🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Szeryf

11.07.2022 09:38:10

Podziel się

Dawid Frank jest popularnym YouTuberem, który jako 18-latek po raz pierwszy wziął w rękę kamerę. Chwilę później jego filmiki śledziło już ponad milion osób na całym świecie. Jednym nagraniem sprawił, że w polskich sklepach zabrakło pit bike’ów, a kolejnymi zainspirował ludzi do zakładania domowej hodowli mrówczych farm. Na swoim kanale pokazuje naukowe eksperymenty, a także ciekawostki ze świata motoryzacji. Na widok samochodu, który stworzył, kierowcy zwalniają, a policja się uśmiecha. W Poznaniu można go spotkać w aucie szeryfa, które stało się atrakcją miasta, a także hitem internetu.

ROZMAWIA: Dominika Job
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Rozpocznę pytaniem od Olka – jednego z Twoich fanów, który tak jak Ty, chce zostać twórcą wideo: co Cię zainspirowało do prowadzenia kanału na YouTube?
Dawid Frank, YouTuber: Wszystko zaczęło się od mojego brata Witka, który ma ogromny talent do zapalania w ludziach pomysłów. Byłem wtedy w Polsce dopiero od roku i nie znałem jeszcze dobrze języka. Nie chciałem prowadzić kanału na YouTube, tym bardziej, że nigdy wcześniej tego nie robiłem. Jednak za Jego namową nagrałem pierwszy materiał, zmontowałem i od razu mnie to wciągnęło.

Pamiętasz swój pierwszy filmik?
Tak! To były zabawy z suchym lodem. Te sześć lat temu temat nie był w ogóle popularny, sam go nie znałem, więc świetnie się bawiłem przy odkrywaniu tajników tej ciekawej substancji. Nagrałem kilka eksperymentów i je opublikowałem. Od razu chciałem robić kolejne. Dzisiaj, kiedy oglądam pierwsze filmy, widzę ile było niedociągnięć, jak nie potrafiłem pracować z kamerą, a mój polski był słaby, ale bardzo lubię wspominać tamte czasy.

Niektóre eksperymenty nie wyglądają na bezpieczne. Mieliście jakieś specjalne przygotowanie, by je przeprowadzać, np. pirotechniczne?
Nie znałem się na tym wcześniej, ale po paru latach nagrywania dużo się nauczyłem. Można więc powiedzieć, że nauka przyszła poprzez praktykę.

Jak zdobyłeś pierwszych obserwujących Twój kanał?
Chciałem, aby moja widownia wyszła poza grono mojej rodziny (śmiech), dlatego od początku szukałem sposobu na promowanie tych filmików. Robiłem co mogłem, by dotrzeć do szerszej publiczności. Pisałem do różnych firm, zwracałem się do fanpage’ów a Facebooku, które publikują treści z YouTube’a, publikowałem nagrania na specjalnych portalach. Mimo wysiłku, udawało mi się zebrać jedynie 100 wyświetleń. Pewnego dnia nastąpił jednak przełom. Skontaktowała się ze mną redaktorka pewnego portalu i opublikowała nagranie o eksperymencie z wodą – mój drugi filmik. Zebrałem pod nim 7 tysięcy wyświetleń i aż 100 nowych obserwujących. Gdy tylko wszedłem na ten próg, YouTube już sam zaczął promować mój kanał, który zyskiwał popularność. Ludzie klikali, oglądali i już po tygodniu mój kolejny filmik zebrał ponad 100 tysięcy wyświetleń.

Dosyć szybko zrobiłeś się sławny. Poprowadziłeś np. odcinek programu „Matura to bzdura”. Skontaktowali się ze mną twórcy tego programu i nakręciliśmy odcinek w Poznaniu. To była ciekawa przygoda. Zawsze lubiłem tematy związane z nauką, więc bardzo mi to odpowiadało.

