Organizator:

Postpandemiczny świat dziecka

02.02.2021 12:29:29

Podziel się

Od kilku miesięcy wszyscy toniemy w morzu lęku, niepewności, odstępstw od najbardziej podstawowych, ważnych dla nas zwyczajów, braku jakiejkolwiek rutyny i niemożności zaspokajania swoich potrzeb. Obserwacje społeczne, jak i doświadczenia kliniczne pokazują, że wiele dzieci „odchorowuje” gwałtowne zmiany w ich życiu, które miały miejsce na przełomie ostatnich kilku miesięcy. – Zdrowie naszych dzieci bardzo zależy od tego, jak my dorośli sobie z tymi trudnościami poradzimy – przekonuje dr Paulina Gołaska-Ciesielska.

ROZMAWIA: KLAUDYNA BOGURSKA-MATYS 
ZDJĘCIE:
UNSPLASH 

Dzieci prawie od roku siedzą w domach. Tylko na kilka tygodni wróciły do szkoły, do swojej normalności – jednak i to szybko im zabrano. Jaki to ma wpływ na ich zdrowie psychiczne?

Dr Paulina Gołaska-Ciesielska, psycholog z Centrum Wspierania Relacji Fundacja RELACYJNI: Nie będzie pewnie dziwne, gdy odpowiem, że bardzo duży. Niestety, zarówno obserwacje społeczne, jak i doświadczenia kliniczne pokazują, że wiele dzieci „odchorowuje” gwałtowne zmiany w ich życiu, które miały miejsce na przełomie ostatnich kilku miesięcy. My, dorośli, sami przecież byliśmy tymi zmianami zatrwożeni. Wielu z nas pierwsze tygodnie marcowego lockdownu wspomina jako niezwykle trudne, a dysponujemy zdecydowanie bardziej rozwiniętymi strategiami radzenia sobie ze stresem i, przede wszystkim, analizy poznawczej dziejących się wydarzeń niż najmłodsi. Niekiedy wydaje nam się, funkcjonuje gdzieś w przestrzeni społecznej takie przekonanie, że dzieci nie rozumieją, więc (i tutaj w domyśle „najczęściej”) nie przeżywają różnych sytuacji, że to ich nie dotyczy. Przez długie lata wierzyliśmy w taki stan rzeczy. Na szczęście współcześnie wiemy bardzo dobrze, że dzieci już od pierwszych chwil swojego życia są niezwykle wrażliwe emocjonalnie na to, co się dzieje wokół nich, a fakt, że nie rozumieją, pogarsza wręcz sytuację. Powoduje bowiem, że stają się właściwie w tym swoim przeżywaniu zależne od nas dorosłych i od tego, jakie znaczenie, jaki sens my tym zdarzeniom nadamy. Jeśli wydarza się coś, czego dziecko nie jest w stanie pojąć i wokół siebie ma przestraszonego, bezradnego dorosłego, samo najpewniej przerazi się i być może również odczuje dojmującą bezradność. Gdy jednak w tej samej sytuacji doświadczy kontaktu z kimś, kto zachowuje spokój, a przynajmniej jest świadomy swoich uczuć, rozumie, co się z nim samym w tej sytuacji dzieje i jest w stanie to przekazać dziecku wraz z wiedzą dotyczącą sytuacji zewnętrznej, dziecko z dużym prawdopodobieństwem nie utraci poczucia bezpieczeństwa, a przynajmniej nie na tyle, aby zakłóciło poważnie to jego rozwój.

Dzieci przed komputerami spędzają wiele godzin dziennie, ich relacje z kolegami są bardzo mocno ograniczone, a czas wolny spędzają zazwyczaj w domu. Dużo się mówi o tym, jak wiele osób cierpi z powodu pandemii. Mam jednak wrażenie, że dzieci i młodzież są tutaj pomijane.

Nie umniejszając rangi problemu, wydaje mi się, że kwestia pomijania czy zapominania w natłoku zdarzeń o potrzebach danej grupy osób dotyczy nie tylko najmłodszych, ale też np. dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Gwałtowne zmiany mające na celu uchronienie nas przed globalnym zarażeniem się i gwałtownym rozprzestrzenieniem wirusa wywołały wiele silnych emocji, które – gdy nie zaopiekowane przez innych (w sposób formalny lub nieformalny) – mogą skutkować poważnym kryzysem psychicznym. Wydaje się, że działania podejmowane na przełomie ostatnich miesięcy bardzo mocno skupiały się na ochronie zdrowia fizycznego, ale odbiły się rykoszetem na naszym zdrowiu psychicznym i emocjonalnym dobrostanie. Te konsekwencje odczuwalne będą jeszcze przez długi czas.

