Organizator:

Różne oblicza Małgorzaty

09.04.2020 12:00:00

Podziel się

Jej chrapliwy, ostry głos towarzyszy nam od wielu lat. Takie przeboje jak: „Szklana pogoda”, „Gołębi puch”, „Meluzyna” i… tutaj każdy może dopisać kolejne swoje ukochane tytuły – znają i nucą wszyscy. Są ponadczasowe, tak jak sama wykonawczyni, która ma w sobie mnóstwo energii, siły, a jednocześnie łagodności. Potrafi iść z piłą do ogrodu i pisać poetyckie teksty. Trudno Ją zaszufladkować, bo na to nie pozwala. Mówi o sobie, że jest rzemieślnikiem bez określonego zawodu, bo tyle rzeczy robi i tyle rzeczy potrafi. Małgorzata Ostrowska, a może to już Małgorzaty, bo mają różne oblicza.

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska

ZDJĘCIA: Michał Pańszczyk

W listopadzie ubiegłego roku ukazała się Pani najnowsza płyta pt. „Na świecie nie ma pustych miejsc”. To bardzo osobista, kobieca, przemyślana i mądra płyta.

Małgorzata Ostrowska: Bardzo dziękuję.

Jestem nią zauroczona. Co skłoniło Panią do nagrania właśnie takiej płyty? Tak bardzo niepodobnej do Małgorzaty Ostrowskiej, którą dobrze znamy od lat. Nie ma na niej tego buntu, jest za to kobieta z doświadczeniem.

Po pierwsze, jestem kobietą z doświadczeniem. Po drugie – jestem osobą niejednorodną i zawsze taką byłam. Myślę, że wszyscy kojarzą mnie z bardzo drapieżną Małgorzatą Ostrowską, to jest jedna strona medalu. Druga do tej pory, z różnych powodów, nie była pokazywana. Może też dlatego, że się nie przebijałam przez tę mocną stronę Małgorzaty. W końcu jednak musiałam to pokazać. Inaczej nie potrafię się z tego wytłumaczyć. Nie widzę też powodu, żeby się tłumaczyć, bo mi się ta płyta podoba i przyszedł taki czas, że musiałam ją nagrać.

Wiele osób może być zaskoczonych. Do tej pory Pani wizerunek, to była buntowniczka, kolorowa kobieta z pazurem i ogromną siłą w sobie. Co się z nią stało?

Ona nadal istnieje i nadal, gdzieś ją w sobie noszę. Mało tego, ona nadal funkcjonuje w wydaniu elektrycznym, a płyta jest wydaniem mocno akustycznym. Jest tyle innych pięknych instrumentów, których nie sposób pokazać na koncercie na stadionie. Bardzo chciałam te fragmenty i niuanse mojej osobowości tak pokazać. Niemniej to wcale nie znaczy, że zupełnie rezygnuję z Małgorzaty Ostrowskiej energetycznej, bardzo, bardzo ostrej. Nie mogłabym jej pozostawić, bo te dwie różne osobowości się dopełniają.

Kobieta nie powinna być jednowymiarowa.

Dokładnie tak jest.

Zawsze była Pani buntowniczką? Jak to się zaczęło? Pierwsze kroki w śpiewie stawiała Pani w wieku 11 lat, to chyba trudno mówić już wtedy o songach i buncie.

Nie wiem, czy można mnie określić, jako buntowniczkę, a przynajmniej nie upierałabym się przy takim określeniu. Nigdy moim głównym zamierzeniem nie był bunt, a że taką a nie inną ekspresję mam i takie, a nie inne poglądy, to tak to wyglądało. W wieku 11 lat na pewno nie był to bunt, w wieku 60 lat z haczykiem to także nie jest bunt, bo przecież przeciw czemu mam się buntować, jeśli świat dookoła mam ułożony dokładnie tak, jak chciałam. Jak go sobie sama ułożyłam. Określenie mnie buntowniczką, to jest pójście na skróty.

