🍂 Listopadowe wydanie dostępne na naszej stronie 🍁 zapraszamy do lektury 🍂 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🍁 POLECAMY  

Organizator:

Tu ginęli Polacy

18.10.2022 09:56:08

Podziel się

Słońce paliło pomimo września. Liście delikatnie kołysały się na wietrze. Dochodziłam do Fortu VII z napisem Konzentrationslager Posen, a w uszach tętnił stukot końskich podków, wystrzały z karabinów, krzyki więzionych tutaj ludzi. Widziałam unoszący się nad murami strach, wielkie, przerażone oczy, słyszałam jęki mordowanych w komorze gazowej, pierwszej, eskperymentalnej, stworzonej przez Niemców w celu masowej eksterminacji. Kraty, kolczaste druty, resztki guzików, sztućców, paciorki różańca z kruszyn chleba przypominają o tym, że już 10 października 1939 to właśnie tutaj, w Forcie VII, powstał pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny, w którym polskość wykreślano ze wszystkich kart historii. Tu ginęli głównie Polacy, ówczesna elita. Dziś mieści się tutaj Muzeum Martyrologii Wielkopolan.

 

TEKST: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Archiwum Muzeum Martyrologii Wielkopolan – Fort VII

Zimne, wilgotne mury, delikatnie oświetlone, kraty, cele. Prawy majdan i lewy majdan. 10 października 1939 roku Niemcy tworzą tu pierwszy na okupowanych ziemiach polskich obóz koncentracyjny Konzentrationslager Posen. Nienawidzą poznaniaków, nienawidzą Powstańców Wielkopolskich, którzy trafiają tutaj jako pierwsi. Zaraz za nimi Powstańcy Śląscy. W wielkopolskich miastach już dziesięć dni po wybuchu wojny odbywają się masowe egzekucje, Niemcy pokazują, że teraz rządzić będzie terror. Elity uczonych, burmistrzów, wojewodów, murarzy, lekarzy, duchownych, harcerzy, ziemiaństwo, przedsiębiorcy – wszyscy oni trafiają do Fortu VII. Oficjalna nazwa obozu, później zmieniana dwukrotnie, nie miała jednak wpływu na sytuację znajdujących się w nim więźniów. Przez Niemców Fort VII określany był potocznie jako Lager der Blutrache – „obóz krwawej zemsty”. Obóz w Forcie VII to największy w Wielkopolsce ośrodek eksterminacji polskich elit, miejsce, w którym niemieccy oprawcy dopuszczają się niewyobrażalnego wręcz okrucieństwa.

Łapanki, wychowanie
Ludzi aresztowano na podstawie przygotowanych jeszcze przed wybuchem wojny list proskrypcyjnych, a same aresztowania prowadzono w ramach operacji Tannenberg oraz Intelligenzaktion – „operacji politycznego oczyszczania terenu”. Niemcy wcielając Kraj Warty do III Rzeszy (Wartheland), uznawali go za ziemie „rdzennie niemieckie”, Polaków i Żydów poddano tu brutalnemu terrorowi eksterminacji. Wraz z powstaniem i rozwojem na terenie Poznania i Wielkopolski struktur cywilnych i wojskowych Polskiego Państwa Podziemnego, coraz większą grupę więźniów stanowią przedstawiciele różnych tajnych organizacji, których działania były wymierzone przeciwko III Rzeszy. Do Fortu VII kieruje się także osoby zatrzymane podczas łapanek. Od połowy 1941 r. trafiają tu również ludzie, którzy uchylali się od pracy na rzecz Niemców, tzw. niedzielnicy, czyli więźniowie okresowi, którzy przebywali w Forcie VII od zakończenia pracy w sobotę do poniedziałkowego poranka. Krótkotrwały pobyt w obozie i wyniesiony stamtąd strach ma zmienić ich podejście do pracy. Niektórych zatrzymanych zamyka się w celach „wychowawczych” na okres od 2 tygodni do 2 miesięcy.

