🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Tworzymy dobry świat dla maluszka

02.05.2022 11:00:22

Podziel się

Zaczynała w branży budowlanej. Doskonale odnajdywała się wśród zagranicznych kontrahentów, pozyskując ich do współpracy z polskimi markami. Pewnego dnia została wspólnikiem w firmie z branży dziecięcej i przepadła na dobre. Dzisiaj, wraz z zespołem, tworzy swoją, niezwykłą markę Piapimo, która z ogromną starannością produkuje tekstylia dla maluchów, dbając o każdy detal i o to, by były wykonane z najwyższej jakości materiałów. Aneta Kowalska, kobieta wulkan, która w życiu kieruje się wartościami, a słowo „dobro” odmienia przez wszystkie przypadki, dobrała sobie współpracowników i dostawców zgodnie ze swoją filozofią. Kupując Piapimo pomagacie szerokiej grupie ludzi skupionych wokół marki, a także Fundacji Instytutu Matki i Dziecka. I chociaż na rynku jest dopiero 9 miesięcy, ludzie już zdążyli się przekonać, że jeśli kupować wyprawkę dla dziecka to tylko u nich!

Co produkujecie?
Tekstylia dla dzieci, czyli kocyki bawełniane, bambusowe, okrycia kąpielowe, kokony dla dzieci, maskotki pszczółki, śpiworki, rożki, pościele, poduszki, prześcieradła, czapeczki. W sumie mamy 150 produktów, za chwilę wprowadzimy kolejne. Niebawem będziemy rozszerzać nasze portfolio, ale o tym powiem Ci, kiedy spotkamy się następnym razem (śmiech). Obecnie mamy produkty dla dzieci do 5 roku życia, ale mamy nadzieję, że zostaną z nimi na dłużej.

Gdzie można je kupić?
Działamy na wielu płaszczyznach. Mamy międzynarodowy sklep internetowy, sklep internetowy przeznaczony dla polskich klientów, jesteśmy obecni w kilkudziesięciu miastach w Polsce, w różnych sklepach stacjonarnych i internetowych. W Poznaniu można nas kupić w Pati i Maks, LullabyBaby, Edukatorku i sklepie Bawidło w Przeźmierowie. Nasze produkty można też nabyć w Nowym Jorku czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Nie boisz się konkurencji? Ta branża jest mocno nasycona.
Tak, to prawda. Mamy bardzo szeroką ofertę produktów dla dzieci, ale nie boimy się tego. W Polsce mamy są bardzo świadome. Stawiają się na jakość, na ekologię, na przyjazną produkcję. Wiesz co, konkurencja nas napędza i daje kopa do działania. Jesteśmy świeżą marką, mamy dopiero 9 miesięcy, a już zyskaliśmy swoich odbiorców. I to cieszy. Możemy przygotowywać wyprawki dla każdego dziecka, na każdym etapie jego rozwoju. Jesteśmy otwarci na wiele form współpracy. Myślimy niesztampowo, jesteśmy kreatywni i elastyczni.

Od czego zaczęło się Piapimo?
Wiedziałam, że chcę stworzyć markę związaną  z dobrem. A jeśli mówimy o dobru, to pomyślałam o pszczołach. Są pożyteczne, robią dużo dobrego dla nas i środowiska, i bez nich byśmy nie istnieli. Zresztą moja córka od lat robi poidełka dla pszczółek. I kiedy zaczęłam zastanawiać się z jaką postacią powiązać markę, od razu pomyślałam o pszczółce. Chciałam też, żeby za nazwą szły wartości i żebym mogła ją opatentować nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Stąd wzięła się nazwa Piapimo. Z włoskiego piccole api oznacza małe pszczoły, pszczółki. Chciałam, żeby produkty były najwyższej jakości. Żeby były szyte w Polsce, z polskich tkanin. Chciałam, żebyśmy skupiali się nie tylko na dobrych materiałach, ale dobrych relacjach z dostawcami, klientami. Jako że czynnik ludzki jest dla mnie bardzo ważny, wiedziałam, że te relacje muszą być życzliwe. I stało się dokładnie tak, jak sobie to wymarzyłam.

Zbudowałaś markę z wartościami?
Tak. Wokół Piapimo wytworzyła się doskonała atmosfera biznesowa. I pewnie nie byłoby nas, gdyby nie dobro i naturalnie z niego wynikający zrównoważony rozwój. Dobro wpisujemy w każdy nasz produkt, już od etapu projektu (tak zwany dobry design). Dobierając dostawców, szukamy dobra nie tylko w dostarczanych nam materiałach, ale również we wszystkim, co składa się na współpracę. Chcemy dawać dobro tym, którzy dla nas pracują, na przykład umożliwiając im rozwój. Część naszej produkcji realizowana jest przez ludzi, którzy dostali od życia drugą szansę. Cudownych ludzi, dzięki którym dobro już do nas wraca.

