🍂 Listopadowe wydanie dostępne na naszej stronie 🍁 zapraszamy do lektury 🍂 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🍁 POLECAMY  

Organizator:

WYJEŹDZIĆ MARZENIA

07.12.2021 12:04:34

Podziel się

Motoryzacją interesuje się od najmłodszych lat i to właśnie tej pasji chce się poświęcić. Choć ma dopiero 18 lat i w tym roku zdaje maturę, w głowie ma już ułożony plan na przyszłość. Kacper Nadolski to poznaniak i świetnie zapowiadający się zawodnik kartingowej kadry narodowej. Mimo wielu obowiązków, znajduje czas, by wspierać sportowców Olimpiad Specjalnych. Jako jeden z ambasadorów, stara się przeciwdziałać dyskryminacji osób z niepełnosprawnością intelektualną.

ROZMAWIA: Anna JASIŃSKA-PAWLIKOWSKA
ZDJĘCIA: Mikołaj KAMIEŃSKI, Olimpiady Specjalne


Trenujesz dość nietypową dyscyplinę sportową, jaką jest karting. Co zaprowadziło Cię na tor wyścigowy?
Kacper Nadolski: To przede wszystkim zainteresowanie motoryzacją, które zaszczepili we mnie mój tata, który jest pasjonatem, oraz dziadek. Był on wykładowcą Politechniki Poznańskiej, rzeczoznawcą sądowym, biegłym sądowym w zakresie techniki samochodowej i działaczem w Polskim Związku Motorowym. Jeśli chodzi o mnie, pamiętam, że od najmłodszych lat spędzałem urodziny – swoje i moich kolegów – na halowych torach kartingowych, m.in. w Kinepolis. To była dla mnie ogromna radość. Z czasem postanowiłem zrobić krok do przodu i zająć się na poważnie pasją, jaką stawał się karting. Gdy miałem 12 lat, znalazłem się na profesjonalnym torze.

Słyszałam, że zawodowiec ściga się z prędkością nawet do 160 km/h? Czy zawodnicy są odpowiednio zabezpieczeni?
Jeżdżę w kasku i ochraniaczach na żebra. Muszę powiedzieć, że właśnie ze względów bezpieczeństwa, pojazdy nie są wyposażone w pasy, ponieważ podczas ewentualnego dachowania, wózek mógłby nas przygnieść. Wbrew pozorom brak pasów w tym przypadku jest dla nas korzystny i ratuje przed poważnymi obrażeniami.

Masz na koncie poważne kontuzje?
Na szczęście nie. Choć kilka mniej poważnych urazów, choćby stłuczenie żeber, przez które miałem blisko miesięczną przerwę w treningach, a także otarcia kolców biodrowych, mnie nie ominęło. Raz zdarzyło się, że podczas zawodów stan mojego zdrowia sprawdzali lekarze. Uderzyłem wtedy wózkiem w bandę, bo niespodziewanie pękła mi felga. Jednak okazało się, że byłem cały i zdrowy.

Czy w jakiś sposób przygotowujesz się do wyścigów?
Oczywiście, zawsze przed wyścigami rozgrzewam się. Dzięki temu minimalizuję ryzyko kontuzji. Ponadto na torze muszę być maksymalnie skoncentrowany, dlatego ćwiczę z piłeczkami tenisowymi, żongluję. Dodatkowo przed startem wyciszam się. To pomaga zachować zimną krew podczas wyścigu.

Posiadasz prawo jazdy?
Jeszcze nie (śmiech). Jestem w trakcie kursu praktycznego, zdałem już egzamin teoretyczny. Za pierwszym razem! Ale żeby startować w profesjonalnych zawodach kartingowych, nie trzeba mieć prawa jazdy. Na szczęście!

Zatem połowa pracy już za Tobą! Myślę, że powinniśmy wspomnieć, że jesteś młodym zawodnikiem, który uczęszcza do klasy maturalnej.
Rzeczywiście, w tym roku piszę maturę. Na razie jestem o nią spokojny, bo mam jeszcze trochę czasu, który mogę wykorzystać na naukę. Staram się regularnie przygotowywać, dlatego sporo czasu poświęcam na rozwiązywanie testów, zwłaszcza z przedmiotów rozszerzonych – czyli biologii i chemii. W razie potrzeby maturę można poprawić, ale jestem przekonany, że nie będzie to potrzebne (śmiech).

Życzę, żeby wszystko poszło gładko już za pierwszym razem. Zdradź nam, jakie masz plany na przyszłość? Co po maturze?
Moje plany są ściśle związane z motosportem. Matura jest dla mnie bardzo ważna, ale później mam zamiar się ścigać, rozwijać swoją największą pasję.

