Organizator:

Sąsiedzi sąsiadom, czyli jak to się robi na Jeżycach

11.03.2021 12:22:09

Podziel się

Inicjatywna I Nieformalna Grupa Jeżycka jest jedną z największych społeczności sąsiedzkich w Poznaniu. Założona na Facebooku grupa służy wymianie ubrań, jedzenia, opinii i serdeczności. A wszystko za tzw. walutę jeżycką, którą są domowe przetwory, rzeczy z drugiego obiegu czy po prostu uśmiech. To tu, o dowolnej porze dnia i nocy, można uzyskać wszelką pomoc. Tutaj dowiesz się, gdzie na fyrtlu można spotkać niespotykane. Pytania nie pozostają bez odpowiedzi, a ludzie chętnie się poznają, wspierają i jednoczą, organizując coraz to nowe inicjatywy. Projekt przetrwał nawet kryzys związany z odgórnym zamknięciem grupy. Społeczność szybko się odbudowała i codziennie przybywa chętnych, którzy chcą do niej należeć. O poczuciu jedności, jakie daje grupa jeżycka, opowiadają jej sympatycy.

Rozmawia: Dominika Job
Zdjęcia: Sławomir Brandt

Co sprawia, że grupa jeżycka jest dla Ciebie ważna?

Jola Gertner: Urodziłam się i wychowałam na Jeżycach. Moje wczesne wspomnienia z dzieciństwa to poczucie, że w naszej małej wspólnocie wszyscy się znają i sobie pomagają, niezależnie od statusu społecznego. Jeszcze 20–30 lat temu Jeżyce nie cieszyły się dobrą opinią, były wręcz porównywane do nowojorskiego Bronxu. Z czasem to się zmieniło, pojawili się nowi mieszkańcy, studenci, którzy docenili niepowtarzalny klimat tej dzielnicy i lokalizację blisko centrum. Kiedy po kilku latach „flirtów” z innymi dzielnicami Poznania powróciłam na Jeżyce, szukałam tego poczucia wspólnoty. Niestety, większość moich przyjaciół i znajomych sprzed lat dawno się stąd wyprowadziła. Wtedy przypadkiem odkryłam grupę jeżycką. Przez półtora roku było to moje główne źródło informacji, miejsce poznawania nowych ludzi, rozwiązania różnych problemów. Znowu czułam się tak jak przed laty, kiedy mogłam pożyczyć szklankę cukru od sąsiadki z góry. Wyjechałam z Poznania 6 lat temu, ale do dzisiaj grupa jeżycka to coś, czego mi na emigracji naprawdę brakuje.

Jaką sytuację związaną z grupą wspominasz najmilej?

Kasia Pihan: Któregoś upalnego popołudnia w 2015 roku, na jednej z grup na Facebooku przeczytałam o pewnym Hiszpanie, który podróżował przez Europę i został okradziony z całego swojego dobytku w moim rodzinnym mieście Poznaniu. Stracił m.in. swoją ukochaną gitarę, dzięki której zarabiał na podróż muzykując na ulicach. Ku mojemu zdziwieniu post nie dotyczył prośby o wsparcie finansowe, a był jedynie zapytaniem gdzie można tej gitary szukać. Ta historia tak mnie ujęła, że skontaktowałam się z poszkodowanym Javim, oddałam mu swoją gitarę na otarcie łez i zaprosiłam do domu oferując pomoc. Od razu skierowałam się do najlepszego poznańskiego źródła informacji, czyli grupy jeżyckiej.

I grupa nie zawiodła?

W ciągu paru godzin wieść o tym zdarzeniu obiegła całe miasto. O poszukiwaniu gitary Javiego zaczęły mówić wszystkie poznańskie media. Odzew na mojego posta przerósł najśmielsze oczekiwania. Skontaktowała się ze mną Dominika, która pomogła nam w poszukiwaniach. Zaalarmowała wszystkie lombardy, antykwariaty i targowiska, gdzie ktoś mógłby próbować sprzedać skradziony instrument. W tym czasie na grupie ludzie publikowali zdjęcia gitary i wymieniali się informacjami o bieżącym statusie poszukiwań. Nasza nagonka spowodowała, że ktoś anonimowo podrzucił gitarę na komisariat policji. Po całym dniu pełnym emocji, spotkaliśmy się, żeby na spokojnie się poznać. Do dzisiaj jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Javi ugotował dla nas pyszne hiszpańskie jedzenie i zorganizował nad Wartą spotkanie dla wszystkich z grupy jeżyckiej, którzy z takim zaangażowaniem pomagali. Dzięki tej akcji ludzie o dobrych sercach przywrócili Javiemu gitarę, a naszemu miastu dobre imię.