Z czym dzieci nie radzą sobie najczęściej?

Wiele oczywiście zależy od indywidualnej konstrukcji psychicznej dziecka. Czy jest ono osobą bardzo wrażliwą, na ile rozwinięte ma zasoby w postaci odporności i sprężystości psychicznej (tzw. rezyliencji), jakie są możliwości uzyskania wsparcia w najbliższym otoczeniu itp. Niemniej wydaje się, że przynajmniej kilka czynników dość często powtarza się w doświadczeniach tych dzieci, z którymi współpracujemy w Centrum. Pierwsza grupa to czynniki związane ze zmianami w codziennym życiu, które zostały wprowadzone od marca 2020 – zamknięcie szkół, zamknięcie restauracji, galerii, kin, niemożność wyjścia na spacer czy samodzielnej zabawy na dworze, konieczność zakładania maseczki, mycia rąk. Wszystkie te zmiany, do których nam dorosłym było niekiedy trudno się przyzwyczaić, były odczuwalne również przez dzieci i w jakiś sposób – najczęściej w postaci tzw. „trudnych zachowań” – odreagowywane. Co istotne, reakcje te mogły być i mogą nadal być odroczone, tzn. pojawiać się po dłuższym czasie od wystąpienia danego bodźca stresowego. Drugą grupą czynników, działającą niekorzystnie niestety cały czas, są aktualne możliwości uczenia się w formule zdalnej. Dla wielu dzieci zmiana ta była prawie że nie do przejścia, począwszy od powodów tak konkretnych, jak brak odpowiedniego sprzętu, brak umiejętności obsługiwania go, trudności techniczne, np. związane z niestabilnym połączeniem internetowym, aż po kwestie związane z chaosem organizacyjnym, trudnością „ogarnięcia” wszystkich treści, nieustającym poczuciem, że „o czymś zapomniałam/zapomniałem” lub „czegoś z pewnością nie wiem”, czyli permanentnego napięcia i oczekiwania na (edukacyjną) katastrofę – co być może jest w jakiś sposób związane z ogólnospołecznymi nastrojami i tendencjami. Co ciekawe, trudności te i wyjątkowy stres dotyka nie tylko najmłodszych, ale również dorosłych postawionych przed koniecznością edukacji zdalnej, np. studentów studiów dziennych oraz zaocznych. Ta grupa bardzo wyraźnie komunikuje silną potrzebę powrotu do standardowych warunków uczenia się i ogrom napięcia wynikającego z konieczności wywiązywania się ze studenckich obowiązków zdalnie.

Oczywiście, jest grupa dzieci, które wydają się dobrze radzić sobie z obsługą komputera i cieszyć się z możliwości spędzania przed nim kilku, niekiedy kilkunastu godzin dziennie (!). Doświadczenie kliniczne jednak i wiedza psychologiczna podpowiadają, że takie warunki nie mogą mieć pozytywnego wpływu na rozwijającą się psychikę dziecka, a ich konsekwencje, być może w części przypadków właśnie odroczone w czasie, zapewne będziemy obserwować jeszcze przez długie lata po zakończeniu pandemii.

Czego mogą nie zauważyć rodzice u swoich dzieci – jakie zmiany u nich zachodzą i co powinno budzić nasz niepokój?

