🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Stare tramwaje trzeba czuć!

01.09.2022 12:47:40

Podziel się

Mówi, że tramwaje mają duszę, dlatego w wolnej chwili wsiada za stery historycznego wagonu i wozi ludzi po Poznaniu. Uwielbia słuchać podróżnych, ciągle w biegu, marzy o tym, by jazda komunikacją miejską nie była koniecznością, ale codziennym środkiem transportu. W pracy stawia na relacje, bo nie da się zbudować takiej firmy bez ludzi, od których wiele zależy. Krzysztof Dostatni, prezes zarządu MPK Poznań, który jest zatrudniony w spółce od 2001, ma wiele zawodowych marzeń, w tym to związane z odbudową starego tramwaju z PeWuKi, który woził poznaniaków 40 lat. A ja trzymam kciuki, żeby to się udało!

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIE: Sławomir Brandt

Jak to jest być prezesem jednej z najważniejszych miejskich spółek?
Komunikacja to jedno z najważniejszych zadań miasta. Poruszanie się w tym świecie wymaga wiedzy po pierwsze związanej z topografią Poznania, po drugie z uwarunkowaniami i ograniczeniami funkcjonowania komunikacji zbiorowej – zarówno części autobusowej, jak i tramwajowej. Czasy zmieniają się bardzo dynamicznie. Pandemia i wojna w Ukrainie nie ułatwiają funkcjonowania takich spółek jak my, ponieważ nie jesteśmy nastawieni na generowanie zysków, a bardziej na usługi. Trzeba mierzyć się z tymi środkami, które mamy i wydatkować je w taki sposób, aby usługi przewozowe były na jak najwyższym poziomie. Zdaję sobie sprawę z tego, że oczekiwania pasażerów rosną – dzisiaj już trudno sobie wyobrazić jazdę pojazdem bez klimatyzacji. Mam świadomość tego, że trzeba sprostać kolejnym wymaganiom ludzi, pomimo ograniczonych możliwości finansowych. Dodam tylko, że bez dotacji unijnych nie byłoby tych wszystkich inwestycji w nowoczesny tabor i pewnie wciąż jeździlibyśmy starymi pojazdami.

Czyli codziennie nowe wyzwania.
Każdy dzień przynosi coś nowego. To wszystko sprawia, że ilość tematów i zadań jest ogromna. Dlatego pracując na tym stanowisku, trzeba mieć wiedzę, trzeba umieć pracować z ludźmi i nawiązywać relacje. W MPK nic nie zrobi się w pojedynkę. Wszystkie sukcesy i zadowolenie pasażerów to zasługa całego zespołu, z którego jestem szalenie dumny. W końcu to te relacje powodują, że pomimo trudnych warunków przychodzenie do pracy daje satysfakcję.

W końcu w pracy spędzamy większość swojego życia.
Dokładnie. Poza tym, jako spółka komunalna, nie jesteśmy na rynku pracy atrakcyjnym pracodawcą, bo nie jesteśmy w stanie konkurować z dużymi firmami prywatnymi czy korporacjami. Dlatego część ludzi, którzy tu pracują, to pasjonaci komunikacji miejskiej. Poza tym u nas naprawdę jest fajna atmosfera i ludzie lubią swoją pracę.

Wspomniał Pan o pasjonatach, a Pan przecież też do nich należy, prawda?
Oj tak, od dziecka pasjonowały mnie tramwaje. Interesowałem się transportem, zjeździłem trochę świata, wielokrotnie podczas wycieczek zwiedzałem przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej, podpatrywałem rozwiązania, które później starałem się przekładać na nasz rynek. Wszystko po to, by stale polepszać jakość naszych usług. Myślę, że fajnie jest łączyć pracę z pasją. Takie połączenie powoduje, że spada ryzyko wypalenia zawodowego. Wracając do Pani pytania, to oprócz tego, że jestem prezesem spółki, posiadam uprawnienia do prowadzenia tramwajów i chętnie wyjeżdżam w trasę zabytkowym wagonem. Robię to całkowicie społecznie, po godzinach i jest to moja odskocznia. Przy okazji spotykam się z ludźmi na różnych stanowiskach, mogę poznać firmę od środka, jej problemy, bolączki i w porę reagować. Zawsze łatwiej rozmawia się na gruncie neutralnym niż w gabinecie prezesa, prawda?