W jaki sposób korzystasz z tego, co taka sąsiedzka społeczność ma do zaoferowania?

Maciej Czekała: Grupa jeżycka pomaga mi w byciu na bieżąco z życiem dzielnicy. Ludzie zadają tu dużo pytań, ale pada też mnóstwo odpowiedzi. Dzięki temu wiem, co się dzieje tu i teraz, lokalnie, w okolicy, którą zamieszkuję. Grupę traktuję jak wyszukiwarkę, dzięki której mam dostęp do informacji o bieżących wydarzeniach, do tego, co polecane przez moich sąsiadów. Bardzo mi to pomaga w codziennym życiu. Ludzie są tu zazwyczaj mili i dobrze reagują na wpisy o oddolnych inicjatywach. Zamieściłem na grupie informację o ZiO app, którą stworzyłem z myślą o wsparciu branży gastronomicznej. Mieszkam tu i chciałem pochwalić się, że taki projekt powstał na naszym fyrtlu. Mój post spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem. Dobrze być w tej grupie i czuć się częścią społeczności.

Za co najbardziej lubisz grupę jeżycką?

Paulina Jarysz: Do grupy należę odkąd pomieszkuję na Jeżycach. Tutaj też mieszka mój chłopak, tu mam swoje ulubione lumpeksy, paczkomat blisko domu i masę fajnych knajpek, do których lubię zajrzeć. Ponieważ jestem kolekcjonerką lalek Barbie i kucyków Pony, zdarzyło mi się zapytać o te cuda na grupie. Jedna przemiła pani ofiarowała mi swoje kucyki z dzieciństwa i tak oto powiększyłam swoją kolekcję. Grupa pomaga mi też w odkrywaniu nowych miejsc, jak choćby wtedy, kiedy w listopadzie nabrałam ogromnej ochoty na kimchi. Dowiedziałam się, że na ul. Poznańskiej powstaje lokal, gdzie będzie można dostać słoiczki z tą cudowną kiszonką. W dodatku na mojego posta w tym temacie odpowiedziała Julia, dziewczyna, która zaoferowała mi spróbowanie jej domowego wyrobu i uraczyła wspaniałym wieczorem w gronie swoich znajomych.

Co sprawia, że jesteście najpopularniejszą grupą sąsiedzką w Poznaniu?

Mariusz Banaszczyk, administrator grupy: Grupa jeżycka powstała prawie 10 lat temu i liczyła ponad 30 tysięcy członków. Niestety, dwa lata temu została podzielona, następnie zamknięta i musieliśmy odbudować powstałą społeczność. Mimo że jest nas teraz o połowę mniej, mamy się dobrze i prężnie działamy dalej. Nasza grupa to przede wszystkim zgromadzenie ludzi o bardzo rożnych poglądach, którzy w imię wyższych potrzeb, potrafią odłożyć na bok to, co nas dzieli i skupić się na tym, co nas łączy. A raczej na tym, co dobrego możemy wspólnie zrobić. Jesteśmy za równością, tolerancją, wspieraniem mniejszości i pokrzywdzonych. To zawsze wyróżniało nas na tle innych grup sąsiedzkich, które powstały w naszym mieście. Chcemy, żeby grupa miała cel edukacyjny, dajemy możliwość naprawiania błędów, jeśli ktoś je popełni.

Z jakimi dylematami borykacie się jako moderatorzy?

Nieraz trzeba gasić zaognione spory, czy reagować na niemiłe komentarze. Na szczęście jednak więcej jest tych pozytywnych momentów, kiedy ludzie potrafią się skrzyknąć i w jednej chwili zorganizować dobroczynną akcję dla kogoś w potrzebie. Nie potrafię zliczyć, ile razy pomagaliśmy ludziom w remontach, w walce z chorobą czy zmaganiach z samotnością. Chcemy się rozwijać, jesteśmy otwarci też na nowych członków, dla których tworzymy tę przestrzeń wymiany, relacji i dobrych przykładów. A dlaczego to wszystko robimy? Bo chcemy.