To miał być Warthegau
Przesłuchiwani i torturowani w siedzibie gestapo (dawnym Domu Żołnierza) ludzie trafiają zmaltretowani do swoich cel. Przetrzymuje się tutaj kobiety, mężczyzn. Wchodzimy do celi. Z oddali szepczą narzędzia zbrodni, bicie serca przyspieszają różańce z paciorkami z kruszyn chleba. W gablotach guziki, odznaki, serwetki, fragmenty listów. Drobiazgi. Wszędzie zdjęcia, obrazy ludzi wyciąganych z cel, torturowanych. W tle piętrowe, drewniane prycze, ciasno ustawione obok siebie. Jeśli ktoś nie ginie od strzału, bicia podczas przesłuchań czy wymyślnych tortur, umiera od panoszących się w przepełnionych celach chorób i wycieńczenia. Zawiłe korytarze, wąskie przejścia, malutkie otwory w ścianach, przez które ledwo wpada powietrze. Na słupie ogłoszenia z napisami Achtung.

Wychodzimy na zewnątrz. To miał być Warthegau bez polskości i Polaków. Tylko generalna gubernia. Wielki krzyż nad bramą prowadzącą na plac upamiętnia to, co tutaj miało miejsce. Wokół skarpy teren niemieckiej „zabawy”, tak zwanej „wyprawy w Karpaty”. Zima, trzaskający mróz. Więźniowie próbują wejść na górę stromej, polanej dodatkowo wodą, oblodzonej skarpy. Przypomina to wspinaczkę górskim szlakiem. Ten, komu udaje się wspiąć na szczyt, jedyne, co widzi, to but okuty żelazem. A potem spada. I tak od nowa, do upadłego.

Ludzki dzwon
Pod ścianą śmierci zapalamy znicz. Śpiewają ptaki, na Ławicy ląduje samolot. Nikt nie pamięta już wystrzałów z karabinów, ciał osuwających się na ziemię tuż obok miejsca, gdzie stoję z pochyloną głową. Plam krwi. Ta krew, skrzepnięta i wżarta w ziemię, to obraz pomieszczenia obok – dzwonu. Dzwonem był więzień, którego strażnicy wieszali na haku głową w dół i bujał się tak długo, dopóki nie rozbił głowy o betonowe ściany, kamienne umywalki. Taka zabawa. Wystawy w korytarzach przenoszą do tamtych czasów. W tle stoi gilotyna przywieziona z niemieckiego więzienia karno-śledczego na Młyńskiej, gdzie w czasie okupacji zabito ponad 1600 Polaków, większość przez zgilotynowanie. W cegłach, na ścianach cel, zachowały się wyryte inicjały. Po prawej stronie dobrze zachowane podpisy czwórki spośród pięciu uwięzionych tu poznańskich chłopaków (Czesława Jóźwiaka, Jarogniewa Wojciechowskiego, Edwarda Kaźmierskiego, Franciszka Kęsego) – błogosławionej Poznańskiej Piątki z salezjańskiego Oratorium na Wronieckiej. Młodzi ludzie, działający w konspiracji, złapani, osadzeni w Forcie VII, zamordowani przez zgilotynowanie w Dreźnie, dokładnie 80 lat temu. Do końca odważni, nie bojący się śmierci. Mówili: „Za chwilę będziemy przed obliczem Pana i to jest najpiękniejsza rzecz, jaka nas w życiu spotka”. Mieli po dwadzieścia kilka lat.

To w Forcie VII osadzony był wojewoda poznański hrabia Adolf Bniński, Florian Marciniak – twórca Szarych Szeregów, rektor poznańskiego uniwersytetu Stanisław Pawłowski, werbista z Chludowa, błogosławiony Ludwik Mzyk, doktor Franciszek Witaszek, szef Związku Odwetu w ZWZ AK Okręgu Poznań. Jego zadaniem, prócz prowadzenia dywersji, było przygotowanie na cele walki z niemieckimi okupantami trucizn, które miały być podawane później przez kelnerów w różnych lokalach. Złapano go, obcięto mu głowę, a jego malutkie córki zostały przeznaczone do zniemczenia, przekazane do adopcji niemieckim rodzinom, gdzie zostały wychowane. Dopiero parę lat po wojnie dowiedziały się, kim byli ich prawdziwi rodzice. Jednak po powrocie do naturalnej matki do końca zachowały kontakt i więź emocjonalną ze swoimi niemieckimi „rodzicami”.

