Organizator:

Wszystko gra!

25.01.2021 14:25:44

Podziel się

Kiedy zaproponowano Mu pracę w roli trenera Warty Poznań, długo się nie zastanawiał. I chociaż miał wyjechać do Arki Gdynia i tam pracować, Zieloni byli bliżej Jego serca. Pochodzi z Piotrkowa Kujawskiego, ale to Poznań stał się Jego domem. Piotr Tworek, trener, który wprowadził Wartę Poznań do Ekstraklasy, nie kryje wzruszenia, że właśnie tego dnia spełniło się Jego marzenie, ale wciąż ma apetyt na więcej.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Archiwum klubu

Po kilku latach ponownie wrócił Pan do Warty Poznań. Warto było?

Zdecydowanie. Praca w Warcie Poznań to dla mnie najpiękniejszy czas pracy w całej karierze zawodowej. Co prawda kiedy dołączałem do zespołu, nie zapowiadał się tak fantastycznie, ale cały czas wierzyłem w pracę całego sztabu szkoleniowego i w piłkarzy, którzy są niesamowici. Miałem plan i pomysł na ten zespół. Dzięki zaangażowaniu wielu ludzi i ich pracy udało się spełnić nasze marzenia. Na pewno było warto!

Zanim Pan przyjechał trenować Wartę, zrezygnował Pan z pracy w Arce Gdynia, prawda?

Rzeczywiście, jedną nogą byłem już w Arce Gdynia. Miałem pełnić tam rolę asystenta trenera w Ekstraklasie. Dwa dni przed rozpoczęciem pracy w Gdyni otrzymałem ofertę od Warty Poznań. Przyjechałem do Poznania na spotkanie, które potoczyło się zarówno po mojej myśli, jak i po myśli działaczy. Zaakceptowano moją kandydaturę na głównego trenera i kiedy to się stało, nie mogłem odmówić. Zrezygnowałem z pracy w Gdyni i zostałem tutaj. To była trudna decyzja, której jednak nie żałuję.

Jak to jest trenować zespół, który wprowadził Pan do Ekstraklasy?

Wymagania w Ekstraklasie są znacznie wyższe niż te w pierwszej lidze. Planujemy swoją pracę tak, żeby w dalszym ciągu mieć na uwadze rozwój zawodników, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że treningi i praca muszą być inne niż do tej pory. Musimy zwracać uwagę na więcej szczegółów, mamy więcej obowiązków. Naszą ciężką pracę wynagradza nam mecz w Ekstraklasie – to jest nasze piłkarskie święto.

Czy dzięki awansowi do Ekstraklasy udało się pozyskać kolejnych sponsorów dla klubu?

Awans do Ekstraklasy jest to magnes na sponsorów. Ponieważ mecz jest transmitowany w telewizji, mamy doskonałą sposobność, by pokazać naszych sponsorów, partnerów szerokiej publiczności. Za współpracę ze sponsorami odpowiada nasz dział marketingu. Z tego co wiem, mimo trudnych, pandemicznych czasów, udaje nam się pozyskiwać kolejnych partnerów do współpracy. Jest też wiele osób, które chcą nam pomóc, za co serdecznie dziękujemy. I oczywiście zachęcamy do współpracy każdego, kto nie tylko chce wesprzeć Wartę Poznań, ale też rozwijać swój biznes wspólnie z ekstraklasowym klubem piłkarskim.

Jakie ma Pan plany i oczekiwania wobec Zielonych?

Podstawowym celem jest utrzymanie się w Ekstraklasie. Oczywiście mamy też inne cele, tzw. poboczne, które wiążą się z tym planem i mają duże znaczenie. Chcemy rozwijać zawodników, chcemy, żeby dobrze czuli się na boisku, chcemy żeby wyciągali z treningu ile się da i żeby ich kariery potoczyły się tak, jak planują, za co po części jestem odpowiedzialny.

Jak wygląda trening Warty Poznań?

Trening to jest proces, który rozpoczyna się w momencie zakończenia meczu. Pierwsza rzecz, na którą zwracamy uwagę, to regeneracja. Zaczyna się zaraz po ostatnim gwizdku sędziego. Tutaj ogromna rola i odpowiedzialność spoczywa na fizjoterapeutach i masażystach. Ważne jest też odpowiednie odżywianie i cały proces treningowy aż do następnego spotkania na boisku. Siadamy ze sztabem i dokładnie analizujemy pracę pod kątem motorycznym, techniczno-taktycznym i motywacyjnym. Te wszystkie składowe muszą być realizowane w odpowiednich proporcjach w danym dniu. Zaczynamy od poniedziałku treningiem wprowadzającym, regeneracyjnym. Wtorek jest poświęcony na odbudowę lub doskonalenie cech motorycznych. Podobnie środa. Czwartkowy i piątkowy trening to zagadnienia związane z najbliższym przeciwnikiem, a w sobotę gramy mecz. Zawsze analizujemy zachowania przeciwnika i zgodnie z nimi planujemy taktykę z elementami treningu. Dodatkowo mamy spotkania indywidualne z zawodnikami.

Czy denerwuje się Pan czasem na piłkarzy?

Piłka nożna nie jest spokojną dyscypliną. To praca pełna emocji na wysokim poziomie. Do tego dochodzi stres, z którym trzeba sobie poradzić. Piłkarze to nie są dzieci, nie jest to zespół grzecznych chłopców, więc – jak sama Pani rozumie – czasami trzeba podnieść głos (śmiech). Najbardziej denerwuje mnie niedbalstwo i brak jakości.

Jak ocenia Pan kondycję zespołu?

