Organizator:

Rzucam żelastwem!

16.08.2021 10:18:42

Podziel się

Joanna Fiodorow jest dwukrotną olimpijką, a trzecie igrzyska, tym razem w Tokio, są na wyciągnięcie ręki. Jest zawodniczką AZS Poznań i zdecydowanie przedkłada pyry z gzikiem nad sznekę z glancem. W jej karierze widać stały progres, w czym pomaga jej psycholog sportowy profesor Jan Blecharz, ten sam, który opiekował się Adamem Małyszem. Jak sama mówi jej sportowym wzorcem była Kamila Skolimowska. A jej sportowe motto brzmi: nigdy się nie poddaję, walczę do końca, bo nie chcę mieć sobie za złe, że odpuściłam i nie walczyłam.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski 
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Zastanawiałem się, jak zacząć z Panią rozmowę. I wystartuję może banalnie, ale niech tam. Dlaczego rzut młotem stał się Pani pasją życiową, a nie np. strzelanie z pistoletu pneumatycznego, gdzie też można zdobyć medal olimpijski?

To był czysty przypadek. Zawsze lubiłam sport. Zaczęło się od baseballu, a skończyło na lekkiej atletyce i rzucie młotem. Jak byłam młodsza, robiłam praktycznie wszystko: biegałam, pływałam, grałam w gry zespołowe. Pewnego razu podczas wakacji kadra narodowa przygotowywała się do jakiejś imprezy międzynarodowej w moim rodzinnym mieście Augustowie i mój pierwszy trener zaproponował, żebym spróbowała rzutu młotem. Potem przyszła Szkoła Mistrzostwa Sportowego i tak można w skrócie opisać moje początki rzutu młotem. Pasja nadal trwa.

Kto był dla Pani idolem, wzorem? Czy nieodżałowana Kamila Skolimowska, czy może poznaniak, mistrz olimpijski Szymon Ziółkowski?

Moją idolką od zawsze jest i będzie Kamila. Pierwsza Polka, która zdobyła złoto olimpijskie w wieku niespełna 18 lat, w 2000 roku w Sydney. Miałam okazję Ją poznać osobiście. Powiedziała mi parę mądrych zdań, które zapamiętałam. Poza tym zawsze była sobą, pomimo osiąganych wyników. Pomagała, wspierała, była po prostu super kobietą, dlatego jest moją idolką. Szymon to też bardzo utytułowany zawodnik, którego podziwiałam, ale jednak to kobieta stała się moją inspiracją.

Czy od początku swojej kariery myślała Pani o tym, że będzie Pani sięgać po medale, że będzie Pani dwukrotną olimpijką? Czy miała być to tylko przygoda ze sportem?

Na początku to była moja przygoda, ucieczka od lekcji i szkoły. Poznawanie nowych ludzi. Z czasem, kiedy zaczęłam osiągać coraz lepsze wyniki, wiedziałam, że to będzie moja droga życiowa.

Zawsze marzyłam, żeby pojechać na igrzyska, spotkać tych niesamowitych sportowców i być częścią reprezentacji olimpijskiej. Rzeczywiście swoje marzenie spełniłam, choć nie tak do końca. Jak każdy sportowiec, marzę o podium olimpijskim, ale daleka droga mnie jeszcze czeka do realizacji tego celu.

Co w dyscyplinie, którą Pani uprawia, jest decydujące? Czy jest to siła, szybkość, dynamika, czy suma różnych czynników?

Rzut młotem to konkurencja techniczna. Oczywiście siła i dynamika też są bardzo ważne, jednak najważniejsza jest technika. Bez techniki możesz być silny jak „koń”, szybki jak „gazela”, ale młot nie będzie latał daleko.

Kontuzje przerywały Pani karierę. Co motywuje do kolejnych wyzwań, by dojść do formy, by wracać na szczyty?

Zawsze celem jest impreza główna. W tym roku są to Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Zawsze też dążę do doskonałości i poprawiania swoich wyników. Nigdy się nie poddaję, walczę do końca, bo nie chcę mieć sobie za złe, że odpuściłam i nie walczyłam. Kontuzje to nieodłączny element sportu zawodowego, który uczy pokory i hartuje ducha walki.

Czy sportowy sukces jeszcze przed Panią?

Jestem bliżej niż dalej zakończenia swojej przygody ze sportem i sądzę, że najważniejsze sukcesy jeżeli takie osiągnę, to te w najbliższych dwóch sezonach. Ale to się okaże. Ciężko trenowałam przez ostatnią zimę i wiosnę, i mam nadzieję, że szczyt formy przyjdzie w najbardziej odpowiednim momencie.