Oczywiście, zgadzam się w stu procentach.
Poza tym jazda tramwajem po Poznaniu pozwala spojrzeć na moją pracę z innej perspektywy. Mierząc się z rozwiązaniami komunikacyjnymi, drogowymi, organizacją ruchu, wiem, w jaki sposób można ten ruch usprawnić i jakie rozwiązania wprowadzić. Zza biurka byłoby mi trudniej się w tym odnaleźć.

A potem pewnie dzwoni Pan do Zarządu Dróg Miejskich albo do nadzoru ruchu, bo światła na skrzyżowaniu źle działają (śmiech)?
Zanim zostałem prezesem, pracowałem właśnie w nadzorze ruchu, dzięki czemu wypracowałem sobie wiele kontaktów, które zostały do dzisiaj. Kiedy już dzwonię, to wiadomo, że z czymś konkretnym (śmiech). Tak naprawdę staram się tego nie nadużywać, bo trzeba pewne rzeczy wyważyć i wyfiltrować. Dodam tylko, że wiele rozwiązań transportowych, które dzisiaj funkcjonują w mieście, to wielka zasługa naszych kierowców, którzy najlepiej wiedzą, jak rozkłada się ruch w Poznaniu. Dzięki temu mamy śluzy dla autobusów, zatoki, buspasy, a miasto się rozwija.

Kto wsiada do linii turystycznej?
Różnie. Są to mieszkańcy Poznania, rodziny z dziećmi, turyści. Często jest tak, że przychodzą rodzice, którzy wspominają, jak było kiedyś, kiedy takimi waśnie tramwajami jeździli do szkoły, a dzieci z uwagą ich słuchają. W ogóle od kilku lat obserwujemy zwiększone zainteresowanie tego typu pojazdami, co nas ogromnie cieszy, bo pokazuje, że historia miasta jest ważnym elementem dla nas wszystkich. Historyczny tramwaj prowadzi się inaczej niż nowoczesne pojazdy, wymaga większego skupienia i techniki. Stare wagony trzeba czuć. Kiedy w 2001 roku rozpoczynałem pracę w MPK, a wcześniej bywając w firmie jako wielki pasjonat i członek stowarzyszenia Klub Miłośników Pojazdów Szynowych, wielu zastanawiało się, po co nam te stare pojazdy, kto będzie je utrzymywał i komu to będzie potrzebne. Z biegiem czasu, dzięki przychylności dyrektorów spółki, udało się zachować trochę zabytków, zresztą nie tylko w Poznaniu. Inne miasta mają swoje muzea komunikacji miejskiej. My będziemy starali się odtworzyć to, co ważne dla miasta i stworzyć namacalną historię tej firmy.

To może odtworzymy tramwaj z PeWuKi?
O, bardzo chętnie. Jestem po kilku rozmowach na ten temat. Oryginalny wagon z tamtego okresu stoi w tej chwili w Krakowie. Nazywany był pieszczotliwie przez poznaniaków „dwa pokoje z kuchnią”.

Dlaczego?
Ponieważ miał wejście pośrodku i wchodząc, można było iść do przedziału w prawo lub w lewo. Ten tramwaj wybudowany był w Poznaniu przy ulicy Gajowej, miał obniżone wejście, a więc był pierwszym niskopodłogowym pojazdem. Obecnie jest w posiadaniu Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie.