Co to jest dobry design?
Każdego dnia wyrabiamy w sobie wrażliwość na jakość, design, środowisko. Na piękno ukryte w codzienności. Na człowieka. Wiedziałam, że naszymi produktami będziemy chcieli wyciszać przestrzeń maluszka, dlatego inspirowane są kolorami kamieni, piaskowcem. Chodzi o harmonię i współgranie przestrzeni dziecka i przestrzeni rodzica. Promujemy dobre wzornictwo. Projektujemy wyprawki, które są uniwersalne, trwałe, nie wyjdą z mody po jednym sezonie i które można łatwo łączyć z innymi elementami stylizacji maluszka. Wybieramy najlepsze materiały – certyfikowane, wolne od środków wpływających niekorzystnie na zdrowie (m.in. formaldehydów, pestycydów czy substancji, które mogą być przyczyną alergii), bezpieczne dla skóry dziecka. Nasze produkty są trwałe, a zarazem bardzo delikatne. Milutkie. Kochamy to, co jest eko. Minimalizujemy ilość zużywanego plastiku, w opakowaniach stawiamy na papier – jego wykorzystanie też ograniczamy do niezbędnego minimum. Pod naszym produktem podpisuję się obiema rękami.

Z kim współpracujecie?
Mamy fantastyczną szwalnię, z którą współpracujemy, która jest dopełnieniem naszej marki. Jest to przedsiębiorstwo społeczne, które pomaga osobom z obszaru wykluczenia zawodowego. Wyobraź sobie, że sami mnie znaleźli!

Wiesz, dobro przyciąga dobro.
Wiem, wierzę w to. Wszystko zadziało się w idealnym momencie, kiedy dobierałam dostawców do współpracy. Szwalnia założona jest przez ludzi o wielkim sercu, którzy tworzą przestrzeń dla samotnych mam, osób z niepełnosprawnościami, zagrożonych ubóstwem, długo nie mogących znaleźć pracy. A my naszymi zamówieniami przyczyniamy się do tego, by mieli pracę i lepiej im się żyło. I to jest niesamowite. Takimi ludźmi chcę się otaczać, z takimi firmami współpracować, takie sytuacje generować. Ponadto, każdy kto kupuje Piapimo w naszym sklepie internetowym, wspiera razem z nami Fundację Instytutu Matki i Dziecka, bo 2% od każdego zakupionego produktu przekazujemy do Fundacji.

Skąd pochodzisz?
Pochodzę ze Wschowy, małego wielkopolskiego miasta. Pamiętam, że już w liceum wiedziałam, że stamtąd wyjadę. Od zawsze chciałam żyć i pracować w dużym mieście, ciągnęło mnie też do wydarzeń kulturalnych. Na studia pojechałam do Warszawy. Studiowałam dziennie Uniwersytecie Warszawskim. Łączyłam naukę na studiach dziennych z pracą. Pracowałam w wielkich koncernach i mniejszych strukturach, zaczynając od recepcji, awansując na asystentkę zarządu. Na każdym stanowisku zdobywałam doświadczenie. Na trzecim roku studiów rozpoczęłam pracę w branży budowlanej, w pełnym wymiarze godzinowym. Zajmowałam się rynkami zagranicznymi w firmie, która – uwaga – produkowała i sprzedawała żurawie wieżowe.

Bardzo niekobiece zajęcie.
Bardzo (śmiech). Ale szybko nauczyłam się tej branży. Miałam wspaniałego, ale bardzo wymagającego szefa, Hiszpana, który dał mi możliwość rozwoju, stworzył elastyczne warunki pracy. Pamiętam, że kiedy moi koledzy szli po południu na kawę, ja wracałam z zajęć i wyrabiałam swoje godziny. Chociaż jak patrzę z perspektywy czasu, to nigdy nie pracowałam osiem godzin, zawsze robiłam wszystko na 200 procent. I jeszcze miałam czas na studia podyplomowe (śmiech). Ukończyłam handel zagraniczny na SGH i myślałam, że na stałe zostanę w Warszawie.

Ale tak się nie stało.
Na tych studiach poznałam pewnego pana i się zakochałam (śmiech). Po dwóch miesiącach znajomości oświadczył mi się. A wszystko zaczęło się od tego, że chciał pożyczyć ode mnie notatki z zajęć, na których miało go nie być ze względu na pracę. Leciał wtedy na targi za granicę. Zrządzeniem losu ja też miałam tam lecieć. I tak oboje znaleźliśmy się na targach budowlanych w Kijowie.

To był znak.
To nie był przypadek. Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Potem przeprowadziłam się do męża, do Poznania. To był 2007 rok. Lubiłam Poznań, znałam to miasto, więc nie było dla mnie problemem znaleźć tutaj pracę. Najbardziej chyba ucieszyli się rodzice, bo mieli mnie bliżej.

