Organizator:

Szachy uczą życia

04.12.2020 14:59:13

Podziel się

W Jego życiu dominują dwa kolory. Kilkadziesiąt lat nieprzerwanej pasji do bieli i czerni na szachownicy połączone z tysiącami ruchów – również białymi i czarnymi – hetmanem, gońcem, wieżą i pozostałymi bierkami sprawiło, że jest najzwyczajniej, a zarazem najpiękniej mówiąc, szczęśliwym człowiekiem. Zamiłowanie do szachów, do ich doskonałości i potęgi pozwala Mu racjonalnie planować i spełniać życiowe marzenia. Ta racjonalność działania wypracowana przez szachową naukę, zupełnie nie kłóci się z Jego równie spontanicznym, a nawet czasami szalonym charakterem. O tym, co dzięki szachom udało się w Jego życiu osiągnąć i dlaczego szachy są tak ważne, opowiada Wojciech Olejarczyk.

ROZMAWIA: Marcin Wojcieszak ZDJĘCIA: Piotr Jasiczek

„Refleks szachisty” czy też „emocje jak na szachach” – to prawdziwe czy też może krzywdzące porównania?

Wojciech Olejarczyk, szachista: Można by jeszcze dodać „porywające tempo jak na grzybach”. Faktycznie funkcjonują takie powiedzenia, jednak z uwagą polecam obejrzeć partie rozgrywane w tempie błyskawicznym, gdzie przeciwnicy mają na ruch sekundę, kilka sekund, a szachownica zmienia się wtedy w prawdziwie dynamiczne pole walki.

 

Pochodzące z Indii i znane od kilkuset lat szachy, to gra tylko dla wybranych?

Szachy to zdecydowanie gra dla wszystkich – dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów. W każdym momencie życia warto rozpocząć naukę w tę szlachetną grę.

 

Szachy to jedna z wielu Twoich pasji, jak to się zaczęło?

W szachy wprowadził mnie mój ojczym Aldek. Zaczęło się od fascynacji – jak to u chłopców najczęściej bywa – żołnierzykami i walką. Od tematu walki, wojny przeszliśmy do… szachów.

 

Ciekawy przeskok i duży skrót myślowy.

Tak, to prawda. Choć podczas walki na planszy potrzebne są te same umiejętności co na wojnie – odpowiednie rozłożenie sił czy strategia przewidująca ruchy przeciwnika. Dla mnie – wtedy na początku – była to fascynacja walki na planszy żołnierzy armii białej i czarnej. Ta fascynacja połączona z naprawdę wytężoną pracą, treningami i niezliczoną ilością godzin przy szachownicy sprawiły, że po pół roku osiągnąłem III kategorię szachową.

Nastąpiły sukcesy – 5 miejsce w województwie i do dziś, z przerwami od 30 lat, szachy są moim „sportem narodowym”. Pod szachy podporządkowałem inne pasje, jak turystyka rowerowa, dzięki której zyskuję wzmocnienie kręgosłupa i wydolność potrzebną do gry, morsowanie, które wzmacnia odporność na stres i łucznictwo tradycyjne, które uprawiam wspólnie z córką Zosią, wspomagające koncentrację i skupienie na celu.

 

Córka Zosia to Twój partner szachowy? Jest to wasza wspólna pasja?

Zosia będąc kilkuletnią dziewczynką, grywała ze mną w szachy. Jednym z Jej pomysłów na wyrównanie szans podczas gry był ruch ninja, gdy grywaliśmy symultany. Pomysł o tyle dla Niej ciekawy, co dla mnie trochę drastyczny, gdyż ruch ten polegał na zabraniu mi hetmana w najważniejszym momencie gry. I tak osłabiony grałem dalej, bo była to świetna rodzinna zabawa.

Myślę, że zaszczepiona kreatywność rozwinęła moją córkę, która obecnie kształci się w Liceum Plastycznym i realizuje projekty graficzne, malarskie związane z szachami.

 

Bierzesz udział w wielu turniejach szachowych, organizujesz je, jesteś w zarządzie klubu KS Korona Zakrzewo, uczysz i „zarażasz” szachami innych. Okazuje się jednak , że to dla Ciebie za mało i poszukujesz innych, nowych sposobów na pojedynek „białych z czarnymi”.

Na przestrzeni wieków pewne zasady gry zmieniały się, a inne pojawiały lub zanikały. W obecnej formie zasad rozgrywania szachowego pojedynku nie chcemy nic zmieniać, a jedynie uatrakcyjnić.

I tutaj pojawia się realizowany już przez nas pomysł na partię szachów z kostką szachową. Kostka sześciościenna z dwoma logami plus pionem, skoczkiem, gońcem i wieżą. Gra kostką szachową polega na tym, że białe rozpoczynają rzucając kostką i... Gdy wypada pion – biały rusza dowolnym pionem, skoczek – skoczkiem, wieża – wieżą, hetman – hetmanem, logo KS Korony Zakrzewo lub Gminy Dopiewo – dowolne posunięcie – najlepsze posunięcie, jakie potrafi zawodniczka/zawodnik zagrać. Jeśli w danym posunięciu nie ma możliwości poruszenia się konkretnym pionem lub figurą, przepada posunięcie, np. goniec, a nie mam możliwości posunięcia tą figurą. Kostką szachową wspomagamy się do 9 posunięcia, po nim rozpoczyna się tradycyjna partia z włączonym czasem.

 

Urozmaicenie tak, ale co oprócz tego kostka na początku rozgrywki daje zawodnikom?

Bardzo ciekawy, nieprzewidywalny i losowy początek gry nazywany debiutem. Dodatkowo wyrównuje on szanse i niweluje – do 9 ruchu – różnice w poziomie zaawansowania i umiejętności graczy. Gdy kostka znika już ze stołu, rozpoczyna się rywalizacja – z czasem, umiejętnościami i taktyką rywala.