W Forcie „siedział” Leon Prauziński, powstaniec wielkopolski, znany przedwojenny malarz i rysownik. Trafił tu w grudniu 1939 roku, a już w styczniu następnego roku został zamordowany. Rodzina szukała go pięć lat. Dopiero w 1945 dowiedzieli się prawdy. Przesłuchiwani więźniowie, ci, którzy przetrwali okrutne tortury i choroby, byli przesiedlani z Poznania do następnych, rosnących jak grzyby po deszczu obozów koncentracyjnych: w Auschwitz, Dachau, Gross-Rosen, Mathausen-Gusen, Buchenwald. Myśleli, że jadą po nowe życie…

Komora gazowa
Wchodzimy na samą górę Fortu VII. Drzwi do komory gazowej, która powstała w miejscu remizy artyleryjskiej, otwarte. Przed wejściem, na ścianie, tablica pamiątkowa. To pierwsze miejsce, w którym niemieccy oprawcy używają gazu do masowego mordowania ludności cywilnej. W październiku 1939 r., krótko po otwarciu Konzentrationslager Posen, uruchamiają tutaj testową komorę gazową, w której stosuje się przywożony w butlach tlenek węgla (czad). Ofiarami testów są – jako pierwsi – pacjenci Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach oraz oddziału psychiatrycznego Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej Uniwersytetu Poznańskiego. Proceder uśmiercania gazem trwa blisko dwa miesiące. Testy przerwano, ponieważ tlenek węgla uznano za mało „efektywny” środek zabijania. W komorze gazowej w Forcie VII uśmiercono w ten sposób ok. 300 osób; to ofiary niemieckiego programu fizycznej „eliminacji życia niewartego życia”.

Szpital
W lewym skrzydle na dole – cele kobiece. W prawym skrzydle – dziury po dawnej latrynie, którą niemieccy oprawcy zamienili na… celę chorych – Krankenzelle, w której trzyma się najbardziej chorych, skręcających się z bólu, umierających. W korytarzu winda komunikacyjna, którą na samą górę jedzie amunicja do armat, odtworzona co do najmniejszego szczegółu. W rogu żeliwne schody, zachowały się w oryginalnym kształcie. W wąskich, krętych korytarzach wciąż czuć wilgoć, słychać stukot żołnierskich obcasów, płacz, ból, rozpacz. Słychać szepty więźniów, dźwięk rysowanych na cegłach inicjałów i wszechobecny strach. W prochowni na półkach stoją beczki. Ale zaraz, przecież ktoś przeżył. Uciekł z celi zakrwawiony. Wsiadł do pociągu i wysiadł w Berlinie. Zgłosił się na policję z pretensjami, że go okradziono, pobito i torturowano, a on tylko chce odzyskać swoje dokumenty. Podając się za kogoś innego, otrzymał papiery i przeżył. Ślad jego oddechu widnieje na jednej ze ścian. To należący do Grupy dr. Witaszka 28-letni Marian Szlegel i historia jego brawurowej, jedynej udanej ucieczki z KL Posen. Przeżył wojnę.

Na przełomie XIX i XX stulecia twierdza fortowa w Poznaniu, w skład której wchodził Fort VII (Fort Colomb), była największą niemiecką twierdzą zbudowaną dla obrony wschodnich granic II Rzeszy. Fort VII jest najlepiej zachowanym obiektem zewnętrznego pierścienia fortyfikacji, którym wilhelmińskie Niemcy opasały Poznań, by bronić się przed ewentualnym atakiem wojsk carskiej Rosji. Nie bez przyczyny już hitlerowskie Niemcy utworzyły właśnie w tym miejscu obóz koncentracyjny. Pewnie nigdy nie poznamy dokładnej liczby ofiar. Ale możemy ich wspomnieć, przekraczając ciężką, stalową bramę. Pamiętajmy!

Serdeczne podziękowania za oprowadzenie dla Przemysława Terleckiego.