Czyli karting? A może chcesz przesiąść się na coś bardziej skomplikowanego?
Faktycznie, kocham karting, ale przyznaję, że moje plany na przyszłość są nieco inne. Moim marzeniem jest ściganie się w Formule 1. Wiem, że jest to niełatwa droga, jednak właśnie nią podążam. Będąc dzieckiem, oglądałem z ogromną pasją wyścigi mistrzów i wszystkie filmy dokumentalne o kierowcach F1. Chcę być taki, jak oni.

Jak łączysz trening, wyścigi ze szkołą i maturą?
Gdy rozpoczynałem przygodę z kartingiem w wieku 12 lat, zawarłem z rodzicami pakt. Polegał on na tym, że pozwalają mi na starty w zawodach, ale ja w zamian muszę dobrze się uczyć. Cały czas trzymam się danego słowa i mam z tego to ogromną satysfakcję.

W jaki sposób zostałeś jednym z ambasadorów Olimpiad Specjalnych Polska?
Inicjatywa wyszła od Olimpiad Specjalnych Polska. Ich celem było dotarcie ze swoim przekazem do młodych ludzi. Uznano mnie za sportowca, który może skupić na sobie uwagę rówieśników. Z całych sił staram się promować ideę Olimpiad Specjalnych, czyli przeciwdziałać dyskryminacji osób z niepełnosprawnością intelektualną. Jak? Dzieje się to podczas codziennych kontaktów z rówieśnikami, a także za pośrednictwem mediów społecznościowych. Ponadto, spotykam się z zawodnikami Olimpiad Specjalnych Polska, wspieram ich, jestem obecny na organizowanych przez nich zawodach.

Czujesz, że zawodnicy Olimpiad Specjalnych potrzebują naszego wsparcia, dopingu z zewnątrz?
Oczywiście, że tak. Chciałbym, żeby osoby z niepełnosprawnością intelektualną były szanowane, żeby społeczeństwo przyjmowało ich z otwartością – w szkole, pracy, życiu codziennym. Oni na to zasługują!

Jako ambasadorzy robicie kawał dobrej roboty. Kto reprezentuje grupę wraz z Tobą?
W sierpniu, gdy nagrywaliśmy spot reklamowy, który można obejrzeć m.in. na moim profilu w mediach społecznościowych, wraz ze mną byli Paulina Krupińska, Jakub Wesołowski, Robert Lewandowski oraz Tomasz Wolny.

Same znane nazwiska w naszym fyrtlu!
Początkowo byłem trochę onieśmielony. Na przykład spotkanie Roberta Lewandowskiego, którego podziwiam za jego pracę i osiągnięcia, było dla mnie naprawdę wielkim przeżyciem. Jednak wszyscy ambasadorzy są bardzo otwarci, mili. Mamy wspólny cel, więc musimy być zgraną drużyną. I jesteśmy!

Przejdźmy teraz do tego, gdzie i kiedy miałeś okazję spotkać tegorocznego zwycięzcę Konkursu Chopinowskiego?
Jak to gdzie? Oczywiście na torze kartingowym! (śmiech) Kiedy dowiedziałem się, że Bruce Liu wygrał Konkurs Chopinowski i że dzielimy wspólną pasję, jaką jest właśnie karting, postanowiłem się z nim skontaktować. W tym samym czasie dyrektor Filharmonii Poznańskiej zapowiedział, że podczas pobytu wirtuoza w Poznaniu, chce zaproponować mu przejażdżkę. Połączyliśmy siły i… się udało! Pierwszy raz spotkaliśmy się tuż przed koncertem Bruce’a Liu w Poznaniu. Wtedy wręczyłem mu t-shirt Tony Kart Racing Team, czyli zespołu, w którego barwach się ścigam, oraz rękawice. Następnego dnia umówiliśmy się już na torze w Skórzewie.

Jak oceniasz formę Bruce’a?
Mimo iż miał długą przerwę, bo ostatni raz ścigał się dwa lata temu, jeszcze przed pandemią, szło mu bardzo dobrze. Myślę, że nasze spotkanie na torze było dla niego bardzo ważne. W końcu mógł odpocząć od mediów i gry na fortepianie.

W ramach rewanżu nie próbował posadzić Cię przed pulpitem i klawiaturą pianina?
Na szczęście nie! (śmiech) Moja przygoda z muzyką klasyczną na razie ogranicza się do gry na flażolecie w szkole podstawowej i tego, że w gimnazjum dzwonek sygnalizujący przerwę wygrywał melodię „Eine Kleine Nacht Musik” Mozarta.

Czego życzyć Ci na przyszłość?
Przede wszystkim chciałbym osiągać jak najlepsze wyniki na torach kartingowych, a później przesiąść się do F1 i zostać najlepszym kierowcą na świecie.

Przeczytaj w e-wydaniu: