Organizator:

Trzeba mieć serce do samorządu

31.03.2021 23:50:47

Podziel się

Kiedy w 2002 roku zaczynałam pracę w dziennikarstwie, On został wójtem gminy Komorniki. Minęło 19 lat. Można powiedzieć, że oboje odebraliśmy już dowód naszej pracy i osiągnęliśmy dojrzałość. Komorniki w tym czasie zmieniły się nie do poznania, a za chwilę rozpocznie się budowa długo wyczekiwanego tunelu w ulicy Grunwaldzkiej w Plewiskach. O tym, jak ewoluowała gmina, jak zmienił się On i dlaczego wciąż w niedzielę myśli o pracy – zdradzi Jan Broda, samorządowiec z krwi i kości, ale przede wszystkim dobry człowiek.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Panie wójcie, 19 lat to szmat czasu.

Sam się dziwię, że już tyle czasu minęło. Kiedy pierwszy raz startowałem w wyborach na wójta Komornik, to wyszło trochę z przypadku. Kandydatura, którą wcześniej opiniowałem, niestety nie sprawdziła się i koledzy postanowili mnie namówić na to stanowisko. Myślę, że wynikało to głównie stąd, że wcześniej miałem już styczność z samorządem, ponieważ byłem radnym w radzie gminy, a nawet zostałem jej wiceprzewodniczącym. Poza tym startować miał ktoś z Plewisk i padło na mnie.

Długo trzeba było Pana namawiać?

Trochę nad tym myślałem, ponieważ miałem stałą pracę, którą bardzo lubiłem. Szkoda było mi to wszystko zostawiać. Początkowo zakładałem jedną kadencję, bo nie wiedziałem czy się tam odnajdę i czy dam radę.

Bał się Pan, że po czterech latach Panu podziękują?

Bardziej bałem się, że zrezygnuję. Pamiętam, że nawet na zebraniach wiejskich przed wyborami mówiłem mieszkańcom, że jeśli nie poradzę sobie i nie odnajdę się na tym stanowisku, to będę musiał się wycofać. Minęła jedna kadencja, potem były drugie wybory, trzecie i przeoczyłem moment, w którym mogłem się jeszcze wycofać. Tuż przed emeryturą wracać do zawodu byłoby niesamowicie trudno. Pytanie czy miałbym w ogóle dokąd wracać? Firma ma dziś zupełnie nowy profil produkcji. Ludzie i opatrzność pozwoliły mi zostać na stanowisku wójta i tak jest do dziś.

Jak wyglądały pierwsze wybory?

To był dla mnie szok! Po gminie jeździł wielki banner, wisiały plakaty z moim zdjęciem. To była niesamowita przygoda. Do dnia wyborów nie sądziłem, że wygram. Wygrałem minimalnie, bo różnicą 86 głosów.

Rzeczywiście niewielka przewaga.

Tak, ale myślę, że zdecydowały Plewiska, moja wieś rodzinna, w której mieszkam od dziecka. I jestem im za to bardzo wdzięczny. Zresztą do dziś tu mieszkam.

Czy sąsiedzi kibicowali?

Euforii może nie było, ale najbliżsi sąsiedzi mówili: Jasiu, próbuj. I spróbowałem, czego absolutnie nie żałuję. Dzięki temu mogłem sprawdzić, czy jest to praca dla mnie.

Jest?

Tak, zdecydowanie. Z czasem ludzie mi zaufali i w kolejnych wyborach wygrywałem już większością głosów.

Można powiedzieć, że ludzie Pana lubią?

No nie wszyscy (śmiech). Gdyby wszyscy mnie lubili, chyba byłoby niedobrze. Ludzie dziś są bardzo krytyczni. Społeczeństwo zmieniło się bardzo. Kiedy w latach 80. włączałem się w sprawy społeczne będąc członkiem Rady Sołeckiej w Plewiskach i chcieliśmy coś robić, to nie było pieniędzy. Chęci za to były ogromne. Chcieliśmy działać, robić coś dla mieszkańców. W końcu zapytaliśmy naczelnika gminy co zrobić, żeby skanalizować Plewiska. Odpowiedział, że musimy założyć komitet i walczyć o środki. Zakładaliśmy więc komitety. Był komitet budowy kanalizacji oraz telefonizacji Plewisk, gazyfikacji. Moją ideą było wtedy, żeby angażować ludzi i zachęcać ich do działań. Z biegiem lat widzę, że to zaangażowanie społeczne jest coraz mniejsze. Nie ma już dopingu, nie ma chęci. Myślę, że dziś panuje przekonanie, że każdemu się wszystko należy, że gmina zrobi.