Pani piosenki, także te z okresu zespołu Lombard, to według mnie raczej wypowiedzi kobiety, która ma coś do powiedzenia, ma swoje zdanie, poglądy, wie czego chce.

Chciałabym, żeby mnie słuchano, ale niekoniecznie odbierano jednoznacznie jako buntownika, albo osobę uległą, jako czerwoną czy zieloną. Kobieta jest złożoną istotą.

 Jest Pani jedną z niewielu wokalistek, która mówiła o różnych, istotnych sprawach, a nie tylko płakała z powodu utraconej miłości.

Bardzo się cieszę, że ma Pani takie zdanie, bo dokładnie tak jest.

Skąd wziął się ten Pani kolorowy wizerunek, stroje, niesamowite makijaże.

Taka była moja wewnętrzna potrzeba. Chciałabym być widziana jako osoba przekorna. Jeśli w świecie, który mnie otacza, cokolwiek mi nie odpowiada, to staram się to zmienić i próbuję ze światem zewnętrznym dojść do porozumienia. Myślę, że w latach 80., kiedy zespół Lombard powstawał, kiedy budziła się także moja świadomość muzyczna i artystyczna, nie odpowiadał mi szary świat dookoła i dlatego swój własny wykreowałam na zupełnie inny – kolorowy, inny niż to, co widziałam na ulicy. Zrobiłam ten świat takim, jakim chciałam go widzieć.

I to w większości własnymi pomysłami i własnymi rękoma.

Tak. Takie były czasy. Nie było z czego korzystać, bo niczego nie było.

Wracając do muzyki i różnorodności. Miała Pani też epizod jazzowy.

Tak. Myślę, że to się wszystko ładnie składa na sylwetkę Małgorzaty Ostrowskiej, bo po prostu staram się być otwarta na świat, na muzykę. Miałam różne epizody muzyczne – jazzowy i, niestety, musicalowy. „Niestety”, ponieważ nie lubię musicali, ale ówczesne argumenty producenta  przekonały mnie do udziału. Z chęcią próbuję różnych gatunków muzycznych, choć są też takie, tak dalece nie lubiane przez mnie, że pewnie nie dam się namówić. Staram się jednak wciąż zdobywać nowe doświadczenia muzyczne.

A dałoby się Małgorzatę Ostrowską nazwać aktorką?

Bardzo kiepską. Chyba jednak bym w tym kierunku nie podążała.

Zagrała Pani kilka ról filmowych.

Tak, ale nie jestem z nich do końca zadowolona, choć cieszę się, że w moim życiu zaistniały, bo dały mi wiele fajnych doświadczeń. Także tych aktorskich, jeżeli to można tak określić. Myślę, że w tej chwili jestem na pewno bogatsza życiowo i może teraz wyszłoby mi to lepiej.

Kto wie? Może kolejne role czekają.

Teoretycznie ma Pani rację. Jeśli się pojawią, to będziemy o tym rozmawiać.

W Pani karierze są też niesamowite spotkania ze znakomitymi muzykami i zespołami: Lech Janerka, Dżem, Michał Urbaniak i wielu innych.

Sporo tego było i mam nadzieję, że jeszcze się przydarzy. To są takie fajne spotkania muzyczne, które dają ogromną satysfakcję. Jestem otwarta na muzykę i z chęcią uczestniczę w takich przedsięwzięciach.

Przyglądając się Pani życiorysowi, trudno mieć odwagę i mówić o Pani jednoznacznie.

Mówią ci, którzy go nie znają. Życie trzeba doświadczać jak najgłębiej.

A jaką jest Pani kobietą prywatnie?

Myślę, że zupełnie inną niż na scenie. Bliższą temu, co na ostatniej płycie zaprezentowałam. W domu ładuję akumulatory. Zajmuję się rzeczami, o które moi słuchacze, by mnie nie podejrzewali. Zajmuję się domem, kuchnią, ogrodem, także czasem muruję, układam kafelki, biegam po ogrodzie z piłą łańcuchową. Działam też w plastyce troszeczkę. Robię np. kosmetyki dla siebie, przyjaciół i mojej rodziny. Robię bardzo różne rzeczy. Twierdzę, że jestem rzemieślnikiem bez określonego zawodu, tak z upodobania.