Na podstawie wszelkiego rodzaju badań, analiz motorycznych. Mamy porównanie z innymi klubami Ekstraklasy i wiemy, że wyglądamy bardzo dobrze pod względem fizycznym. Jesteśmy w czołówce ligi. Jest w sztabie trener przygotowania motorycznego, Tomek Olszewski, odpowiedzialny za te kwestie. Wiem, że obciążenia, które wprowadzamy dla piłkarzy, są adekwatne do ich możliwości.

Czy obecny skład jest tym wymarzonym przez Pana, czy ma Pan w głowie kolejne transfery?

Na pewno kolejne osoby, które wchodzą do drużyny, podnoszą jej jakość. Warta Poznań cały czas jest w fazie ewolucji, rozwoju. Nic tak nie rozwija zespołu, jak nowi piłkarze, którzy zwiększają konkurencję w drużynie. Jeśli byśmy opierali zespół na stałej grupie, to każdy by się przyzwyczaił i nie byłoby pewnego rodzaju rywalizacji i świeżej krwi. Każdy nowy zawodnik wnosi coś do nowego, ważnego dla zespołu. W każdym oknie transferowym będziemy podnosić jakość drużyny. Najbliższe transfery już tej zimy.

Czy mamy szansę na więcej?

Zawsze będziemy mierzyć wyżej, a cel będzie przeze mnie śrubowany do bólu. Mimo iż zdajemy sobie sprawę, że jest to trudne, to nigdy nie przestaniemy pokonywać słabości. Chodzi o to, by wychodzić ze strefy komfortu i osiągnąć to, co być może wydaje się początkowo niemożliwe. Ekstraklasa też początkowo wydawała się niemożliwa. A jednak. Lubię pokonywać ograniczenia i sięgać po więcej.

Kto Wam kibicuje?

Za wynikami idą nie tylko sponsorzy, ale też kibice. Z racji tego, że Warta uzyskuje świetne wyniki, to zyskuje kolejnych kibiców już nie tylko w Poznaniu, w Wielkopolsce, ale w całym kraju. I to nas ogromnie cieszy. Z każdym dniem odczuwalny jest też coraz większy szacunek do drużyny. W Poznaniu mamy swoich stałych fanów od lat, zwłaszcza mieszkańców Wildy, naszych sąsiadów. Wychodzimy z wieloma inicjatywami, żeby przyciągać młodszych kibiców, organizując akcje w szkołach i innych placówkach. Dbamy o seniorów. Jest wiele starszych osób, które przychodzą do klubu zapytać, co u nas słychać i jak nam idzie. I to jest niesamowite.

Od kiedy interesuje się Pan piłką nożną?

Można powiedzieć, że od zawsze. Piłka towarzyszy mi od małego, graliśmy w nią na podwórku. Potem, kiedy byłem starszy, na studiach robiłem uprawnienia, żeby zostać trenerem. To jest moja pasja, mój zawód, a nie ma nic piękniejszego niż pracować w zawodzie, który się kocha.

Kiedy zaczęła się Pana przygoda z profesjonalną piłką?

Do 2005 roku byłem nauczycielem w szkole. 1 stycznia 2005 roku zostałem drugim asystentem trenera Piotra Tyszkiewicza w Kujawiaku Włocławek. I tak zaczęła się moja profesjonalna przygoda z piłką nożną, która trwa do dziś. Pracowałem w takich klubach jak: Zawisza Bydgoszcz, Wda Świecie, Bałtyk Koszalin, Miedź Legnica, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Kotwica Kołobrzeg, Korona Kielce, Termalica Nieciecza. Byłem też prawą ręką Macieja Bartoszka w Chojniczance Chojnice. W 2011 roku byłem asystentem trenerów Warty Poznań: Bogusława Baniaka, Czesława Jakołcewicza, Artura Płatka i Jarosława Araszkiewicza. A dziś jestem dumnym trenerem Zielonych.

Jak trafił Pan do Poznania?

W 2011 roku, kiedy dołączyłem do sztabu szkoleniowego Warty Poznań. To był fantastyczny okres mojej pracy, poznałem wielu wspaniałych ludzi tutaj, w Poznaniu. Wiem, że to była dobra decyzja, najlepsza jaką w życiu podjąłem.

Lubi Pan to miasto?

Bardzo dobrze czuję się w Poznaniu. Jest to mój drugi dom. Odnajduję się tutaj doskonale. To miasto wspaniale się rozwija, jest piękne i przyjazne, budzi pozytywne emocje.

Pana największe osiągnięcia sportowe?

Awans do Ekstraklasy. Mam kolejne cele i marzenia, do których chcę dojść z Wartą, ale nie będę zdradzał, żeby nie zapeszyć.

Lubi Pan swój klub?

Gdybym nie lubił, wtedy praca nie sprawiałaby mi przyjemności. Za każdym razem kiedy jestem tutaj, na Drodze Dębińskiej, staram się zrobić wszystko, aby oddać tym ludziom, temu miejscu, cząstkę siebie. A jeśli chce się komuś poświęcić, to trzeba mieć go w sercu i wtedy praca ma sens.

O czym Pan myśli wracając z treningu?

Trudno wyłączyć się z pracy, ponieważ nie pracuje w niej od do. Praca nie kończy się, kiedy zamykamy drzwi klubu. Tu nie ma wolnych weekendów i świąt. Umiejętność oddzielenia pracy od życia codziennego jest bardzo cenna i wciąż się tego uczę. Dziś już umiem znaleźć czas dla bliskich. Generalnie w życiu jest tak, że poświęcenie się w stu procentach pracy nie miałoby sensu, gdyby nie było drugiego bieguna – poukładanego życia prywatnego. To wszystko musi się ze sobą wiązać. Jeśli mamy wspaniały, kochający dom, to w pracy też będzie poukładane. Wtedy wszystko gra!