Niestety tak jest.

No właśnie. Jeśli masz problem, mówią – idź do gminy, gmina ci da. I to nas ubezwłasnowolnia. Przykładowo, kiedy spadnie deszcz, na nieutwardzonej drodze powstaje błoto. I wtedy się zaczyna. Ludzie piszą smsy, dzwonią, piszą petycje. Oczywiście, że możemy równać drogi co drugi dzień, ale przez to nie będziemy budować nowych, bo nie wystarczy nam pieniędzy. Pamiętam kiedy w 2007 roku postawiłem próg na drodze gruntowej – kompletny absurd. Sytuacja wyglądała tak: ulica Północna w Plewiskach, jeden z mieszkańców kopie rów na środku drogi, bo jego zdaniem inni jeżdżą tutaj za szybko. Jedziemy na miejsce. Tłumaczymy mu, że tak nie można, że to samowolka. Prawie doszło do rękoczynów. Żeby nie obciążać mieszkańca kosztami, postanowiłem postawić w tym miejscu próg zwalniający. I to była wielka przesada, nigdy bym tego nie zrobił w normalnych okolicznościach. Po tej całej akcji mieszkańcy pytali, kiedy ta droga zostanie porządnie zrobiona. Ulica Północna jest ślepą ulicą, nie ma na niej wielkiego ruchu. Zaproponowałem, żeby mieszkańcy partycypowali w kosztach i zebrali część potrzebnej kwoty.

I udało się?

Tak. Droga została zbudowana. Zresztą zachęcam do tego typu inicjatyw. Dziś mamy fajną akcję sadzenia choinek wzdłuż ścieżki przy torach kolejowych w Plewiskach. Niestety takie inicjatywy są sporadyczne.

Jak zmieniała się gmina odkąd został Pan wójtem?

Jest już nas ponad dwa razy więcej.

Zauważyłam, że wszystkie budowane nieruchomości na terenie gminy idą na pniu. Ludzie chcą mieszkać w Komornikach.

Nie tylko w Komornikach. Popularność podpoznańskich gmin mocno wzrosła. Dlatego, że jest dobra komunikacja z miastem. Za chwilę powstanie tunel w ulicy Grunwaldzkiej w Plewiskach i mieszkańcy przestaną stać w gigantycznych korkach. Czekamy na tę inwestycję wiele lat.

 

Plewiska zyskają, chociaż jakoś nie jestem fanką tej miejscowości.

To prawda. Zdecydowanie Plewiska nie podobają mi się jeśli chodzi o architekturę i gęstość zabudowy. Mają charakter bardziej miejski niż wiejski, zabudowa w wielu miejscach jest niechlujna, brakuje miejsc parkingowych. Mamy tam dużo problemów, a mimo wszystko ludzie się tu wprowadzają. Niektórzy twierdzą, że są to mieszkania na chwilę i za kilka lat wybudują sobie swój wymarzony dom z basenem. To jednak zależy od Totolotka (śmiech).

Od kiedy planuje się budowę tunelu?

Tunel zapowiadany był jeszcze w latach 70. Pamiętam, jak poszedłem na zebranie wiejskie za mojego tatę. Przyjechał pan z urzędu wojewódzkiego i mówił o planach perspektywicznych na 20 lat, które zawierały tę inwestycję. Jak widać, nic się w temacie nie wydarzyło aż do dziś. Przez 20 lat mojej pracy na rzecz samorządu wybudowaliśmy sieć kanalizacji. Oczyszczalnię ścieków rozbudowywaliśmy kilka razy w tym czasie. Przez lata zmieniały się potrzeby mieszkańców. Musieliśmy budować szkoły, bo dzieci przestały mieścić się w naszych placówkach. Dzięki prywatnym inwestorom pojawiły się nowe przedszkola. Szkoła Podstawowa nr 2 w Plewiskach będzie rozbudowana, budujemy nową szkołę w Wirach. Czeka nas budowa sali gimnastycznej w Chomęcicach. Potrzeby są duże, a pieniędzy wciąż za mało. Rząd, szczególnie obecny, nie traktuje nas przyjaźnie odmawiając dofinansowania na budowę szkół. Z drugiej transzy Funduszu Inwestycji Lokalnych nie dostaliśmy ani grosza, chociaż złożyliśmy dwa wnioski dotyczące oświaty.