Czyli taka baba z krwi i kości?

Myślę, że tak.

A nie lubi Pani czasem poleżeć i popachnieć?

Chciałabym bardzo, tylko nie mam na to czasu w tym życiu.

Dostała Pani w 1999 roku nagrodę Bursztynowego Słowika za całokształt twórczości. Czym jest dla Pani ta nagroda?

Czymś ważnym, bo została przyznana mi za wszystko, co zrobiłam. Być może jest to najpoważniejsza nagroda, jaką mam na swoim koncie, bo zbyt wielu ich nie mam, żeby było śmieszniej. Bardzo się z niej cieszę. Szczerze mówiąc, jeszcze nie dorosłam do podsumowania mojej pracy artystycznej, ale ktoś się pokusił za mnie dużo wcześniej.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy po przerwie wróciła Pani do muzyki. Brakowało mi i sądzę, że wielu słuchaczom, Pani głosu i Pani piosenek.

Musiałam zrobić przerwę. Czasem trzeba wziąć oddech i sprawdzić, czy życie obok nie jest ciekawsze.

Jak dobrze, że nie było!!!

Było! Ale jednak czegoś mi brakowało.

Nie żałuje Pani tego, że nie próbowała Pani zajmować się i muzyką, i projektowaniem odzieży?

Nie żałuję. Absolutnie nie żałuję niczego, co się w życiu wydarzyło. I tych dobrych i tych złych momentów, bo jakby to wszystko razem się zazębia i wynika jedno z drugiego. Myślę, że gdybym np. nie postąpiła tak, jak postąpiłam, gdybym nie przerwała tego, to być może nie miałabym kilku przemyśleń i to z banalnego powodu, bo nie było na nie czasu. Być może też nie miałabym takiego kontaktu z moim dzieckiem, jaki mam teraz. To też był powód, dla którego przerwałam pracę zawodową.

To zakończenia współpracy z Lombardem i rozpoczęcia kariery solowej też Pani nie żałuje?

Nie. Każda formuła w którymś momencie się wyczerpuje. Bardzo trudno jest to wskrzesić.

Pani przeboje sprzed lat są nadal bardzo aktualne.

Bo są to po prostu realnie bardzo dobre piosenki.

Co dalej teraz? Kolejna płyta?

Jestem już myślami przy następnej płycie. Chciałabym, żeby to była płyta elektryczna, żeby była zdecydowanie mocniejsza niż ta ostatnia akustyczna. Chcę zatrzymać równowagę w moim życiu, także muzycznym.

Kobieta zmienną jest, dlatego trzeba czymś zaskoczyć.

Teraz damy szansę tej drugiej Małgorzacie. Nie wiem, czy zaskoczę, bo nie wiem jeszcze o tej płycie tyle, żeby móc tak powiedzieć.

Ma Pani zawsze znakomite zdjęcia, pokazujące nie tylko Pani ciało, ale też i duszę.

Wiele lat pracowałam z mężem Jackiem Gulczyńskim, ale ostatnie zdjęcia są Michała Pańszczyka. To, co Pani mówi, jest bardzo istotne – żeby pokazać też jak najwięcej wnętrza. Dlatego starannie wybieram fotografików… A może po prostu mam do nich szczęście.

Jak będzie Pani spędzać święta Wielkanocne?

Święta są w tym roku, wobec sytuacji na świecie i w Polsce, pewną niewiadomą. Zawsze święta spędzamy w dużym gronie: dzieci, moja mama, moja rodzina, a także rodzina ze strony mojej synowej. W tym roku są różne ograniczenia i nie wiem, czy przypadkiem nie odbędą się w węższym gronie.