Kolejny pomysł na inny sposób rozgrywania szachowych rozgrywek to szachy pod wodą. Polegają na połączeniu gry królewskiej z nurkowaniem na głębokości 1–1,2 metra. Ważnym aspektem jest wykonanie posunięcia na jednym wdechu i przy biciu figury, odstawienie jej na szachownicy. Jeśli to nie nastąpi, partia jest przegrana. W mojej głowie jest też koncepcja połączenia „królewskiej gry” z brazylijskim ju jujitsu. Przyszłość pokaże, czy ten pomysł doczeka się realizacji.

 

Jest jakaś granica, która te pomysły weryfikuje? Równie dobrze mógłbyś planować partię lodowych szachów w ekstremalnie niskich temperaturach na zamarzniętym syberyjskim jeziorze.

A to ciekawe, bo już o tym od jakiegoś czasu myślę i sądzę, że kiedyś do tego doprowadzę.

 

Szachowa pasja pozwala też na zawiązywanie ciekawych i niejednokrotnie bardzo odległych geograficznie znajomości. Wśród szachowych przyjaciół masz wielu takich, którzy obdarowali Ciebie szachownicami z odległych krajów wielu kontynentów. Sam też podróżując, starasz się zawsze z wycieczki nie wracać bez nowego szachowego nabytku.  Które z tych kilkudziesięciu eksponatów Twojej kolekcji są najcenniejsze i ile ich masz?

Myślę, że najcenniejszą szachownicą i bierkami są kamienne szachy z Nairobi. Otrzymałem je od podróżnika Rafała Kitowskiego, który wybrał się dookoła świata rowerem. W kolekcji mam kilkadziesiąt szachownic i bierek m.in. z Australii, Meksyku, Puerto Rico, Hong Kongu, RPA i wielu krajów europejskich: Grecji, Turcji, Włoch i oczywiście Polski. W kolekcji #szachynaświecie, stawiam na szachy z „duszą”, czyli ręczne wykonanie i unikatowe. Kolekcję szachową rozszerzam o banknoty, książki, zegary i inne gadżety szachowe.

Co sadzisz o cieszącym się ostatnio dużym zainteresowaniem miniserialem „Gambit królowej”?

Szachy to moje życie i z wielką przyjemnością, ba nawet ogromnymi emocjami, oglądałem ten miniserial. Szczerze powiem, że za szybko się dla mnie skończył, bo filmowych obrazów traktujących tematykę szachową ciągle jest za mało. A tutaj siedem odcinków, w których doskonale widać pasję do tej „królewskiej gry”. Romantyczne szachy z inteligentną i konsekwentną grą aktorską postaci Beth Harmon kreowaną przez Anya Taylor-Joy, wiele dobrego robi dla popularyzacji szachów na świecie.

Kobiety w tej grze rywalizują na równi z mężczyznami?

Tak i to z wielkim powodzeniem. Na światowym poziomie rozgrywały szachowe partie siostry Polgar, szczególnie Judit, a w Polsce plejada arcymistrzyń, m.in. poznanianka arcymistrzyni Klaudia Kulon i inne „sreberka”, czyli szachistki ze zwycięskiej drużyny olimpijskiej z 2016 r.

Co dzięki szachom osiągnąłeś?

Jako zawodnik mam I kategorię szachową, udało mi się dwa razy wygrać z arcymistrzami, byłymi mistrzami Polski i zdobyć sporą liczbę pucharów szachowych. Jako instruktor wykształciłem wiele szachistek i szachistów. Sędziowałem kilkanaście turniejów, byłem dyrektorem wielu inicjatyw naszego klubu. Uważam, że szachy nauczyły mnie samodoskonalenia, spojrzenia w siebie i permanentnego rozwoju. Cechy te przydają się w pracy zawodowej. Obecnie jestem Senior Strategic Project Manager w branży farmaceutycznej i każdego dnia zauważam pomocny wpływ umiejętności zdobytych przy szachowym stole w mojej pracy. A to dowodzi, że moja pasja doskonale wspiera obowiązki i rozwój zawodowy.

Czego zatem uczą szachy?

Po prostu życia. Umiejętności podejmowania decyzji, czasami trudnych i bolesnych, które w konsekwencji prowadzą do celu. Szachy też uczą przegrywać, bo przecież nie zawsze udaje nam się zwyciężać. Nauka radzenia sobie z porażkami uczy później prawidłowego doceniania zwycięstw i wyciągania wniosków. Szachy to... doskonałość.

Już niedługo będziemy rozpakowywać świąteczne prezenty. Czy szachy to dobry pomysł na niespodziankę pod choinką?

Zdecydowanie szachy to świetny prezent pod choinkę. Zawsze polecam na początek drogi porządną szachownicę (najlepiej drewnianą) i szachy turniejowe wzór Staunton 5 lub 6. Jeśli już mamy szachownicę klasyczną, to proponuję zastanowić się nad szachami solo, szachami dla trzech lub czterech. Oczywiście do szachownicy z bierkami warto zakupić odpowiednią literaturę do prezentowanego poziomu wiedzy szachowej. Późniejszym krokiem jest znalezienie zajęć szachowych w okolicy, pierwszy turniej, pierwsza zdobyta kategoria, pierwsze wielkie zwycięstwa i pierwsze porażki uczące spojrzenia w siebie.

Polecam królewską grę jako świetny prezent nie tylko pod choinkę, ale także na inne okoliczności.

Twój wymarzony prezent pod choinkę?

Niewątpliwie największą świąteczną niespodzianką i wspaniałym prezentem byłaby rozgrywka szachowa przy kominku z samym Świętym Mikołajem.