Organizator:

Pod skrzydłami Amaroka

10.08.2020 15:20:18

Podziel się

Kiedy dowiedziałam się, jaki samochód będę testować, zastanawiałam się, czy się polubimy. Był sporych gabarytów, dostojny, poważny, a ja przy nim wyglądałam jak mała dziewczynka. Może tak właśnie miałam się poczuć… Wsiadając, nie wiedziałam jeszcze, że nasza pierwsza wspólna podróż rozwieje wszystkie moje wątpliwości i nie będę chciała z niego wysiadać. Dbał o mnie każdego dnia udowadniając, że dokonałam właściwego wyboru, nawet wtedy, kiedy poznańskie ulice zamieniły się w potoki, które zamiast utrudnić mu jazdę, dodawały jedynie odwagi...

TEKST: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Stał przed salonem Volkswagen Poznań Centrum schowany pomiędzy dwoma innymi modelami. Czarny, wysoki, długi na sześć metrów, z poważną miną, może nawet na mnie czekał. Sebastian Szymański, specjalista ds. sprzedaży, prowadził mnie do niego, co nieco opowiadając. Przyznam bez bicia, że w pewnym momencie przestałam Go słuchać, skupiając się na moim Amaroku. Niemiecki pickup z każdej strony wyglądał wyjątkowo potężnie i solidnie. 20-calowe koła, chromowany tylny zderzak, ogromna paka podkreślały styl tego samochodu. Wiedziałam, że nie da mi się bać, nawet w ekstremalnych warunkach.

Zaczęło się niewinnie…

Wsiadając, od razu poczułam, że w tym samochodzie wypocznę. Elektrycznie sterowany, duży, skórzany fotel dopasował się do mnie, uwzględniając odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Wiedziałam, że nawet osoby z poważnymi schorzeniami będą podróżować tutaj bez bólu. I wtedy odkryłam jeszcze jedną opcję – możliwość zmiany długości siedziska. Bomba! W środku prezentował się klasycznie i pięknie jak na volkswagena przystało. Czarna podsufitka nadawała luksusowej atmosfery. Silnik uruchomiłam klasycznie, kluczykiem. Pracował cichutko, może nie chciał mnie denerwować.

…a potem pokazał mi swoje oblicze…

Volkswagen Amarok powitał mnie stosownym komunikatem, a ponieważ było gorąco, zadziałała bez zarzutu automatyczna klimatyzacja. Ruszyłam. I tu zaczęła się prawdziwa przygoda. Pomimo długiego pierwszego biegu, ośmiostopniowa automatyczna skrzynia biegów bardzo płynnie przyspieszała. Miałam wrażenie, że jadę małym, lekkim autem, a nie wielkim pickupem. Tryb sportowy przekładni dodawał mu jeszcze większego charakteru. Przyspieszałam zdecydowanie szybciej niż inni, zostawiając „przeciwników” daleko w tyle, jak osobówką. Przy jeździe na autostradzie mocno trzymał się drogi, także w zakrętach, dzięki czemu ja odpoczywałam delektując się jazdą, bez stresu i zbędnych kombinacji. O to dbał stały napęd na cztery koła, który zapewniał dużą przyczepność na każdej nawierzchni. I tu zdziwiło mnie niskie, jak na ten typ samochodu, spalanie, bo przy stałej prędkości 90 km/h wystarczało mu 7,4 l/100 km. Średnie spalanie przy jeżdżeniu po mieście, 258 KM i silniku 3.0 V6, na trasie i w terenie (a trochę się „bawiłam”) wynosiło 11 litrów – świetny wynik. Dzięki dużej ilości schowków, mogłam przechować wiele rzeczy w aucie zamiast w torebce. Szybkie ładowanie telefonu zapewniły wejścia USB – również na wyciągnięcie ręki.

…był pomocny, bezpieczny i pakowny…

Wykazał się już przy pierwszej ulewie. Podczas gdy moi koledzy kierowcy z trudem przejeżdżali pod wiaduktami, gdzie droga przypominała rwący potok, ja nie martwiłam się o nic. Śmiało pokonywał wodę, dodatkowo pokazując mi, że żadne anomalia pogodowe nie stanowią dla niego przeszkody. Nawet pomogliśmy kilku kierowcom wydostać się z tarapatów. Był moim oparciem, które w tamtych warunkach było niezwykle potrzebne. Nie ucierpiały nawet zakupy na pace, szczelnie zamknięte pod roletą. Volkswagen Amarok największą frajdę sprawił mi, kiedy odbiłam z ulicy w teren. Pokonywał wszelkie nierówności z niezwykłą precyzją, jakby był do tego stworzony. Nie miał problemu nawet z gęstym piaskiem, po którym jechał równo, nawet z obciążeniem na pace. Skręcanie dawało mi równie dużo satysfakcji, bo ani przez chwilę nie poczułam, że nad nim nie panuję. W międzyczasie zabawiał mnie muzyką, którą też mogłam się pobawić – wyposażony jest w nowoczesne multimedia z dostępem do Internetu. Kiedy słońce zachodziło, zmieniała się moc świateł, dokładnie oświetlając mi drogę. W środku znajdowało się także oświetlenie paki, a długie światła były kompatybilne z listwą na dachu, co dawało efekt dnia w środku nocy.

…i szkoda było mi go zostawiać.

Wracałam do domu po dwugodzinnej podróży wcale nie zmęczona, a zrelaksowana. Czujniki parkowania, zlokalizowane z przodu i z tyłu oraz kamera parkowania pomogły mi postawić samochód pod blokiem bez zbędnego manewrowania. Cieszyłam się, że gdy wysiadałam, Amarok oświetlał mi wyjście i sygnalizował, że mam pamiętać o telefonie.

Volkswagen Amarok może spokojnie stanowić wzór w tej klasie. To auto, z którym chciałoby się zostać na dłużej i zaprzyjaźnić. Przyda się nie tylko przy szybkim przejeździe przez miasto, ale na zakupach, na autostradzie i w terenie, w którym naprawdę udowadnia, że może wszystko. Mieszkacie na wsi lub w lesie? Koniecznie kupcie to auto. Chciałam zatrzymać go na dłużej, ale kolejny kierowca nie mógł doczekać się już spotkania z nim. Pomachałam mu na „do widzenia” i wróciłam do swojego świata, chociaż do dziś wspominam go jako jedną z największych motoryzacyjnych przygód mojego życia.