Robiłeś to dla zabawy?
Nagrywanie filmów zaczynałem jako młody chłopak. Miałem dopiero 18 lat, ale byłem wtedy już na swoim utrzymaniu. Pracowałem jako informatyk, dlatego sam YouTube jako platforma nie był dla mnie wielką tajemnicą. Okazało się jednak, że nakręcenie filmu zajmowało mi około dwóch tygodni i pochłaniało sporo oszczędności. Dlatego nie robiłem tego tylko dla zabawy, ale od początku podszedłem do tego biznesowo. Przez pewien czas ciągnąłem pracę na etacie, a po godzinach maksymalnie poświęcałem się robieniu filmów. Docelowo chciałem na tym zarabiać, żeby moja zajawka stała się pracą. Nie spodziewałem się wtedy, że uda mi się to tak szybko.

Chcesz docierać do konkretnego odbiorcy?
Zawsze szukam tematów, które sam chciałbym obejrzeć w internecie. Trafiam do ludzi, którzy mają podobne zainteresowania, ale jest też sporo osób, które polubiły to, co publikowałem, np. eksperymenty. Stało się tak być może dlatego, że zawsze staram się pójść o krok dalej i pokazać coś więcej. Nie ograniczałem się do ścisłej nauki, fizyki czy chemii. Nie zamykam się na inne tematy. Na moim kanale pojawiały się też filmy np. o budowaniu styropianowej łódki czy domu na drzewie. Okazało się, że potrafiłem zaciekawić nawet odbiorców, którzy zupełnie nie interesowali się tym wcześniej. Odkryłem, że ludzie oglądają niektóre filmy tylko dlatego, że ja je nagrałem…

Nie przez przypadek widniejesz w czołówce list topowych influencerów i twórców video w internecie! Jesteś ceniony, masz masę fanów i wyznaczasz trendy.
Z ogromnym zaciekawieniem obserwowałem, co się stało krótko po publikacji, kiedy zacząłem nagrywać o takich małych motocyklach zwanych pit bike. Dowiedziałem się, że firma, która je sprzedaje, wyprzedała cały swój asortyment! Stało się tak dlatego, że pokazałem je u siebie w kilku odcinkach. Ludzie, którzy wcześniej o tym nie słyszeli, zaciekawili się tematem na tyle, że postanowili wykupić mnóstwo tych pojazdów (śmiech).

Taka sama historia była z farmą mrówek?
Podobnie! Gdy pokazałem, że można je hodować w domu, wszystkie sklepy w Polsce wyprzedały swój asortyment! Sprawdziłem to, bo nie mogłem uwierzyć! Na YouTubie podchwycili to inni twórcy wideo i tak zainicjowałem trend mrówczych farm domowych (śmiech).

Nie bałeś się stracić widowni, kiedy zmieniałeś tematykę i przerzuciłeś się na motoryzację? 
Bardzo się tego bałem. Ale podejście biznesowe to jedno, a z drugiej strony to jest też moje życie i zależało mi na tym, żeby robić to, czym sam się interesuję. Wierzyłem, że znowu mi się uda dotrzeć do nowych odbiorców, a część dotychczasowych obserwujących zdołam zaciekawić nowymi tematami. Tak też się stało, więc ryzyko się opłaciło.

Jak czujesz się ze świadomością, że codziennie docierasz do ponad miliona osób?
Nie przypisuję liczbom dużej wartości. Bardzo mnie to cieszy, kiedy znajdę temat, który kogoś również interesuje. Daje mi to szczęście i zadowolenie. I tyle (śmiech).

Spotykasz się ze swoimi fanami?
Nagrywając film do internetu, nie mam bezpośredniego kontaktu z ludźmi, którzy mnie obserwują w sieci. Nie przemawiam do nich, nie widzę ich. To wszystko jest wirtualne i czasami nie zdaję sobie sprawy z tego, jak mocno moje treści mogą na kogoś oddziaływać. Siedzę sobie w domku, nagrywam filmy, a pod moimi oknami nie stoi milion ludzi, nie czuję tej potęgi internetu. Ale często zdarza się, że ludzie zatrzymują mnie na ulicy, rozpoznają, robimy sobie zdjęcia, przybijamy „piąteczki”. To miłe. Jeszcze przed pandemią organizowaliśmy spotkania, różne konkursy. Lubię spotykać moich widzów i robić coś wspólnie.