Dlaczego nie został w Poznaniu?
Dlatego, że w latach 80. centralnie zapadła decyzja o powstaniu muzeum w Krakowie. Ściągano tam wtedy wagony zabytkowe z innych miast. W ten sposób straciliśmy nasz… Z drugiej strony może dobrze się stało, bo dzięki temu przetrwał. Nie ma się co martwić. Mamy pełną dokumentację tego wagonu i są ludzie, którzy chcą go odbudować. Brakuje nam jeszcze dopełnienia kilku formalności. Przecież tramwaj, który przez 40 lat woził poznaniaków, musi do nas wrócić i zostać ponownie zaprezentowany z okazji 100-lecia Powszechnej Wystawy Krajowej. I to trzeba zrobić!

Skąd u Pana pasja do komunikacji?
Hmmm. Wydaje mi się, że może to wynikać z miejsca zamieszkania. Kiedy byłem dzieckiem, mieszkaliśmy na Jeżycach. Od małego wpatrywałem się w jeżdżące tamtędy tramwaje. Te stare wagony miały duszę i kompletnie dla nich przepadłem. Zresztą moja pasja rozwijała się wiele lat. Zawsze byłem nieco inny niż moi rówieśnicy – kiedy królowała piłka nożna, kapsle czy samochodziki, ja zbierałem wszystko, co dotyczyło tramwajów.

Jak zareagował Pan na propozycję objęcia fotela prezesa MPK?
Nie wiem, czy chciałbym cytować moją reakcję (śmiech). Tak naprawdę od razu wiedziałem, jaka będzie moja odpowiedź, ale dyplomatycznie poprosiłem o czas na zastanowienie się. Miałem też świadomość tego, jaka odpowiedzialność wiąże się z tym stanowiskiem. Z jednej strony więc się ucieszyłem, bo dla mnie była to propozycja związana z wielkim rozwojem, z drugiej strony myślałem o budżetach, ludziach i o tym, jak to wszystko pogodzić.

Co Pan najbardziej lubi w tej pracy?
To, że każdy dzień przynosi coś nowego, uczy nas nowych rozwiązań, pozwala bardziej zrozumieć pasażerów. Może trudno to sobie wyobrazić, ale dzieje się u nas wiele rzeczy nieprzewidywalnych. Czasami pewne sytuacje, nawet kryzysowe, pozwalają nam na wprowadzanie rozwiązań, które już dawno temu mieliśmy wdrożyć, ale wciąż były odkładane na później z różnych powodów.

Jakie ma Pan cele?
Chciałbym, żeby w Poznaniu, w części północno-zachodniej, powstała nowa zajezdnia tramwajowa. Dlaczego? Ponieważ dzisiaj mamy zajezdnie na Franowie i przy ulicy Fortecznej, do tego małą zajezdnię przy ulicy Głogowskiej. Tramwaje muszą rano wyjeżdżać, a wieczorem zjeżdżać do zajezdni, co często powoduje puste przejazdy, wydłuża czas pracy motorniczych, którzy muszą przychodzić na godzinę 3.00 w nocy, żeby o 5.00 rano być na trasie. Posiadanie takiej zajezdni skróciłoby czasy dojazdu do linii tramwajowych. Jesteśmy w przededniu wejścia w technologię wodorową, która jest poważnym krokiem, ale przyszłościowym. Unia Europejska jasno stawia na zeroemisyjność w temacie inwestycji w tabor i finansowane są tylko niskoemisyjne pojazdy. Poza tym chciałbym, żeby mieszkańcy odczuwali korzyść z podróżowania komunikacją miejską. Na siłę nie zmusimy nikogo do przesiadki z auta do tramwaju czy autobusu, ale jeśli faktycznie człowiek odczuje zysk z przejazdu, a więc będzie jechał wygodnym, czystym, punktualnym pojazdem, wyposażonym w klimatyzację i który ma preferencje w ruchu drogowym, to będzie chciał z nami jeździć. Chciałbym, żeby w Poznaniu korzystanie z transportu zbiorowego nie było ograniczone tylko do uczniów, osób starszych lub tych, których nie stać na samochód, ale żeby była to normalność, coś zwyczajnego i oczywistego.

I tego Panu życzę!
Dziękuję.