🌻 wrześniowe wydanie Sukcesu 🌻 zapraszamy do lektury 🌻 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌻 POLECAMY  

Organizator:

Złoto leży w piaskownicy

15.07.2022 12:37:28

Podziel się

Adrianna Szóstak – zawodniczka poznańskiego AZS uprawiająca trójskok i skok w dal – swoje złoto znalazła już w piaskownicy, w której się ląduje po oddaniu soku. Sięgnęła po tytuły mistrzyni Polski, zdobyła tytuł Mistrzyni Drużynowych Mistrzostw Europy, ale wciąż szuka i marzy o tym najważniejszym trofeum, medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Kocha startować na poznańskim Golęcinie, bo tu wszystko się zaczęło.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIE: Archiwum prywatne

Zacznijmy od niedawnego sukcesu w Mistrzostwach Polski w Suwałkach, gdzie obroniła Pani tytuł mistrzyni Polski w trójskoku. To była niezwykle dramatyczna rozgrywka, a najlepszy wynik przyszedł w ostatniej kolejce.
Zgadza się, obroniłam tytuł Mistrzyni Polski dopiero w piątej kolejce konkursu, a w szóstej wykrzesałam siły na dodanie jeszcze kilku centymetrów, skacząc na odległość 13,84 m. Nie był to „konkurs marzeń” w moim wykonaniu. Zupełnie nie wiem dlaczego kompletnie nie mogłam się w nim odnaleźć. Fizycznie nie czułam się dobrze przygotowana i mam wrażenie, że udało mi się skoczyć na taką odległość zdecydowanie bardziej sercem niż nogami.

Startuje Pani w dwóch konkurencjach: skoku w dal i trójskoku. Która z tych konkurencji jest Pani mocniejszą?
Mocniejszą konkurencją w moim wykonaniu jest trójskok i wiem, że mam w niej jeszcze bardzo duże rezerwy, nad którymi trzeba dużo pracować. Jednak bliższy mojemu sercu jest skok w dal, ponieważ to od niego zaczynałam swoją przygodę ze sportem już na „Czwartkach lekkoatletycznych” organizowanych przez „Sport Dzieci i Młodzieży”. To organizacja pożytku publicznego, która od początku swego działania za nadrzędny cel stawia sobie zaktywizowanie najmłodszych Polaków do uprawiania sportu. Dlatego od lat organizuje największą masową imprezę dla dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych pod hasłem „Czwartki lekkoatletyczne”.

Czym różnią się od siebie obie konkurencje poza tym, że trzeba wykonać większą ilość skoków do piaskownicy?
Skok w dal jest dużo mniej inwazyjną konkurencją niż trójskok i sprawia mi bardzo dużo radości. Na treningach omijamy skok w dal, ponieważ trochę komplikuje on moją technikę trójskoku, ale na Mistrzostwach Polski zawsze podejmuję rękawicę w rywalizacji w tej konkurencji i czasem nawet fajnie to wychodzi.

Olbrzymim sentymentem darzy Pani stadion na poznańskim Golęcinie. Czy to dlatego, że tu wszystko się dla Pani zaczęło?
Stadion na Golęcinie to jeden z moich ulubionych w Polsce. Czuję się tu jak u siebie i zawsze mogę liczyć na ogromne wsparcie z trybun. Tak jak już wspomniałam, pierwsze kroki stawiałam na „Czwartkach lekkoatletycznych” właśnie na tym stadionie. Dlatego startując tam, zawsze czuję ten sam dreszczyk emocji. Początkowo byłam trochę uprzedzona do nawierzchni tartanowej, która znajduje się na naszym stadionie, ale za każdym razem kiedy startuję na dużych imprezach, m.in. Mistrzostwach Polski w Poznaniu czy Poznań Athletics Grand Prix w Poznaniu, pobijam lub zbliżam się do rekordów życiowych. Tak że skacze się tu naprawdę świetnie!

Chyba Pani największym sukcesem sportowym jest złoty medal Drużynowych Mistrzostw Europy w Chorzowie, gdzie dołożyła Pani solidną cegiełkę do końcowego wyniku reprezentacji Polski.
Jeśli chodzi o mój największy sukces sportowy to zdecydowanie Drużynowe Mistrzostwo Europy. Było to dla mnie ogromne przełamanie, chociażby dlatego, że zwyciężyłam w konkursie trójskoku z Portugalką Patricią Mamoną, która zdobyła m.in. srebrny medal na Igrzyskach w Tokio.

Jakie to uczucie sięgać po medal w drużynie uprawiając konkurencję indywidualną? Czy rodzi się presja wyniku?
Zdaję sobie sprawę z tego, że Patricia była zapewne w trakcie trudnych przygotowań do Igrzysk, ale mimo to takie małe rzeczy zdecydowanie cieszą i motywują. Poza tym było zimno, a konkurs był rozgrywany pod spory wiatr, więc moja motywacja zdobycia jak największej liczby punktów dla reprezentacji byłą tak ogromna, że nie przeszkadzały mi nawet warunki pogodowe.

Ten sezon układa się trochę nietypowo. Zamiast walki w halowych zawodach wybrała Pani poligon i została Pani szeregową, dołączając do Armii Mistrzów w Wojsku Polskim. Skąd taki wybór?
To prawda! W tym roku otrzymałam szansę wstąpienia do Armii Mistrzów i bez zawahania z niej skorzystałam. Szkolenie wojskowe odbywało się na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku. W związku z tym, że sezon halowy rozpoczyna się już w styczniu, nie chciałam ryzykować zdrowiem i zrezygnowałam ze startów, od razu rozpoczynając przygotowania do sezonu na otwartym stadionie. Znajduję się w takiej sytuacji po raz pierwszy. Trójskok to bardzo trudna technicznie konkurencja, więc powinnam trenować jak najczęściej, stąd sezon halowy jest tak bardzo ważny. Wydaje mi się, że brak startów w hali jest teraz trochę widoczny, ale zapowiada się bardzo długi sezon, więc wierzę w to, że dopiero zaczynam się rozkręcać.

Uprawiając konkurencję indywidualną trzeba zdać się na pracę z trenerem. Od lat Pani trenerem jest Jarosław Jagaciak. Co ceni sobie Pani najbardziej w tej współpracy?
Trener Jagaciak nie bez powodu jest Trenerem Kadry Narodowej w trójskoku oraz Trenerem Blokowym Skoków Kadry Narodowej. Zna się na trójskoku jak mało kto w Polsce. Jeśli chodzi o plan treningowy jaki układa, zawsze udaje się trafić z wybuchem formy w odpowiednim momencie sezonu.

Czy sport w całości pochłania Pani życie? Jak spędza Pani czas wolny?
Jeśli chodzi o czas wolny, to jest go naprawdę mało, więc na ten moment bardzo trudno jest mi rozwijać inne pasje. Ale jeśli już go znajduję, wtedy wyplatam makramy. To mnie wycisza i uspokaja.

Marzenia na najbliższy i ten dalszy czas?
Jeśli chodzi o marzenia sportowe, to nie będę oryginalna mówiąc o medalu Igrzysk Olimpijskich. Najbliższa szansa już w Paryżu. Ale po kolei próbuję realizować najpierw te mniejsze zadania i marzenia.