Czy w Twoim świecie twórców istnieje konkurencja?
Ja to nazywam popularyzowaniem danego tematu. Cieszę się, jak na „mojej” platformie powstaje nowa widownia któregoś trendu. Dla mnie inne nagrania pokazują czyjeś osiągnięcia, możliwości. To poprzeczka, którą ustawiam sobie wyżej.

Jesteś popularnym YouTuberem, jednak sporo osób kojarzy Twój… samochód, który jest wręcz atrakcją Poznania! Skąd pomysł na „auto szeryfa”?
Widziałem kilka takich cywilnych samochodów, przerobionych na policyjne i bardzo spodobał mi się ten pomysł. Pomyślałem, że stworzę swoją wersję, ale podejdę do tematu w najbardziej szalony sposób, w jaki tylko się da. I tak powstał oznakowany numerem 997 wóz z „kogutem” na dachu.

Zaskoczyło mnie, że to jest legalne!
Oczywiście najpierw zorientowaliśmy się, na ile wolno nam improwizować. Okazało się, że prawo pozwala zrobić takie auto, dlatego poszliśmy w ten temat maksymalnie. To był strzał w dziesiątkę! Ludziom bardzo się ten pomysł spodobał, rozpoznają samochód na ulicach, robią mu zdjęcia. Zdarza się często, że inni kierowcy, widząc mnie kątem oka na drodze, grzecznie zwalniają lub wręcz hamują (śmiech).

A jak na taki samochód reaguje policja?
Zamierzałem jeździć nim na co dzień i byłem przekonany, że będę często kontrolowany. Tymczasem, odkąd okleiłem auto i zamontowałem koguta, policja nie zatrzymała mnie ani razu. Gdy mijamy się na drodze, zawsze spotykam się z ich pozytywną reakcją i uśmiechem. Mówi się, że policja w Poznaniu jest najlepsza i ja to potwierdzam!

W zeszłym roku ulubiony samochód poznańskich ulic został poszkodowany w wypadku. Przez chwilę wydawało się, że to koniec tej przygody. Miałeś wtedy pomysł na inny pojazd specjalistyczny, np. karetkę?
Bardzo chciałem reanimować ten samochód, ale przez dłuższy czas nie wiedziałem, czy to się uda, był moment zwątpienia. Bardzo się cieszę, że udało się je naprawić i przywrócić na ulice naszego miasta. Oczywiście, jeśli tylko pojawi się okazja zakupu np. auta strażackiego, to jestem otwarty na nowości!

Nie wątpię! Kilkukrotnie pokazałeś już, że masz niekończące się pomysły na przeróbki samochodów. Pamiętam jak mijałam kiedyś Twój bożonarodzeniowy samochód – nie dało się go nie zauważyć!
To prawda, mam trochę tych pomysłów (śmiech). Stworzyliśmy ze znajomymi auto-choinkę – okleiliśmy cały samochód zieloną trawą i powiesiliśmy na nim świąteczne lampeczki. Jeździliśmy po mieście, życząc ludziom wesołych świąt przez megafon. Sami świetnie się przy tym bawiliśmy.

Planujesz rozwijać kanał w tematyce motoryzacji?
Nagrywam go od niedawna i na razie widzę w tym temacie ogromny potencjał. Na tym chcę się skupić. Ostatnio zajmowałem się budowaniem domu na kołach. Kupiłem busa i urządziłem go w środku. Wymagało to sporo pracy, trzeba było dopracować szczegóły pomysłu, zaplanować, jak ma wyglądać, jak osadzić w środku meble i różne konstrukcje. Tak że motoryzacyjna zajawka na razie trwa w najlepsze!

Prowadzenie kanału na YouTube to Twoja praca czy pasja?
Świat daje dzisiaj młodym ludziom rożne możliwości. W kontekście pracy nie trzeba już robić tego, czego się nie chce. Możesz znaleźć coś, co uwielbiasz i sprawić, że będziesz się z tego utrzymywać. Dokładnie tym jest dla mnie YouTube – robię to, co kocham i na tym zarabiam.

https://www.youtube.com/c/DawidFrank