razy. Sporo moich kolegów też tutaj ćwiczyło. To było miejsce doskonale znane wszystkim mieszkańcom Grunwaldu, ale też i miłośnikom boksu z całego miasta.

Mekka dla fanów boksu

– Przez wiele lat, w każdą niedzielę, spotykaliśmy się w hali Olimpia na meczach bokserskich – wspomina Pan Władysław, poznański taksówkarz. – Trzeba było przyjechać wcześniej, żeby zdobyć bilet, bo było bardzo wielu chętnych do zobaczenia pojedynków. Bardzo często znakomitych pięściarzy. Pamiętam atmosferę podekscytowania, okrzyki kibiców zagrzewające ulubieńców do walki. Ta niewielka hala miała niesamowitą atmosferę. Najlepiej było stanąć albo pod samym ringiem, albo dostać się na balkon i stamtąd, z góry obserwować mecz. To nie był nowoczesny obiekt. Nawet wtedy daleko mu było do luksusów, ale to była mekka dla wszystkich chcących poczuć boks. I jeszcze jedno. Ta hala miała swój własny zapach, który czuło się już od wejścia.

– Kilkadziesiąt lat temu w niedziele Obozowa cała była zastawiana samochodami. Stały wszędzie. Nie dawało się przejść często do furtek domów – opowiadają mieszkańcy okolicznych domków jednorodzinnych. – Często nie było mowy, żeby w niedziele przed południem wyjechać z garażu. Z przystanku tramwajowego na ulicy Grunwaldzkiej szły tłumy, najczęściej mężczyzn. Wszyscy do hali Olimpia na mecze bokserskie. W ciepłe dni drzwi do hali były otwarte i słychać było, co tam się dzieje. Potem wszystko cichło.

Zabytkowe kocie łby

Hala Olimpia to zabytek, tak jak Obozowa – króciutka uliczka z kocimi łbami, po których trudno jest przejechać samochodem. Łączy ulicę Grunwaldzką i Promienistą. Była projektowana już w 1911 r., jednak wytyczono ją w roku 1937. Nazwa pochodzi od poniemieckich Nowych Koszar Taborów, zbudowanych w 1914 roku, potem służących Wojsku Polskiemu jako m.in. Koszary Strzelców Konnych. Po stronie wschodniej, na terenie zajmowanym od 1896 roku przez cmentarz ewangelickiej parafii św. Pawła zlikwidowany po 1945 r., znajduje się skrawek Parku Manitiusa, ewangelicko-augsburski kościół Łaski Bożej, poświęcony w 2004 i budynki parafialne, dalej zabudowania Centrum Szkolenia Policji, z salą sportową przy ul. Promienistej, pozostałą z dawnych koszar. Strona przeciwna zajęta jest przez zabudowę jednorodzinną, w większości z drugiej połowy XX w.

Mało ludzi wie, że budynki, które obecnie należą do policji i parafii ewnagielicko-augsburskiej, to dawna część nowych koszar, które powstały pierwotnie dla 2. Pułku Huzarów pomiędzy ówczesną wsią Jeżyce a Bartholdowem, w zachodniej części pierścienia twierdzy.

Zabytkowa ujeżdżalnia

W 1913 roku rozpoczęto budowę nowego kompleksu koszarowego. Miały w nim zamieszkać oddziały taborowe. Był w całości murowany; posiadał dwa budynki koszarowe (większy dla pododdziałów a mniejszy dla dowództwa), krytą ujeżdżalnię, dwie stajnie, wozownię, kuźnię i budynki gospodarcze. I właśnie hala Olimpia to dawna kryta ujeżdżalnia. Bokserzy już kilkanaście lat temu opuścili halę. I choć próbowali potem ją jeszcze odzyskać – nie wrócili już do niej.

Zapach pozostał

Nam natomiast udało się zajrzeć do budynku tuż przed rozpoczęciem generalnego remontu. Oprowadzali mnie instruktorzy Wydziału Kadr i Szkoleń Komendy Wojewódzkiej Policji.

Po wejściu na lewo znajdowała się sala treningowa mniejsza, gdzie przede wszystkim ćwiczono. Ta duża sala znajdowała się na prawo od wejścia. Na parterze i na piętrze były jeszcze szatnie dla zawodników, pokoje kierownika i instruktorów, łazienki. Żadnych wygód, a wystrój sprzed 50–60 lat. Na ścianach jeszcze klubowe napisy. Jedyny luksus to sauna także sprzed wielu lat, ale trenujący zawodnicy mogli w niej regenerować siły. Nad wszystkim unosi się ten zapach, który tak dokładnie wszyscy zapamiętali.

Będzie nowoczesne centrum szkolenia

– Starego ringu już nie ma – mówią instruktorzy Wydziału Kadr i Szkoleń Komendy Wojewódzkiej Policji. – Teraz te dwie hale zostaną dostosowane do potrzeb szkolenia policjantów. Powstanie salka multimedialna. Jest już siłownia, będą odpowiednie szatnie. Niestety, będzie to już tylko obiekt zamknięty, niedostępny dla ludzi z zewnątrz.

Remont zakłada nawet zrywanie tynków, bo są w złym stanie. Być może pod kolejnymi warstwami farby znajdują się napisy jeszcze z niemieckich czasów. Nie wiadomo, co tam tak naprawdę się uda odkryć. Wcześniej zostały już wymienione ogromne okna.

– Wszystkie prace przeprowadzane są od opieką konserwatora zabytków – dodają instruktorzy. – Jest to zabytek i nie możemy niczego robić samowolnie. Chcemy zachować zabytkowy budynek, ale go unowocześnić i dostosować do naszych potrzeb.

Tak kończy się historia związana z boksem, końmi, taborami, a rozpoczyna zupełnie nowa, inna. Warto będzie zajrzeć do tych starych pokoszarowych budynków podczas kolejnej Nocy Muzeów i posłuchać opowieści, kto z kim tutaj walczył i co było i jest w kolejnych zabytkowych budynkach pozostałych po nowych koszarach.