Co robiłaś w Poznaniu?
Wzięłam udział w rekrutacji do firmy z branży FMCG. Następnego dnia po rozmowie rekrutacyjnej otrzymałam informację, że dostałam tę pracę. Była to branża słodyczy, czyli coś zupełnie innego niż to, co robiłam w Warszawie. I tak z żurawi wskoczyłam w czekoladę. Obie te branże miały jeden czynnik wspólny: rozwój rynku zagranicznego. Cieszyłam się, bo znowu mogłam podróżować, poznawać różne środowiska, kultury. Firma zatrudniająca ponad tysiąc ludzi, co ciekawe, była bardziej znana na świecie niż w Polsce. Gdziekolwiek poleciałam, wszyscy wiedzieli skąd jestem i traktowali mnie z wielkim szacunkiem. Rozwijałam swoje kompetencje sprzedaży eksportowej, ale też byłam łącznikiem między fabryką a klientem. Miałam okazję pracować przy bardzo ciekawych projektach – każdy był inny, każdy z bardzo krótkim deadlinem. Ale wszyscy wiedzieli, że dopnę projekt na czas.

Typowa praca pod presją czasu?
Wiesz co, ja zawsze lubiłam tak pracować. Tempo nie było mi obce. Pracowałam w sprzedaży, współpracowałam sporo z działem marketingu zarówno po stronie naszej, jak i klienta. Były to często projekty wymagające innowacyjnych rozwiązań. Tworzyliśmy opakowania, mieszaliśmy w składach produktów, wprowadzałam FAIRTRADE do fabryki. Jest to jeden z nurtów ekonomii społecznej, której naczelną zasadą jest uznanie, iż człowiek jest ważniejszy od zysku. Ta filozofia jest mi bardzo bliska. Dzięki temu miałam takie poczucie, że mam na coś wpływ. Wybierając produkty ze znakiem FAIRTRADE, wspieramy producentów i pracowników w ich dążeniach do zapewnienia lepszego bytu sobie, ich rodzinom i społecznościom.

Skąd więc wziął się własny biznes?
Myśl o czymś swoim kiełkowała we mnie od zawsze. Wciąż chciałam robić więcej. Pracując na etacie możemy spełnić się w danej roli, a ja chciałam rozwijać się w innych aspektach. Na pewno zdobywanie doświadczenia w różnych branżach uświadomiło mi, że odnajdę się wszędzie. Zawsze byłam kreatywna i lubiłam kreatywne projekty. I nagle, kilka lat temu, przyszła propozycja, abym została wspólnikiem w polskiej spółce z branży dziecięcej, która dziś jest bardzo rozpoznawalną marką na rynku. Uznałam, że mogę wnieść swój wkład w jej rozwój. Odeszłam ze słodkiej branży i całkowicie pochłonął mnie dziecięcy świat (śmiech).

Szybko się odnalazłaś?
Tak. Mechanizmy sprzedaży i eksportu działają podobnie w każdej branży. Było mi łatwiej, bo wchodząc w ten świat byłam mamą dwójki dzieci i doskonale znałam ich potrzeby. Zaczęłam od oglądania branży na targach zagranicznych. Moje zaangażowanie było ogromne. Zdobyłam środki unijne na cele promocji marki za granicą. Wykorzystywaliśmy je na uczestnictwo w wielu targach i imprezach. Biznesowo było to niesamowite wyzwanie. Ciągle się rozwijałam, poznawałam nowych ludzi, nawiązywałam relacje. W zeszłym roku sprzedałam swoje udziały  i otworzyłam swoją markę Piapimo.

I zostałaś w branży dziecięcej.
Ta branża jest mi bardzo bliska, pewnie dlatego, że jestem mamą. Poza tym bardzo już chciałam stworzyć coś swojego od podstaw, co będzie oparte na moich wartościach. Chciałam zbudować markę, która będzie wspierała i pomagała innym. Branża dziecięca jest czuła, delikatna, choć potrafi też dać w kość. Ale samo obcowanie z dziećmi wymaga specjalnego traktowania. A jeżeli to idzie w parze z pomaganiem, to radość jest podwójna.

Czy dziś, z perspektywy czasu, myślisz, że lepszy jest etat czy swoja firma?
Prowadzenie biznesu rzuca zupełnie inne wyzwania, zwłaszcza w tak trudnych czasach jak dziś. Samo zatrudnianie ludzi jest ogromną odpowiedzialnością. Prowadzenie swojego biznesu daje mi jednak nieograniczoną możliwość tworzenia i budowania marki od podstaw, według własnych założeń. Co więcej, coraz częściej zgłaszają się do nas firmy chcące wykorzystać nasze produkty do swoich wewnętrznych działań sprzedażowych i marketingowych. Wiem, że nasze wyroby i nasze wartości bronią się same. Tu nie chodzi o samą sprzedaż produktu. Chcemy, żeby te produkty służyły pokoleniom. Żeby niosły za sobą wartość, żeby każdy wiedział, że kupując nasze rzeczy pomaga, jednocześnie zyskując najwyższą możliwą jakość. Tacy jesteśmy. Takie jest Piapimo. I taka jestem ja. I to się nigdy nie zmieni!