Co jest przyczyną, że zarówno w kobiecym, jak i męskim rzucie młotem jesteśmy dominatorami na świecie od wielu, wielu lat?

Myślę, że historia tej konkurencji. Mamy wyniki, mamy dobrych trenerów, ale przede wszystkim zawodników, którzy to napędzają. Można powiedzieć, że bum zaczął się od Kamili Skolimowskiej i Szymona Ziółkowskiego, a teraz jest Paweł Fajdek, Anita Włodarczyk, Wojciech Nowicki, Malwina Kopron, no i ja. Mamy też bardzo uzdolnioną młodzież, która goni starych wyjadaczy. Może u facetów nie jest tak kolorowo, ale w kobiecym młocie jest kilka kandydatek. Przede wszystkim Katarzyna Furmanek, która w 2020 roku pokazała, że ma aspiracje na czołówkę światową. To jest fajne, że jak skończę karierę, będzie ktoś następny.

Treningi to siłowe wyzwanie. Mówiąc wprost – ile żelastwa przerzuca Pani w siłowni w czasie sezonu. Jaki ciężki jest młot, którym Pani rzuca?

Ile przerzucam kilogramów na siłowni, nie liczę, ale dużo tego jest, parę dobrych ton tygodniowo, setki łącznie w roku treningowym. Na treningach rzucam młotami o różnej wadze, zaczynając od 3 kilogramów, kończąc na 10-kilogramowym ciężarku. Natomiast młot startowy, którym rozgrywane są zawody, waży 4 kilogramy.

Dużo czasu spędza Pani poza domem. Jakie ma Pani sposoby, żeby się zrelaksować, odprężyć, być gotową do najważniejszych sportowych wyzwań?

Zdecydowanie dużo czasu spędzam poza domem. Praktycznie jest to 300 dni – obozy i wyjazdy na zawody. Relaks to dobra książka, film, a także chwile spędzone ze znajomymi. Czasem, jak jest szansa, zwiedzanie miejsca, w którym jestem. To moje sposoby na odreagowanie.

Co zdecydowało, że postanowiła Pani kontynuować karierę w Poznaniu?

Przede wszystkim wsparcie, które otrzymuję od władz miasta Poznania, Marszałka Województwa Wielkopolskiego oraz Akademickiego Związku Sportowego – Organizacji Środowiskowej Poznań. Bez tego byłoby ciężko. Zawsze mogę na nich liczyć, doceniają moje wyniki i wspierają, jak to jest tylko możliwe, za co przy każdej możliwej okazji bardzo dziękuję.

Czy Poznań to Pani miasto? Woli Pani pyrę z gzikiem czy sznekę z glancem?

Czy Poznań jest moim miastem? Dobre pytanie! Mieszkałam tam prawie pięć lat i mam miłe wspomnienia, ale po Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 podjęłam decyzję o zmianie szkoleniowca i, można powiedzieć, wróciłam na „stare śmieci”, gdzie zaczęła się moja przygoda z rzutem młotem, czyli do Białegostoku. Ale kto wie, może w przyszłości na dłużej zawitam do Poznania. Podoba mi się to miasto i klimat. Jeśli zaś chodzi o regionalne jedzenie – wolę pyry z gzikiem niż sznekę.

Gdybym nie „rzucała żelastwem”, jak to Pani określa z uśmiechem, byłabym...

Tego nikt nie wie, nawet ja sama. Nie mam pojęcia, jak by potoczyło się moje życie. Rzucam żelastwem i niech tak zostanie. Kocham to, co robię, a robienie tego, co się kocha, jest najfajniejsze.

Joanna Fiodorow (ur. 4 marca 1989 r. w Augustowie) – olimpijka z Londynu 2012, Rio de Janeiro 2016. Zdobyła brązowy medal na Mistrzostwach Europy (2014). Srebrna medalistka Uniwersjady (2015). Srebrna medalistka Mistrzostw Świata w Katarze (2019), co jest jej największym sukcesem w karierze. Wielokrotna medalistka mistrzostw Polski seniorów, ma w dorobku sześć srebrnych (Bydgoszcz 2011, Bielsko-Biała 2012, Toruń 2013, Szczecin 2014, Kraków 2015 i Lublin 2018) oraz trzy brązowe medale (Bielsko-Biała 2010, Bydgoszcz 2016, Białystok 2017). Od 2018 roku Jej indywidualnym trenerem została Malwina Sobierajska, trener klubowy młociarzy Podlasia Białystok, m.in. Wojciecha Nowickiego. Rekord życiowy: 76,35 m (28 września 2019, Doha).