Myślę, że wielu rodziców współcześnie jest bardzo uważnych, ma dużą wiedzę i świadomość dotyczącą potrzeb emocjonalnych dzieci. To ogromna wartość i ulga, gdyż w wielu przypadkach są w stanie wyłapać symptomy kryzysu i samodzielnie zadziałać lub zwrócić się po pomoc do specjalisty. Na szczęście też, coraz rzadziej słyszy się o wstydzie czy zakłopotaniu związanym z korzystaniem z tego typu wsparcia. To myślenie, wiążące pomoc psychologiczną i psychoterapeutyczną z „zaburzeniem” czy „nienormalnością”, odchodzi już powoli do lamusa na rzecz otwartości, gotowości do współpracy i coraz większego zaufania społecznego, jaki zawód terapeuty stopniowo zyskuje. Niemniej, w przypadku dzieci wiele symptomów silnych emocji i przeżyć może być ukrytych lub przejawianych w mniej wyraźnej i jednoznacznej niż u dorosłych formie. Myślę tutaj o wszelkich reakcjach pochodzących z ciała – tzw. somatyzacjach, które mogą sygnalizować trudności (różnego rodzaju bóle trudne do zdiagnozowania, stany podgorączkowe, duszności, zapalenia, nudności, nawet wysypki i reakcje skórne mogą być przejawem silnych emocji). Dzieci mogą też reagować większą niż przeciętnie pobudliwością, ruchliwością, aktywnością motoryczną. Mogą pojawiać się tiki, stimy, zachowania regulacyjne. Dzieci mogą też przeciwnie – stać się mniej żywe, apatyczne, wycofane, małomówne, powolne, mogą chcieć i potrzebować dużo spać, odpoczywać. Mogą sygnalizować, iż nie mają na nic siły. W stanach tych często pojawiają się trudności z koncentracją, pamięcią, dziecko otrzymuje gorsze niż dotychczas oceny, co dodatkowo powoduje stres i zamartwianie się. Trudno zatem o jednoznaczne wskazanie zestawu symptomów, które na pewno wystąpią. Właściwie uwagę zwrócić powinny wszystkie zauważalne zmiany w zachowaniu dziecka. Zawsze, jeśli rodzic ma wątpliwości i czuje niepokój, może skonsultować się ze specjalistą i zweryfikować swoje podejrzenia.

Czy powrót do normalności będzie łatwy? W końcu niektórzy zaczynali szkołę w takich realiach i tylko takie znają.

Będzie to kolejna zmiana, z którą będziemy potrzebowali sobie jakoś poradzić – my wszyscy, dorośli, młodzież, dzieci. Wydaje mi się, że nie wrócimy już raczej do świata „sprzed pandemii”, bo to doświadczenie nas zmieniło, spowodowało, że inaczej myślimy o swoim zdrowiu, o bezpieczeństwie, o kontakcie z ludźmi itp. Jesteśmy inni niż byliśmy przed marcem 2020. I dlatego też staniemy raczej przed wyzwaniem budowania nowej, postpandemicznej rzeczywistości, niż odbudowywania starej. I jestem przekonana, że jakoś się w tym odnajdziemy, a być może nawet, o ile starczy nam wewnętrznych zasobów, przekujemy to doświadczenie w coś bardzo dobrego.

W jaki sposób możemy w tym trudnym czasie wspierać najmłodszych i młodzież?

Może to zabrzmi jak truizm, ale po pierwsze dbając o samych siebie. Zwalniając. Myśląc o tym, jak się czujemy i jak przeżywamy ten niecodzienny czas. Zastanawiając się, jak to na nas oddziałuje i co w nas zmienia. Pozwalając sobie na różne emocje, akceptując je, starając się – gdy tylko to możliwe – komunikować w bezpieczny, subtelny sposób, najlepiej mówiąc o nich wprost. To zwolnienie pozwoli nam wyostrzyć zmysły również w obserwacji naszych dzieci. Pomoże być czujnymi na ich emocje, bo wszak nie muszą jeszcze umieć ich wszystkich rozpoznawać i jasno komunikować. Być otwartym na kontakt, nie naciskać, nie przekraczać granic dziecka (np. nastolatka, który wcale może nie mieć ochoty rozmawiać), lecz okazywać gotowość. Jeśli jest taka potrzeba, skontaktować się ze specjalistą – porozmawiać, zastanowić się wspólnie nad samopoczuciem dziecka. Być może dać dziecku możliwość porozmawiania również samodzielnie – jednorazowo, kilka razy, regularnie. Być elastycznym, starać się reflektować nad tym, co się wydarza, rozpoznawać schematy i próbować z nich wychodzić. To bardzo trudne zadania i aby były możliwe do wykonania, konieczne jest poradzenie sobie z własnym lękiem, którego poziom aktualnie wszyscy mamy bardzo podwyższony. Jako rodzice mamy jednak w sobie ogromnie duży potencjał do tego, aby pomagać dzieciom. By wspierać je w zdrowym, pełnym rozwoju. I życzę nam wszystkim, abyśmy nie zapominali o tym tak długo, jak trwa pandemia, ale również wtedy, gdy będziemy już z ulgą wspominać tylko te kilka miesięcy trwogi.