Ale za to powstało piękne Centrum Tradycji i Kultury w Komornikach.

Dziękuję. Przez wiele lat wstyd mi było, że stolica gminy zamiast domu kultury ma piwnicę pod ośrodkiem zdrowia. Początkowo chciałem wybudować dom kultury naprzeciwko urzędu, ale nie doszliśmy do porozumienia z właścicielem gruntu. I wtedy zjawił się ksiądz proboszcz, który powiedział, że ma kawałek gruntu i moglibyśmy tam coś postawić. Tak powstało Centrum Tradycji i Kultury, które będzie miało okazję się rozwinąć, kiedy skończy się pandemia. Otwieraliśmy obiekt wirtualnie, bez gości i bez publiczności. Mimo tego budynek otrzymał wyróżnienie za najlepszą budowę 2020 roku, z czego jesteśmy bardzo dumni. Perspektywy jego rozwoju zależą od Gminnego Ośrodka Kultury i jego dyrektora.

Czy jest coś jeszcze, co chciałby Pan zrealizować w gminie?

Lista zadań jest długa. Cieszę się, że powstanie, oprócz tunelu w ciągu ulicy Grunwaldzkiej w Plewiskach, także bezkolizyjny przejazd do Skórzewa. Chcę dokończyć rozbudowę szkół, sali gimnastycznej w Chomęcicach. Na etapie koncepcji jest też pływalnia, która miałaby powstać niedaleko Szkoły Podstawowej numer 2 w Plewiskach. Ale to już chyba zrobi mój następca…

Odchodzi Pan?

Do oczka chciałbym dotrwać (śmiech).

Jak Pan się zmienił przez tych 19 lat?

Bardzo. Włosów mam mniej, trochę przytyłem (śmiech). Myślę, że dużo się nauczyłem. Chyba częściej się denerwuję, głównie tym, że dziś każdy się na wszystkim zna, nawet na samorządzie. Trudno rozmawia się z ludźmi. W tym zawodzie trzeba umieć słuchać i chcieć słuchać, aby mądrze wyciągać wnioski i szukać właściwych rozwiązań. Trzeba też umieć się przyznać do błędów, żeby już ich nie popełnić, ale też zrozumieć, co robię niewłaściwie i ponieść tego konsekwencje.

Miał Pan kiedyś dość samorządu?

Nie, ale uważam, że gdyby Polska była samorządowa, byłaby lepsza, bardziej wsłuchana w głos ludzi. Rząd powinien wziąć pod swoje skrzydła sprawy kluczowe dla państwa. Reszta powinna działać na poziomie regionalnym, wtedy nasz kraj byłby zupełnie inny. Bardziej po stronie obywateli. Bliżej ich spraw.

Jak Pan odpoczywa?

Książka to podstawa mojego wypoczynku. Bardzo lubię czytać. Czytam „Sukces po poznańsku” w sobotę rano do kawy.

Bardzo mi miło i dziękuję w imieniu całego zespołu.

Lubię chodzić po górach, spacerować, jeździć na rowerze. Lubimy z żoną zwiedzać małe miasteczka. Muszę przyznać, że nigdy nie umiałem odpoczywać i zawsze skracałem urlop. A dwa dni przed powrotem do pracy myślałem o tym, ile jest do zrobienia. Kiedy ktoś przejmuje się tym, co robi i oddaje temu swoje serce, to zawsze myśli o pracy.

Mam to samo, w niedzielę myślami jestem w pracy.

I Pani dokładnie wie, o czym mówię. Jeżeli ktoś nie ma serca do tej pracy, nie powinien pracować w samorządzie.

Czego Panu życzyć?

Dzisiaj to chyba tylko zdrowia.

I tego życzę!